Tesla wydała dziś aktualizację 2026.26: Grok, Caraoke i nowa nawigacja

Tesla zaczęła dziś wypuszczać letnią aktualizację oprogramowania 2026.26. Z opisu zmian wynika, że tym razem chodzi głównie o wygodniejszą obsługę głosową przez asystenta Grok, bardziej osobistą nawigację, nowe opcje personalizacji i kilka mniejszych dodatków dla rodzin oraz osób korzystających z aplikacji mobilnej.

Według Tesli aktualizacja obejmuje między innymi:

  • rozbudowę asystenta głosowego Grok, który wcześniej służył głównie do pytań i prostszych zadań związanych z nawigacją, a teraz ma przejąć więcej poleceń normalnym językiem;
  • możliwość wykonania połączenia, wyszukania i odtworzenia muzyki, zmiany ustawień klimatyzacji oraz otwarcia schowka przez asystenta Grok;
  • bardziej spersonalizowaną nawigację, która poza lokalizacjami Dom, Praca i wpisami z kalendarza ma podpowiadać miejsca także na podstawie twojej codziennej rutyny;
  • zmienioną logikę wyznaczania trasy, tak aby auto częściej wybierało drogi, którymi zwykle jeździsz, zamiast prawie zawsze uparcie pchać na najszybszy wariant;
  • nową wersję Caraoke, która na postoju ocenia występ i pozwala zapisać najlepsze wyniki w profilu Tesli;
  • w aplikacji mobilnej podgląd i udostępnianie statystyk systemu Tesla Full Self-Driving;
  • zdalne ustawienie oczekiwanego poziomu energii po dotarciu do celu oraz wysyłanie własnych oklein samochodu prosto z telefonu, bez używania nośnika USB;
  • Rear Display Lock, czyli blokadę tylnego ekranu, wyszukiwanie stacji ładowania Tesla Supercharger po nazwie oraz dodawanie utworów do kolejki Apple Music z poziomu strony artysty;
  • regulację przybliżenia wizualizacji systemów wspomagania jazdy oraz udzielanie przeglądarce dostępu do kamery i mikrofonu.

Na co dzień najpewniej przełoży się to przede wszystkim na rzadsze sięganie do centralnego ekranu w trakcie jazdy. Tesla wyraźnie mocniej stawia na obsługę auta głosem, co przynajmniej w teorii może trochę ograniczyć rozpraszanie kierowcy. Sam rozbudowany Grok coraz bardziej przypomina asystentów głosowych znanych ze smartfonów, bo ma przejmować większą część poleceń wypowiadanych normalnym językiem.

Zmiany w nawigacji też mogą okazać się całkiem praktyczne, bo mogą zmniejszyć liczbę dziwnych objazdów i sprawić, że dojazd do celu będzie bardziej przewidywalny. Z kolei nowe Caraoke idzie w stronę zabawy połączonej z rankingiem wyników, więc dobrze pokazuje kierunek, w którym Tesla rozwija pokładową rozrywkę.

Rozszerzenie możliwości Groka nie bierze się znikąd. Producenci samochodów od pewnego czasu coraz mocniej inwestują w asystentów głosowych, choć część konkurentów już wcześniej dawała szerszy zestaw komend dotyczących samej obsługi pojazdu. Z drugiej strony analitycy od dawna zwracają uwagę, że rosnąca liczba funkcji rozrywkowych w autach sama może stać się kolejnym źródłem rozpraszania, nawet jeśli część z nich działa wyłącznie na postoju.

Na razie wersja 2026.26 trafia tylko do części floty, bo Tesla wdraża ją etapami. Według firmy pełna dostępność w całej flocie ma zostać osiągnięta do końca lipca 2026 r. Żeby skorzystać z oceniania w Caraoke, samochód musi stać. Żeby używać nowości w telefonie, potrzebna jest też mobilna aplikacja Tesli. Wciąż nie wiadomo również, jak użytkownicy przyjmą nowe funkcje i jak dobrze poradzą sobie one z obsługą lokalnych języków w Europie oraz na wybranych rynkach azjatyckich. Pozostali użytkownicy muszą jeszcze trochę poczekać.

