Adobe pokazało dziś, w ramach własnych zapowiedzi, największy od lat pakiet nowości. Wśród nich są Adobe Firefly w Adobe Photoshopie i współpraca z Disneyem. Zakres jest szeroki, od narzędzi dla twórców po systemy dla marketingu, sprzedaży i obsługi klienta.
- Adobe poszerzyło ofertę, od narzędzi dla pojedynczych twórców po rozwiązania dla największych marek.
- W jednym ogłoszeniu zebrano zmiany dotyczące Adobe Photoshopa, Adobe Expressa oraz systemów używanych do prowadzenia kampanii, e-commerce i kontaktu z klientami.
- Adobe zapowiedziało Adobe Firefly jako wspólną warstwę technologiczną dla coraz większej części swojego portfolio.
- Według dzisiejszych zapowiedzi ma to przyspieszyć tworzenie grafik, wariantów kampanii materiałów wideo i treści do mediów społecznościowych, bez ręcznego budowania każdej wersji od zera.
- Takie funkcje, jak podaje Adobe, mają być mocniej osadzone w Adobe Photoshopie, Adobe Expressie, Adobe Premiere Pro i Adobe Acrobacie.
- Same aplikacje Adobe mają też lepiej ze sobą współpracować, bardziej jak jeden spójny system niż zbiór osobnych programów.
- Łatwiejsze ma być również przechodzenie między przygotowaniem obrazu, animacji, reklamy i prezentacji w aplikacjach Adobe.
- Adobe łączy też w jednym środowisku tworzenie treści, publikację, personalizację i analizę efektów.
- Firma mocno wyeksponowała też współpracę z Disneyem, obejmującą również doświadczenia związane z Disney World.
Najprościej mówiąc, przekaz jest jasny: Adobe coraz wyraźniej daje do zrozumienia, że nie chce już być wyłącznie firmą od aplikacji kreatywnych. Jeśli pracujesz w Adobe Photoshopie, Adobe Expressie, Adobe Premiere Pro albo Adobe Acrobacie, te zmiany mają po prostu ułatwić pracę i ograniczyć liczbę powtarzalnych zadań przy tworzeniu obrazu, animacji, reklamy czy prezentacji.
Ten ruch nie bierze się znikąd. Rynek kreatywny zmienia się bardzo szybko, presja na tempo publikacji jest dziś większa niż kiedykolwiek, a firmy oczekują dziesiątek wersji tej samej kampanii dopasowanych do różnych ekranów, języków i grup odbiorców. Coraz bardziej wygląda to więc jak jedna platforma robocza, a nie zestaw oddzielnych programów.
Adobe wyraźnie podkreślało też zastosowania biznesowe. Jak podawała firma, Disney korzysta z jej rozwiązań po to, by łączyć treści, dane o odbiorcach i doświadczenia cyfrowe w różnych punktach styku z klientem.
To już nie są tylko reklamy i strony internetowe. Chodzi też o aplikacje, komunikację z gośćmi i szeroko rozumianą obsługę odbiorców. W praktyce takie wdrożenia mogą wpływać na to, co widzisz w aplikacji, jakie treści są ci podpowiadane i jak marka reaguje na twoje potrzeby w czasie rzeczywistym.
To dobrze pokazuje, gdzie dziś celuje Adobe. Już nie tylko w studia graficzne, ale też w duże organizacje zarządzające milionami interakcji z klientami. Dla twórców oznacza to wygodniejszą pracę, dla firm szybsze przygotowywanie kampanii i lepsze połączenie zespołów kreatywnych z marketingiem i sprzedażą. Dla konkurencji to z kolei czytelny sygnał, że Adobe chce walczyć o znacznie większy kawałek rynku niż sama edycja zdjęć i wideo.
Na razie ten kierunek najmocniej widać w zapowiedziach integracji i w dużych wdrożeniach po stronie firm. Żeby skorzystać z tych rozwiązań, trzeba mieć odpowiednie aplikacje Adobe albo dostęp do systemów wdrożonych w danej organizacji.
Reszta użytkowników musi jeszcze poczekać. Jeśli Adobe dowiezie te zapowiedzi, może stać się nie tylko pakietem aplikacji dla twórców, ale centralną platformą do projektowania całej cyfrowej obecności marki.