iPhone Duo kontra iPad: Apple wyjaśnia, dlaczego będziemy chcieli oba (a może nie)

Wraz z prezentacją iPhone’a Duo pojawia się pytanie: jeśli mamy już iPada, jakie miejsce zajmuje ten nowy iPhone? Craig Federighi wyjaśnił, jak Apple widzi to współistnienie, a odpowiedź w dużej mierze zależy od tego, jak korzystamy z każdego z tych urządzeń.

iPhone, który może zająć miejsce iPada mini

W wywiadzie dla Marquesa Brownlee Federighi porównuje relację między iPhonem Duo a iPadem do relacji między iPadem a Makiem. Z czasem wypracowujemy schematy, które pozwalają nam decydować, którego sprzętu używamy w danym momencie. Apple spodziewa się czegoś podobnego po iPhonie Duo, którego wewnętrzny ekran o przekątnej 7,6 cala daje nam niemal tyle miejsca, jakbyśmy przez cały czas nosili w kieszeni małego iPada.

Federighi zwraca szczególną uwagę na iPada mini i ujmuje to tak:

„Z tego, co zauważyłem, korzystając z niego przez ostatnie miesiące, jeśli zaczynam na iPhonie, a potem siadam i chcę nieco bardziej zagłębić się w jakiś materiał, coś przeczytać, to to urządzenie znakomicie się do tego nadaje, żeby je otworzyć, zresztą często pionowo, i przewijać treść. To fantastyczne. Myślę, że ludzie będą znajdować taki sposób korzystania z niego, który najlepiej im odpowiada”.

„Ale zgadzam się, że dla kogoś, kto być może miał iPada mini albo coś podobnego, to urządzenie może bardzo często zająć jego miejsce”.

Oprogramowanie robi różnicę

Apple zaprojektowało iOS 27 wokół nowego formatu urządzenia iPhone’a Duo. Jak widzieliśmy, porównując iPhone’a Duo z iPhonem 18 Pro, interfejs wykorzystuje każdą pozycję, każdy kąt rozłożenia ekranu. Federighi podkreśla tę pracę: wszystko od początku wynika z myślenia o tym, jak korzystamy z obu ekranów.

Tu leży sedno. Duo może zastąpić iPada mini w wielu zastosowaniach, podczas gdy iPad zachowuje swoje miejsce przy zadaniach, które wykonuje najlepiej. Z iOS 27 i jego nowymi możliwościami Apple pozwala nam robić więcej, a najlepszym przykładem tej zmiany jest iPhone Duo.

Festiwal w Wenecji bije rekord: jeden film otrzymał 25 minut nieprzerwanych oklasków

Na Festiwalu w Wenecji postanowiono pobić wszelkie rekordy w możliwie najbardziej spektakularny sposób. Przez niemal 25 minut oklaskiwano NAZA, dokument, który szczegółowo dokumentuje masakrę palestyńskich cywilów w Gazie. Zapewniło mu to największą owację w historii nie tylko Festiwalu, ale i jakiegokolwiek festiwalu filmowego w historii kina.

Film o kontrowersyjnym temacie

NAZA to film nakręcony potajemnie na dachach Tel Awiwu, w którym przeprowadzono wywiady z aż 24 izraelskimi oficerami i żołnierzami. Montowany przez trzy lata, wykorzystujący w tytule termin odnoszący się do szkód ubocznych, uznawanych za nieuniknione przy wszelkiego rodzaju atakach, film jest wielkim faworytem do zwycięstwa na Festiwalu w Wenecji. Było to dość oczywiste, gdy przez 25 minut oklaskiwano film.

Choć zwykle zdobycie Złotego Lwa bywa zapowiedzią dobrego drogi do Oscarów, ze względu na swój temat wygląda na to, że NAZA może być wyjątkiem, jeśli tak by się stało. Ale ponieważ dopiero okaże się, czy zdoła go zdobyć, jedno jest pewne: nie pozostawi nikogo obojętnym, biorąc pod uwagę wpływ, jaki już wywarł na weneckiej publiczności.

Showrunner Spider-Noir dobrze wie, jak wyglądałby hipotetyczny drugi sezon serialu

Niedawno ogłoszono, że Spider-Noir nie doczeka się drugiego sezonu. Dwa dni później serial zdobył pięć nagród Emmy, pokazując, że nieważne, jak dużym hitem jest serial: to nie uchroni cię przed skasowaniem. A teraz w Variety porozmawiali z jego showrunnerem, Orenem Uzieliem, żeby poznać jego opinię na ten temat. Ten zaś, co logiczne, ma bardzo mieszane uczucia.

