Z przecieków wynika, że OpenAI ruszyło dziś z projektem swojego pierwszego urządzenia dla zwykłych klientów. Ma to być przenośny sprzęt z akumulatorem, coś w rodzaju fizycznego ChatGPT: mniej kolejny typowy gadżet do domu, bardziej stale obecny towarzysz rozmowy.
Te same nieoficjalne informacje opisują też kilka konkretnych założeń:
- Forma ma przypominać mały, przenośny głośnik bez ekranu, który bez problemu przeniesiesz z pokoju do pokoju.
- Zamiast interfejsów znanych ze smartfonów, OpenAI stawia tutaj na rozmowę, głos i kontekst.
- Sercem urządzenia ma być ChatGPT oraz bardziej naturalny model głosowy, określany w przeciekach jako GPT-Live.
- Całość ma prowadzić płynniejsze rozmowy, lepiej łapać kontekst i reagować bardziej proaktywnie, tak żeby kontakt przypominał rozmowę z kimś obecnym w pomieszczeniu, a nie wydawanie prostych komend.
- Brak ekranu ma być celowy: w centrum ma zostać sama rozmowa, bez następnych powiadomień i kafelków aplikacji.
- Pojawiają się też wzmianki o kamerze, zestawie czujników, a być może nawet o elementach mechanicznych, które pozwoliłyby urządzeniu poruszać się samodzielnie.
- Taki zestaw ma pomóc sprzętowi lepiej rozumieć otoczenie i reagować na to, co dzieje się wokół, przez co całość miałaby sprawiać wrażenie czegoś bardziej „żywego”.
- Dla OpenAI własne urządzenie oznaczałoby bezpośredni kontakt z klientem i mniejszą zależność od platform kontrolowanych przez Apple i Google.
- Z projektem łączone są też nazwiska i firmy, które od razu zwracają uwagę: Jony Ive, były szef wzornictwa Apple, studio LoveFrom oraz przejęcie startupu io Products za około 6,5 mld dolarów.
To ma być połączenie inteligentnego głośnika i asystenta AI zaprojektowanego od zera pod rozmowę. Najbliższe skojarzenie nasuwa się samo: Amazon Echo. Różnica polega na tym, że planowane urządzenie OpenAI, jeśli wierzyć przeciekom, ma działać bardziej jak ChatGPT zamknięty w fizycznej obudowie niż zwykły głośnik, do którego po prostu dodano asystenta głosowego.
Dla samej firmy to też ruch strategiczny. OpenAI chce samo wyznaczyć nowy sposób korzystania z usług cyfrowych, bez zamykania wszystkiego w telefonie albo przeglądarce. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, będzie to jeden z najważniejszych kroków OpenAI wykraczających poza samo oprogramowanie.
Na razie jednak cały projekt istnieje wyłącznie w nieoficjalnych raportach, więc nie da się go jeszcze kupić ani sprawdzić w praktyce. Z tych samych źródeł wynika, że prezentacja urządzenia może nastąpić w 2026 roku, a rynkowy debiut dopiero w 2027. Szacowana cena, również podawana w przeciekach, ma mieścić się w przedziale 200–300 dolarów, co sugeruje pozycjonowanie bliżej sprzętu masowego niż luksusowego eksperymentu.
Największy problem to prywatność. Kamera, czujniki i dostęp do tego, co dzieje się w domu, mogą dla wielu użytkowników okazać się granicą trudną do zaakceptowania. Zostaje też drugie pytanie: czy konsumenci naprawdę chcą kupować jeszcze jedno urządzenie tego typu, kiedy o ich uwagę już walczą Amazon, Google, Apple i Meta.
Sprawy nie upraszczają też doniesienia o pozwie Apple dotyczącym rzekomego wykorzystania tajemnic handlowych, bo to może skomplikować rozwój projektu. Na oficjalną prezentację użytkownicy muszą jeszcze poczekać.