Disney znów zwalnia: 150 osób traci pracę w Pixarze

The Walt Disney Company przeprowadził dziś kolejną falę zwolnień. W należącym do koncernu Pixar Animation Studios w Emeryville w Kalifornii zlikwidowano około 150 etatów. To już trzecia tura cięć w Disneyu w tym roku i kolejny znak, że firma przyspiesza porządki organizacyjne w ramach szerszej restrukturyzacji.

– Disney przekazał, że łącznie zniknęło kilkaset miejsc pracy w różnych częściach firmy. – Z tych samych informacji wynika, że około 150 etatów ubyło w Pixar Animation Studios w Emeryville w Kalifornii. – Według samego Disneya to mniej niż 10% całej załogi studia. – Najmocniej cięcia objęły działy produkcji i operacji. – Koncern potwierdził też, że te ruchy wpisują się w plan „One Disney” CEO Josha D’Amaro. – Chodzi o uproszczenie struktury firmy i ograniczenie podziałów między działami. – W praktyce połączono część funkcji, zredukowano część stanowisk i mocniej dociśnięto kontrolę kosztów. – Z wcześniejszych komunikatów spółki wynika, że w kwietniu 2026 roku Disney zwolnił około 1 000 pracowników. – Sam Pixar ciął zatrudnienie już wcześniej: w 2024 roku z firmy odeszło około 175 osób, gdy osłabła produkcja treści przygotowywanych z myślą o Disney+. – Nowa strategia zakłada mniejszy nacisk na produkcję na bardzo dużą skalę, napędzaną streamingiem, i skupienie się na mniejszej liczbie projektów. – Widać to również w wynikach: oryginalne filmy, takie jak „Hoppers”, zebrały dobre recenzje, ale nie przełożyły się na równie mocny rezultat finansowy. – Globalny box office pokazuje z kolei coś innego: „Toy Story 5”, kolejna odsłona popularnej serii, zbliża się do granicy miliarda dolarów wpływów na świecie. – W studiu wprowadzono też model „long and lean”, czyli mniejsze zespoły pracujące dłużej nad jednym filmem. – Część doniesień sugeruje, że taki układ może obniżać koszty pracy przypadające na pojedynczy projekt, ale niesie też ryzyko wąskich gardeł i większej presji na pracowników.

Pixar Animation Studios od lat uchodzi za jedno z kreatywnych serc całego Disneya, więc skala redukcji właśnie tam ma szczególną wagę. Firma nie zapowiada żadnego odwrotu od animacji. Sygnał i tak jest czytelny: nawet najbardziej prestiżowe marki są dziś rozliczane z wyników i efektywności.

Przedstawiciel Disneya tłumaczy, że zmiany mają odpowiadać temu, jak zmienia się cała branża mediów i rozrywki. Z jego wypowiedzi wynika również, że The Walt Disney Company stale sprawdza , jak zarządza zasobami i gdzie ponownie lokuje inwestycje, dostosowując się do nowych realiów rynkowych. W praktyce oznacza to mniej ryzyka i większą rolę sprawdzonych marek, a w Pixarze widać to szczególnie wyraźnie.

Na razie trudno ocenić, jak mocno odbije się to na kulturze studia. W środku firmy pojawiają się pytania o morale i o to, w którą stronę ma pójść Pixar Animation Studios, a część relacji mówi o gorszych nastrojach w zespole, bardziej scentralizowanej kontroli twórczej i ostrożniejszym podejściu do opowiadania historii po wcześniejszych rozczarowujących wynikach kasowych.

Dla studia zbudowanego na świeżych pomysłach może to być trudny zakręt. Na pełną ocenę skutków tych zmian wszyscy pozostali muszą jeszcze poczekać.