Serial, który mógłby wrócić ze zdwojoną siłą

O możliwości drugiego sezonu po sukcesie na gali Emmy powiedział, że „jeszcze nie jesteśmy na tym etapie. Dosłownie nie znam prawnych aspektów ani komplikacji z tym związanych. Ale przypuszczam, że to skomplikowana sprawa”. I nie jest tak, że nie ma pomysłów na drugi sezon, „gdyby to zależało ode mnie, pewnie byłby osadzony gdzie indziej. Jest tyle noirów osadzonych w Los Angeles, do których mogliśmy sięgnąć. Są europejskie noiry, w które mogliśmy się zagłębić. Są inne miejsca, do których można się udać. Zaczynasz w 1933 roku. Dokąd to zmierza? Wszystko prowadzi do najbardziej katastrofalnego momentu: II wojny światowej. Było tam mnóstwo materiału na historie”.

Dodatkowo potwierdził, że mimo wszystko gala Emmy był bardzo wyjątkowy. Bo „na początku myślałem, że ten moment będzie rozczarowujący. Nie chciałem, żeby ludzie wybierali się na tę wielką niedzielną galę, martwiąc się albo myśląc o czymś przykrym czy smutnym. Ale prawda jest taka, że przerodziło się to w wielkie świętowanie tego, co razem osiągnęliśmy”.

Dlatego, choć wygląda na to, że sprawa wciąż wisi w powietrzu, nie wydaje się całkiem niemożliwe, by serial wrócił w przyszłości. Choć jeśli nie wróci, to przynajmniej ma za sobą świetny sezon, z wielkim sukcesem u krytyków i publiczności, a wszyscy zaangażowani są zachwyceni rezultatem. Co, koniec końców, już bardzo wiele mówi.

Reżyser ‘Spider-Man: Brand New Day’ zaadaptuje jedną z najsłynniejszych serii w historii, która właśnie doczekała się remake’u

Można by pomyśleć, że Destin Daniel Cretton, po tym, jak w tym roku rozwalił system nową odsłoną Spider-Mana, mógłby od razu zabrać się za następną. Jednak wolał wpakować się w innego rodzaju kłopoty. Po tym, jak potwierdził, że już niedługo ruszą zdjęcia do wyczekiwanej aktorskiej wersji Naruto, teraz dowiedzieliśmy się, że potem zostanie reżyserem filmowej adaptacji jednego z seriali policyjnych, które naznaczyły poprzednią dekadę: Hawaii Five-0.

Hawaje, Bombaj, to raj

Choć, tak naprawdę, to Hawaii Five-0 samo już było wersją oryginalnego serialu, który doczekał się 282 odcinków między 1968 a 1980 rokiem. Krótko mówiąc, Cretton ma w czym wybierać, choć ten wybór, po dwóch superfranszyzach pokroju Marvela i Naruto, jest co najmniej zaskakujący. Na razie wiemy tylko, że za scenariusz odpowiadają Chris Bremner, bardziej znany z Bad Boys for Life, i Noah Oppenheim, autor Jackie, oraz że Cretton zamierza ją wyreżyserować po zakończeniu prac nad projektem.

Czas pokaże, czy na kolejny remake po tym z 2010 roku nie jest jeszcze za wcześnie, ale ma wszystko, żeby odnieść sukces: akcję, rozpoznawalny motyw przewodni, rajskie plaże i kogoś za sterami, kto, jak już jasno i dobitnie pokazano, potrafi nadać sprawom nowy bieg. Ale oczywiście, raczej szybko tego filmu nie zobaczymy, bo Marvel i Sony zrobią, rzecz jasna, wszystko, żeby wypuścić Spider-Mana 5 jak najszybciej. Z policjantami na rajskich plażach albo bez nich.

Na razie za wcześnie, by wiedzieć, czy akcja filmu będzie toczyć się w latach 70., jak chcą fani, czy zostanie osadzona we współczesności, jak remake. Jasne jest tylko jedno: Cretton ma szansę zostać nowym Królem Midasem Hollywood. Trzeba będzie zobaczyć, czy mu się to uda.

W Chinach zrobili nowy film o Tomie i Jerrym. To największa katastrofa roku.

