Kiedy pierwszy zwiastun Latarni ujrzał światło dzienne, spadła na niego lawina krytyki. Był szary, brakowało w nim walk, nikt nie rozumiał tej dynamiki w stylu True Detective… A nieliczni z nas mówili, gdzieś z kąta, że jeśli Damon Lindelof i Tom King biorą się za serial, pozostaje nam tylko czekać zamiast oceniać byle jaki zwiastun. I oczywiście czas przyznał nam rację.
Na to nie ma pieniędzy
Teraz poznaliśmy powód tej tak przyziemnej scenerii: najwyraźniej HBO naciskało, żeby było właśnie tak, by obniżyć budżet, choć producenci wykonawczy chcieli polecieć w kosmos i robić typowe dla Green Lantern fajerwerki: „Ciągle przesyłali nam uwagi, że chcą True Detective z pierścieniami mocy”. A gdzie rządzi kapitan, tam marynarz nie ma nic do gadania.
Tak więc nie była to pierwotna wizja Jamesa Gunna, ale twórcy nie zostało nic innego, jak to przełknąć. Co gorsza, warto zaznaczyć, jeśli sezon wypali, bo w drugim zabraknie im jednego z najmocniejszych atutów. Niektóre źródła mówią, że już zaczynają pisać scenariusze, nawet bez akceptacji HBO… I będzie to, w każdym razie, bez Lindelofa, który pracuje już nad swoim kolejnym serialem, The Chain. Ja bym, szczerze mówiąc, nie ryzykował ruszania z serialem Lindelofa bez niego.
Poza tym Tom King też nie będzie miał nic do powiedzenia, bo do tego czasu przeniesie się już do zespołu scenarzystów animowanego serialu o Mr. Miracle. Słowem, wszystko wskazuje na to, że najlepiej byłoby, gdyby skończyło się na jednym sezonie, z podróżami w kosmos albo bez.