Tesla pokazała Cybercaba ze Starlinkiem: zapasowa łączność dla robotaxi

Tesla pokazała dziś Cybercaba z anteną satelitarną Starlink od SpaceX. To autonomiczny elektryk przygotowywany z myślą o usłudze robotaxi. W takim układzie stałe połączenie z siecią nie służy wyłącznie do nawigacji. Dochodzą jeszcze zdalna diagnostyka, aktualizacje oprogramowania, monitorowanie floty i wsparcie dla systemów, które muszą reagować na bieżąco.

  • W jednym z egzemplarzy Cybercaba pokazanych przez Teslę pojawiła się antenа Starlinka.
  • Tesla pokazała ją jako zapasowe albo dodatkowe źródło łączności tam, gdzie sieć komórkowa działa słabo lub jest zwyczajnie przeciążona.
  • Taki zestaw ma wspierać nawigację, zdalną diagnostykę, aktualizacje oprogramowania, monitorowanie floty oraz systemy działające w czasie rzeczywistym.
  • Znaczenie tej warstwy najlepiej widać przy kwestiach bezpieczeństwa, obsłudze kursów i samej dostępności usługi w aucie bez kierowcy.
  • Najwięcej można na tym zyskać na obrzeżach dużych miast, na trasach między miastami i podczas wielkich wydarzeń, kiedy sieci 4G i 5G potrafią się zapchać.
  • Dla pasażera może się to przełożyć na stabilniejsze działanie aplikacji, sprawniejszą realizację przejazdów, streaming i komunikację w trasie.
  • Po stronie Tesli oznacza to z kolei większą kontrolę nad autem, oprogramowaniem i samą łącznością.

Na razie taką konfigurację dało się zobaczyć tylko w jednym Cybercabie pokazanym przez Teslę i wciąż nie wiadomo, czy każdy pojazd dostanie pełny zestaw Starlinka. Żeby z tego korzystać, auto musiałoby mieć antenę satelitarną i obsługę Starlinka obok 4G i 5G. Trudno też zakładać, że połączenie satelitarne całkiem wyprze sieć komórkową. Bardziej wygląda to na łącze zapasowe albo kanał przeznaczony dla wybranych funkcji o najwyższym priorytecie.

Jest też możliwe, że Tesla sprawdza po prostu różne warianty i chce oferować łączność satelitarną tylko w części zastosowań, ewentualnie jako wsparcie dla floty, a nie główny kanał transmisji dla każdego auta przez cały czas. Taka integracja swoje kosztuje także pod innymi względami: zajmuje miejsce, wpływa na projekt pojazdu, może podnosić zużycie energii, a przy dużej flocie od razu rośnie znaczenie ceny i trwałości każdego dodatkowego elementu.

To dobrze pasuje do sposobu, w jaki działa Tesla: jedna firma trzyma w rękach sprzęt, oprogramowanie i usługi. Dla pasażera oznaczałoby to stabilniejsze działanie aplikacji, sprawniejszą obsługę przejazdów i lepszy dostęp do usług pokładowych. Dla operatora floty ważniejsze będą jednak szybsze dane diagnostyczne, skuteczniejsze zarządzanie pojazdami i sprawniejsze wdrażanie aktualizacji.

W modelu robotaxi każda minuta postoju ma znaczenie, więc niezawodna transmisja danych od razu przekłada się na koszty i na to, czy da się taką usługę skalować. Jeśli Tesla naprawdę szykuje się do uruchomienia robotaksówek na większą skalę, sama sieć komórkowa może nie wystarczyć. Reszta użytkowników musi jeszcze poczekać.