Tom i Jerry, kot i mysz najsłynniejsi w historii animacji, skończyli 85 lat. Można by sądzić, że Warner, obecni posiadacze praw, zrobi coś specjalnego, żeby uczcić tę rocznicę. W końcu, chociaż dziś są już trochę niemodni, swego czasu zgarnęli aż siedem Oscarów w latach 1943–1953 i zapoczątkowali serię, która powoli staczała się przez kolejne filmy wydawane z pominięciem kin… i właśnie dotarła do swojego najniższego punktu.

Źle i Jerry

Tom i Jerry byli bohaterami w sumie 22 filmów wydanych od razu na wideo (wliczając crossovery z Willym Wonką i Czarnoksiężnikiem z Oz), z których każdy był bardziej ohydny od poprzedniego, a po drodze traciły jeszcze swoją osobowość. Jednak doczekali się zaledwie dwóch filmów kinowych: strasznej musicalowej adaptacji z 1992 roku, jednego łączącego CGI z aktorskim planem w 2021 roku i obecnego, potwornego kuriozum wyreżyserowanego przez jakiegoś Zhanga Ganga.

Tom i Jerry: Magiczny kompas to pierwsza w pełni komputerowo animowana przygoda tych postaci (przez chiński komputer, rzecz jasna) i okazała się absolutną katastrofą. Zamiast poznać bohaterów i skupić się na odtworzeniu ich relacji, twórcy wrzucili ich w kompletnie bezsensowną podróż w czasie po Chinach, która nie spodobała się nikomu.

Recenzenci bynajmniej nie byli łagodni i pisali, że film przypomina wrzaski nadpobudliwego dziecka, Tom i Jerry ostatecznie stają się postaciami drugoplanowymi i jest to po prostu zbitka hałasu i jaskrawych kolorów. Pamiętacie te krótkometrażówki, które osiem dekad temu zdobywały Oscary? No cóż, nie wstydziliby się tej absolutnej tandety. Co za katastrofa, kochani.

Disney zaangażował pierwszą „Dżinkę” do swojego musicalu „Aladyn”. Oczywiście, każdy ma na ten temat swoje zdanie.

Wielkie zło naszych czasów: każdy ma opinię, cały czas, zwłaszcza jeśli temat dotyczy kobiet, innych ras albo mniejszości społecznych. No ba, mają opinię, i opowiedzą ci ją od początku do końca! Jeśli w Internecie ludzie straszliwie się wściekli przez to, że główną rolę grał czarny mężczyzna, to wyobraź sobie, jak się rozkręcili po obsadzeniu kobiety w roli „dżinki” w Aladynie. Reakcja równie smutna, co nudna.

Nie ma dżinki tak genialnej

Wybraną do roli „dżinki”, którą swego czasu grał Robin Williams, jest 59-letnia Sherri Shepherd, komiczka, laureatka Emmy i aż nadto zasługująca na każdą rolę po ponad trzech dekadach pracy w branży. Jej występy na Broadwayu potrwają tylko od 16 października do 3 stycznia, ale wystarczyło to, by ci sami co zawsze chwycili za broń i zaprotestowali przeciw płci fikcyjnej postaci.

Twitter, rzecz jasna, zapełnił się komentarzami w stylu „go woke go broke” (już wiecie, jak z Odyseją) i wprost rasistowskimi i seksistowskimi opiniami na pęczki, jak na ten 2026 rok, w którym żyjemy, przystało. Ludzie, których musical Aladyn nigdy nie obchodził, nagle stali się wiernymi obrońcami tego, żeby tę postać grał biały mężczyzna. Na szczęście większość odpowiedzi jest pozytywna, bo, szczerze mówiąc, uciszenie ludzi, którzy aktywnie walczą z cudzą radością, nic nie kosztuje.

Aktorka, komiczka i prowadząca talk-show Sherri Shepherd, laureatka Daytime Emmy Award, została ogłoszona kolejną Dżinką w broadwayowskim Aladynie Disneya — stając się pierwszą kobietą w historii, która zagra tę rolę.

Shepherd rozpocznie serię gościnnych występów 16 października w New Amsterdam… pic.twitter.com/X8gAXlZuso

— Blackish Press (@blackishpress) 8 września 2026

Równie niedorzeczne jest twierdzenie, że Hermiona jest biała z definicji, jak to, że dżin jest mężczyzną, jakby nie mógł, jeśli ktoś nie potrafi zaakceptować tak prostej rzeczy, przemienić się w kobietę. Oczywiście to wszystko będzie się powtarzać, w wiecznym Dniu Świstaka, w jaki zamienił się Internet, z garstką ludzi płaczących nad popkulturą, z której większość korzysta bez problemu. Co za świat.

