Po wycieku kodu źródłowego Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty, do którego doszło kilka miesięcy temu, Konami skierowało sprawę do sądu. Firma chce ustalić, kto upublicznił pliki związane z grą. Do tej pory nadal nie wiadomo ani kto odpowiada za ujawnienie kodu, ani jak w ogóle wszedł w jego posiadanie, a to tylko napędziło kolejne spekulacje.
Ponieważ wciąż nie da się jednoznacznie wskazać źródła wycieku kodu Metal Gear Solid 2: Sons of Liberty, w Konami wyraźnie rośnie irytacja. Firma najwyraźniej ma już dość błądzenia po omacku, dlatego zdecydowała się na dość radykalny ruch.
Jak Konami chce ustalić, kto za tym stoi
Z dokumentów sądowych wynika, że Konami postanowiło wystąpić do sądu w sprawie dotyczącej 4chana oraz serwisów Pixeldrain i Buzzheavier, czyli dwóch platform do udostępniania plików, na które trafiły te materiały. Chodzi o „zabezpieczenie i pozyskanie wszelkich danych”, które mogą pomóc w ustaleniu tożsamości osób odpowiedzialnych za przesłanie lub dalsze rozpowszechnianie treści należących do Konami”. Firma liczy, że na tej podstawie będzie mogła później podjąć wobec tych osób kroki prawne i zatrzymać dalsze naruszenia swoich praw.
Na ten moment jednak niewiele z tego wynika.
Pozew złożono 2 czerwca, ale z akt sprawy wynika, że żadna z wymienionych stron nie przekazała „informacji, które pozwoliłyby Konami zidentyfikować osoby odpowiedzialne” za przesłanie materiałów i naruszenie własności intelektualnej firmy”.Ma to związek także z tym, że Konami nie pozywa samych serwisów, lecz osobę odpowiedzialną za wyciek, zakładając, że uda się ją namierzyć w trakcie postępowania dzięki danym, które mogłyby przekazać 4chan, Pixeldrain albo Buzzheavier.
Sama strategia obrana przez Konami jest dość nietypowa, ale nie można też powiedzieć, że to coś, czego wcześniej nikt nie próbował.
Taki plan mógłby zadziałać, gdyby 4chan, Pixeldrain albo Buzzheavier chciały współpracować, ale nie ciąży na nich ani prawny obowiązek, ani biznesowy interes, by to zrobić. Dlatego, choć ten ruch ma pomóc firmie doprowadzić sprawę do końca, przynajmniej na razie mało co wskazuje na to, żeby przyniósł rezultaty, na które Konami liczyło.