Adobe uruchomiło AI Playground w Project Indigo na iPhone’a: pomoże jeszcze przed zrobieniem zdjęcia

Adobe uruchomił dziś w fotograficznej aplikacji Project Indigo na iPhone’a eksperymentalną funkcję AI Playground. Sam Project Indigo, rozwijany w Adobe Labs, łączy w sobie aplikację aparatu i mobilny edytor zdjęć. AI Playground ma pomagać nie tylko po zrobieniu zdjęcia, ale też jeszcze zanim naciśniesz spust migawki. W segmencie, w którym są już narzędzia od Google Photos po Luminar i Fotor, właśnie taki moduł ma być dla Adobe czymś, co odróżni tę aplikację od reszty. Na razie AI Playground trafia tylko do niewielkiej, losowo wybranej grupy użytkowników, i to w ograniczonym czasowo teście Adobe Labs.

  • Pojawił się moduł do oceny zdjęć oraz podpowiedzi związanych z samym fotografowaniem.
  • Jest też analiza kadru z sugestiami, jak poprawić kompozycję, ustawić obiekt i lepiej uchwycić scenę.
  • Chodzi o pomoc jeszcze przed wykonaniem zdjęcia, nie dopiero po wszystkim.
  • Do tego dochodzą narzędzia usuwające ze zdjęcia niechciane obiekty.
  • Można też nakładać artystyczne style na gotowe ujęcia.
  • Adobe połączył tu warstwę edukacyjną z funkcjami szybkiej, efektownej edycji.
  • Zamiast własnego modelu Adobe Firefly firma sięgnęła po generatywny model Google Nano Banana.
  • Adobe zapowiada też, że z czasem może testować również inne modele.

Project Indigo zadebiutował w czerwcu 2025 roku. Według informacji podanych przez Adobe to fotograficzna aplikacja na iPhone’a rozwijana w Adobe Labs, a przy projekcie pracowali między innymi byli inżynierowie związani z Google Pixel Camera. W praktyce to eksperymentalne połączenie aplikacji aparatu z mobilną obróbką zdjęć.

Filozofia stojąca za Project Indigo jest dość bliska podejściu znanemu z Google Pixel Camera. Chodzi o zdjęcia bardziej naturalne, bliższe efektowi kojarzonemu z aparatem typu SLR, a nie o mocno przetworzony obraz, który często widać w wielu współczesnych smartfonach. Nowa funkcja dobrze się w ten kierunek wpisuje, bo nie kończy się na „naprawianiu” zdjęcia już po fakcie. AI Playground próbuje pomóc złapać lepszy kadr wcześniej, jeszcze na etapie samego fotografowania.

Na ten moment AI Playground jest dostępna wyłącznie dla małej losowo wybranej grupy użytkowników i tylko przez ograniczony czas, w ramach testu Adobe Labs. Żeby w ogóle z niej skorzystać, trzeba mieć iPhone’a z zainstalowaną aplikacją Project Indigo oraz dostęp do trwających testów.

Adobe wciąż nie powiedział, czy funkcje AI Playground trafią później do osobnej aplikacji, czy zostaną włączone na przykład do Lightroom Mobile, czy może zostaną tylko eksperymentem w Adobe Labs. Nadal nie wiadomo też, kiedy i czy w ogóle nowość będzie szerzej dostępna poza tym ograniczonym testem. Reszta użytkowników musi na razie poczekać.

AliExpress ukarany przez UE: 550 mln euro i rekordowa kara w DSA

Komisja Europejska ukarała dziś AliExpress grzywną w wysokości 550 mln euro, czyli około 629 mln dol. Powód jest prosty: zdaniem Brukseli platforma nie zrobiła dość, by zatrzymać sprzedaż podróbek i niebezpiecznych produktów. Według Komisji to zarazem najwyższa sankcja, jaką do tej pory wymierzono na podstawie unijnego Aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA.