Wyciekło coś, co mogłoby być prototypem RPG-a, z którego narodziło się Banjo-Kazooie

Przed Banjo-Kazooie w Rare pracowano nad RPG-iem na Super Nintendo: Project Dream. Gdy około 1995 roku zaczęli nad nim pracować, uznali go za zbyt ambitny jak na tę konsolę i ostatecznie zaczęli tworzyć wersję na Nintendo 64. Choć ostatecznie porzucili także tę wersję. Ale z popiołów tej gry narodziły się zarówno Banjo-Kazooie, jak i Conker’s Bad Fur Day; pierwszy z nich dzięki temu, że Banjo był w grze postacią drugoplanową, drugi wykorzystując elementy tej gry i przekształcając ją w platformówkę.

Zaginiona gra, odnaleziona

Teraz, trzydzieści lat później, wygląda na to, że wreszcie odnaleziono grywalną wersję tej gry wideo, którą uznawano za zaginioną. Użytkownik identyfikujący się jako FVCKPhil&Asha wrzucił filmy pokazujące grę działającą na oryginalnym sprzęcie, Super Nintendo, a przy tym wrzucił też w pełni działający ROM na Internet Archive. I choć wciąż nie da się z całkowitą pewnością potwierdzić jego autentyczności, ponieważ nie chciał ujawnić, jak zdobył grę, wygląda na to, że ROM jest autentyczny.

FVCKPhil&Asha oświadczył, że ma mocne powody, by upublicznić tę grę teraz, a nie wcześniej. “W obecnej sytuacji w branży oraz obecnym bezdusznej likwidacji i fatalnym podejściu Microsoftu do Rare i innych kontrolowanych przez niego firm, poza całym czasem, który już minął, czuję, że ważniejsze jest dopilnowanie, by zostało to odpowiednio zachowane i by ROM został rozłożony na czynniki pierwsze przez osoby mające znacznie większą wiedzę o tym, jak robić tego rodzaju rzeczy”. Chcąc w ten sposób wykonać też polityczny gest udostępniając tę grę, którą uznawano za zaginioną

To, że plik jest dostępny do pobrania w Internet Archive, to świetna wiadomość dla zachowania gier wideo. Choć wciąż będziemy musieli poczekać, aż eksperci potwierdzą autentyczność gry i, przede wszystkim, to, czy jest ona na tyle grywalna, by dało się w nią komfortowo grać.

Square Enix niespodziewanie wydaje remaster spin-offu Dragon Questa, który nigdy wcześniej nie ukazał się na Zachodzie

Square Enix zaskoczyło swoim pojawieniem się na Nintendo Direct w minioną środę, 9 września, prezentując grę, której nikt nie spodziewał się zobaczyć: Dragon Quest Heroes: Torneko’s Mystery Dungeon -Classic HD-. Zremasterowana wersja pierwszego Mystery Dungeon z Torneko w roli głównej, jednym z bohaterów drugoplanowych Dragon Quest IV i zarazem jednego z pierwszych spin-offów tej serii.

Franczyza z długą historią

To wielka zapowiedź z dwóch powodów. W Japonii to tytuł bardzo znany i lubiany, cieszący się ogromną popularnością wśród fanów. Drugi jest taki, że gra po raz pierwszy trafi poza Japonię. Choć późniejsze tytuły z tej franczyzy rzeczywiście trafiły na zachód, Torneko’s Mystery Dungeon nigdy nie zostało oficjalnie przetłumaczone na żaden język poza japońskim, co czyni ten moment jego debiutem na Zachodzie.

Jeśli chodzi o samą grę, jej założenie jest proste: Torneko jest handlarzem bronią, który musi zapuszczać się do tajemniczych lochów, by zdobywać wszelkiego rodzaju broń i pancerze, a potem sprzedawać je zahartowanym poszukiwaczom przygód. Całość opiera się na turowej rozgrywce, która zapoczątkowała nurt roguelike, na długo przed jego zachodnią odmianą, z którego wyrosła saga Mystery Dungeon. Ta z kolei doczekała się własnych spin-offów, z których szczególnie znana jest seria Pokémon Mystery Dungeon.