W ustaleniach Komisji pojawiło się kilka konkretnych zarzutów:

  • W Brukseli uznano, że nie chodziło o pojedyncze potknięcia, tylko o systemowe zaniedbania.
  • Nielegalne towary dało się na AliExpress znaleźć zbyt łatwo.
  • Wśród takich ofert Komisja wymieniła niebezpieczne zabawki, groźne kosmetyki i inne produkty, które w ogóle nie powinny trafiać do konsumentów w UE.
  • Podstawą kary było śledztwo wszczęte w marcu 2024 roku.
  • Z ustaleń wynika też, że systemy moderacji i egzekwowania zasad działały za słabo, by skutecznie blokować sprzedaż zakazanych albo ryzykownych produktów.
  • Komisja zwróciła też uwagę na zbyt małą liczbę osób odpowiedzialnych za nadzór.
  • Same narzędzia do wykrywania i usuwania naruszeń również uznano za niewystarczające.
  • Do tego dochodził zbyt długi czas reakcji.
  • Część nielegalnych ofert pozostawała dostępna przez tygodnie nawet po zgłoszeniu.
  • W ocenie Komisji platforma nie wdrożyła zabezpieczeń adekwatnych do skali swojej działalności.

Głos w sprawie zabrała też Henna Virkkunen, unijna komisarz ds. technologii. Podkreśliła, że obecności szkodliwych i podrobionych towarów w internecie nie można traktować jak nieuniknionego kosztu e-commerce. To ma być oznaka braku zgodności z przepisami. Ta sprawa dobrze pokazuje, jak UE chce używać DSA w praktyce: jako narzędzia do ochrony użytkowników, ale też do egzekwowania obowiązków wobec największych platform internetowych.

Akt o usługach cyfrowych, który w pełni zaczął obowiązywać w 2024 roku, ma lepiej chronić cię przed nielegalnymi produktami, oszustwami i marketingiem wprowadzającym w błąd. Żeby działać zgodnie z tymi przepisami, platformy muszą mieć skuteczne systemy moderacji i realne mechanizmy egzekwowania własnych zasad.

DSA pozwala nałożyć karę sięgającą maksymalnie 6 proc. globalnego rocznego obrotu firmy. W przypadku AliExpress obecna grzywna jest więc bolesna, i finansowo, i wizerunkowo, choć nadal pozostaje poniżej ustawowego maksimum. To także mniej niż 1 proc. rocznych przychodów Alibaby, właściciela AliExpress.

Ta sprawa dość wyraźnie przypomina wcześniejsze postępowania wobec Temu i platformy X, tylko skala sankcji jest teraz większa. Temu dostało już karę 200 mln euro, a X 120 mln euro. Pod lupą regulatorów wciąż pozostaje też Shein. Na kolejne decyzje wobec innych graczy rynku trzeba jeszcze poczekać.

AliExpress nie zgodził się z decyzją Komisji Europejskiej. W oświadczeniu firma nazwała karę nieproporcjonalną i przekonywała, że w ostatnim czasie mocno inwestowała w bezpieczeństwo, zgodność z przepisami oraz narzędzia do wykrywania naruszeń. Spółka zapowiedziała również analizę dostępnych możliwości i rozważenie dalszych kroków.

Dla Alibaby to następny regulacyjny kłopot na rynkach zachodnich. Niespełna trzy tygodnie przed unijną karą koncern zgodził się zapłacić 600 mln dol. w ramach ugody w USA, w sporze dotyczącym zarzutów związanych z nielegalnymi lekami i powiązanym z nimi sprzętem.

Jeśli robisz zakupy w Europie, ta sprawa ma całkiem praktyczny wymiar. Bruksela chce pokazać, że wielkie platformy nie mogą rosnąć kosztem bezpieczeństwa użytkowników, a rekordowa kara dla AliExpress jest sygnałem dla całej branży, że etap samych ostrzeżeń właśnie się kończy.

Blue Beetle wraca do DCU: to już oficjalne, pojawi się w „Man of Tomorrow”

DC Studios potwierdziło dziś, że Blue Beetle, czyli Jaime Reyes grany przez Xolo Maridueñę, wróci w „Man of Tomorrow”, sequelu „Supermana” z 2025 roku. To ciekawe połączenie, bo zestawia kosmiczny rozmach z punktem widzenia chłopaka, który wciąż pozostaje kimś zwyczajnym. Premiera „Man of Tomorrow” jest planowana na 9 lipca 2027 roku.

  • DC Studios oficjalnie potwierdziło, że Jaime Reyes pojawi się ponownie w „Man of Tomorrow”.
  • James Gunn już wcześniej określał Blue Beetle’a mianem pierwszej oficjalnej postaci nowego DC Universe.
  • Solowy „Blue Beetle” z 2023 roku powstawał jeszcze w realiach starego DCEU.
  • Mimo to Blue Beetle do nowego planu DCU pasuje zaskakująco dobrze, choć drobnych retkonów nadal nie da się wykluczyć.
  • DC bierze więc bohatera, który formalnie wyrósł jeszcze z poprzedniego systemu, i robi z niego jeden z fundamentów nowego otwarcia.
  • To ruch obarczony pewnym ryzykiem, ale z perspektywy budowania nowego uniwersum ma sporo sensu.
  • Jeśli James Gunn naprawdę chce połączyć wielką kosmiczną skalę z bohaterami bliższymi zwykłym ludziom, Jaime Reyes może się okazać jednym z najcenniejszych elementów tego planu.
  • W historiach o Supermanie, Zielonych Latarniach i innych potężnych postaciach Blue Beetle wnosi coś, czego łatwo brakuje: perspektywę młodego, zwyczajnego chłopaka mocno zakorzenionego w realnej społeczności.
  • Jaime Reyes jest młody, dość zwyczajny i silnie osadzony zarówno w rodzinie, jak i w swoim najbliższym otoczeniu.
  • Zanim staje się symbolem czegoś większego, próbuje jeszcze pogodzić szkołę , codzienne obowiązki i własną tożsamość.
  • Trudno nie zauważyć, że Jaime Reyes ma w sobie całkiem sporo ze Spider-Mana.
  • W DCU może pełnić także rolę punktu wejścia dla widza, działać jako przeciwwaga dla wielkich kosmicznych zagrożeń i przypominać, że stawka nie zawsze musi dotyczyć końca świata.
  • U Jaimego Reyesa ta stawka może być znacznie bliższa: osiedle, rodzina, kilka codziennych problemów, a nie od razu los całej planety.
  • „Blue Beetle” zarobił na świecie około 130,8 mln dolarów przy budżecie szacowanym na 104–125 mln dolarów.
  • W praktyce oznaczało to, że „Blue Beetle” okazał się najmniej dochodowym filmem całego DCEU.
  • Na słabszy wynik wpłynęły hollywoodzkie strajki w 2023 roku, które mocno ograniczyły promocję.
  • Znaczenie miało też zamieszanie po ogłoszeniu rebootu DCU, a do tego huragan Hilary, który uderzył w część rynku akurat w weekend otwarcia.
  • Po premierze streamingowej „Blue Beetle” wyraźnie odżył.
  • Film stał się najchętniej oglądanym tytułem na HBO Max.
  • Największą siłą „Blue Beetle’a” nie były same efekty specjalne ani pancerz Kord Industries.
  • Najczęściej chwalono rodzinę Reyesa, mocno zaznaczony kontekst kulturowy i rodzinny oraz latynoski charakter całego filmu.
  • Właśnie te elementy najmocniej wyróżniały Jaimego Reyesa na tle wielu innych młodych herosów.

Na tę chwilę nie wiadomo jeszcze, jak dużo z tamtego świata przejdzie do DCU, czy w „Man of Tomorrow” szerzej pojawi się rodzina Reyesa i czy kolejne projekty zachowają ten sam lokalny, ciepły ton.