Po odświeżeniu oprawy graficznej i dodaniu kilku usprawnień poprawiających komfort gry, Dragon Quest Heroes: Torneko’s Mystery Dungeon -Classic HD- to klasyczna gra, która do dziś świetnie się broni. Możesz w nią zagrać na Nintendo Switch 2, Nintendo Switch, PlayStation 5, Xbox Series X|S i PC.

‘Teraz mnie widzisz’ nie zostaje tylko w kinach: teraz, na dodatek, będzie mieć wersję na Broadwayu

Można by pomyśleć, że magia prędzej czy później skończyłaby się Czterem Jeźdźcom, ale prawda jest taka, że po prawie 9 latach przerwy trzecia kinowa odsłona Iluzji odniosła wystarczający sukces, by w którymś momencie zapewnić sobie czwartą. Tak, saga z każdą nową kontynuacją zarabiała w kinach coraz mniej, ale wszyscy lubimy, kiedy Jesse Eisenberg i spółka pokazują nam jakieś sztuczki zręcznościowe i zostawiają nas z rozdziawionymi szczękami. A teraz nadszedł moment, żeby to udowodnić na scenie.

Czary mary

Tak więc, choć wciąż nie mamy żadnych wieści o powrocie oryginalnych postaci, 11 listopada cały Nowy Jork będzie mógł obejrzeć teatralną wersję Iluzji, która potrwa tylko osiem tygodni (na razie), podczas których Czterej Jeźdźcy zawładną Broadwayem. Nie, to nie znaczy, że na scenie zobaczymy Matthew McConaugheya, Dave’a Franco, Islę Fisher i Marka Ruffalo. Nawet sagi mają swoje granice.

W tym spektaklu, „wybuchową mieszankę iluzji high-tech, numerów solowych i oszałamiających widowisk” (to nie ja tak mówię, jasne, to oni próbują to sprzedać) stworzą Gabriella Lester jako mistrzyni ucieczek, James Moore i Darcy Oake jako iluzjoniści oraz Matthew Pomeroy jako mentalista. Są przystojni, są młodzi i nie mają nic przeciwko temu, żeby zapożyczyć nazwę z franczyzy.

Warto zaznaczyć, że to debiut na Broadwayu nie jest niczym nowym: spektakl był już wcześniej wystawiany w Australii, Singapurze i Londynie, a wcześniej czeka je jeszcze miesięczny angaż w Las Vegas. Bo jeśli już robić skok, to na całego.

„Spider-man: Brand New Day” wreszcie straci pierwsze miejsce w box office. Jego następczyni użyła sztuczek magicznych

31 lipca wydaje się, jakby był kilka dekad temu, bo od tamtej pory wydarzyło się bardzo wiele. Wśród tych rzeczy jest to, że mamy nowy film w pierwszej trójce najbardziej kasowych w historii: Spider-man Brand New Day, nowość od Marvel Studios, która utrzymała się półtora miesiąca na pierwszym miejscu, bez nikogo, kto mógłby jej zagrozić, gromadząc (jak dotąd) ponad 2,4 miliarda dolarów na całym świecie. Ale jasne, wszystko ma swój koniec.

Pająk spadł

Według prognoz (choć osobiście uważam, że są zaniżone), Totalna magia 2 zarobi w box office między 30 a 40 milionów dolarów w ponad 4000 kin, gdzie będzie wyświetlany w Stanach Zjednoczonych, do czego trzeba doliczyć jeszcze wpływy z zagranicy. Biorąc pod uwagę, że kosztowała 75 milionów dolarów i że pierwszy film był klapą, o trzeciej części możemy już zacząć mówić jak najszybciej. Sandra, Nicole, szykujcie się, wchodzicie.

Nie miało żadnego znaczenia, że reakcja krytyków nie była najlepsza, bo w końcu to film kultowy i tak właśnie potraktowali go fani i fanki, którzy za wszelką cenę chcą powtórzyć klimat pierwszej części. Spoiler: jeśli chcesz dokładnie tego samego, masz szczęście, bo nie ruszyli tego ani odrobinę.

Te liczby oznaczają (i będą oznaczać) wyraźną poprawę dla Warnera: w tym roku ani jeden z jego filmów nie zarobił nawet 100 milionów dolarów. Totalna magia 2 tak naprawdę będzie tylko przygotowywać grunt przed nadejściem Resident Evil i pozostałych hitów, które będą się zmieniać na miejscu numer 1 od teraz aż do grudnia. Jedno jest pewne: pająk spadł. Niech żyje pająk!