Jeśli śledzisz nowe DCU, to właśnie od takich rzeczy może zależeć, czy Jaime Reyes zostanie tylko częścią większego planu, czy wyrośnie na jednego z kluczowych bohaterów całego uniwersum. Reszta widzów musi na razie po prostu poczekać na kolejne szczegóły.

„Harry Potter” od HBO rusza dziś: warunki na planie są „brutalne”

HBO ruszyło dziś z pracami nad serialowym „Harrym Potterem”, czyli wierną adaptacją siedmiu książek J.K. Rowling rozpisaną na około dekadę. Plan pozostaje bez zmian: jeden sezon ma odpowiadać jednemu tomowi.

  • Goldman opisał warunki pracy jako „brutalne” i „naprawdę skomplikowane”.
  • Z jego perspektywy największym wyzwaniem wcale nie są efekty specjalne ani sama skala produkcji. Najtrudniejsze okazuje się ułożenie całego planu pod bardzo młodych aktorów.
  • Jak tłumaczył Goldman, brytyjskie przepisy dotyczące pracy dzieci mocno skracają dzień zdjęciowy niepełnoletnich wykonawców.
  • W jego opisie w grę wchodził też czas na naukę, przerwy oraz obecność wyznaczonego opiekuna.
  • Goldman mówił również, że sceny przygotowywano z wyprzedzeniem, tak by dzieci pojawiały się na planie tylko na krótki czas.
  • Dał też do zrozumienia, że młodzi aktorzy bywają dostępni jednorazowo zaledwie przez około 90 minut.
  • To z kolei, jak zaznaczał, wymusza bardzo szybkie tempo i konieczność zrobienia wielu ustawień kamery w krótkim oknie czasowym.
  • Według Goldmana taki model odbija się na całej organizacji produkcji i może mieć wpływ także na jakość materiału, bo plan przez cały czas pracuje pod presją zegara.
  • HBO potwierdziło, że chce wiernie przenieść na ekran wszystkie siedem książek J.K. Rowling, rozkładając projekt na mniej więcej dziesięć lat, przy czym każdy sezon ma obejmować jeden tom.
  • Obecny harmonogram zakłada premierę na Boże Narodzenie 2026 roku.
  • W marcowych raportach medialnych z 2026 roku pojawiły się opisy przypadków nękania wśród dziecięcej obsady.
  • Media informowały też o fizycznej sprzeczce między dwojgiem 12-letnich statystów.
  • Z tych samych doniesień wynikało, że zaostrzono procedury antymobbingowe i zwiększono nadzór na planie.
  • Według tych relacji wzmocniono również ochronę po tym, jak Paapa Essiedu, obsadzony jako Severus Snape, stał się celem rasistowskich obelg i gróźb śmierci.
  • HBO i producenci zapowiedzieli też bardziej nasyconą, żywszą warstwę wizualną oraz większy udział efektów praktycznych, zamiast opierania całości głównie na CGI.

Można więc powiedzieć, że serialowy „Harry Potter” będzie podobny do filmowego „Harry’ego Pottera” o tyle, że wyrasta z tego samego materiału źródłowego. Wizualnie ma jednak iść w inną stronę. Na razie HBO ani producenci publicznie nie odnieśli się do określenia „brutalne”.

Cicho jest też wokół stanowiska ekspertów od dobrostanu dzieci, związków zawodowych czy rodzin młodych aktorów. To właśnie te osoby mogłyby najlepiej ocenić, czy opisywany model pracy mieści się w standardzie dla takich produkcji, czy jednak są powody do większego niepokoju. Praca z dziecięcą obsadą z definicji wymaga uwzględnienia brytyjskich przepisów, czasu na naukę, przerw i licencjonowanego nadzoru.

Jeśli czekasz na nową wersję sagi, już teraz widać, że przed premierą mamy do czynienia z jednym z najbardziej złożonych telewizyjnych projektów ostatnich lat. Reszta widzów po prostu musi jeszcze poczekać na dzień premiery.