Dalszy ciąg historii o fałszywych wiadomościach i hakowaniu WhatsAppa

W tym tygodniu pisaliśmy już Wam o dwóch hiszpańskich programistach, którzy jak twierdzą, potrafią wysyłać całkowicie fałszywe, spreparowane wiadomości WhatsApp. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Jana Kouma, twórcą popularnego komunikatora. Ten w taki sposób odniósł się do tych rewelacji:

Wygląda na to, że zhakowali oni jedynie swój własny telefon i po prostu podmienili wiadomości jakie otrzymali już z serwerów WhatsApp. Nie mamy żadnych dowodów by sądzić, że udało im się wysłać fałszywą wiadomość do innego użytkownika WhatsApp

Nasz hiszpański reporter, Sirag Nabih, poprosił dwóch wspomnianych programistów – Pablo San Emeterio oraz Jaime Sáncheza o skomentowanie słów szefa WhatsAppa. Ci odkładnie opisali nam jak doszło do wysłania fałszywej wiadomości.

Potwierdzają słowa Jana Kouma, o tym, że nie zhakowali oni serwerów komunikatora. Potrafią oni jednak podmienić wysłaną wiadomość na fałszywą, zanim dotrze ona do telefonu odbiorcy. Szef WhatsApp ma też rację, gdy twierdzi, że hiszpańscy programiści podmienili wiadomość na swoich własnych telefonach.

Metoda Emeterio i Sáncheza wymaga bowiem dostępu do kodu weryfikacyjnego, jaki jest wysłany do telefonu odbiorcy by powiązać konkretny numer telefonu z kontem WhatsApp. Jeśli uzyskają oni do niego dostęp, są w stanie wysyłać do odbiorcy fałszywe wiadomości. W jaki sposób?

Dzięki cyfrowemu hasłu, które użytkownicy otrzymują od WhatsAppa, by zweryfikować konto, aplikacja generuje cztery klucze bezpieczeństwa. Służą one później do weryfikacji tego, od kogo dana wiadomość pochodzi. Hiszpańscy programiści dzięki takim kodom mogą “przechwycić” wiadomość,  a następie podmienić ją zanim dotrze do odbiorcy. W takim wypadku nie ma raczej sposobu by odróżnić prawdziwą wiadomość od tej spreparowanej.

Taka luka faktycznie więc istnieje, ale nie ma sposobu na to, by w łatwy sposób ją wykorzystać. WhatsApp nie przechowuje żadnych danych użytkowników na swoich serwerach, więc korzystając z takiego sposobu na fałszowanie wiadomości, nie można by było dotrzeć do oryginalnie wysłanej wiadomości.

Fałszowanie wiadomości w ten sposób jest bardzo skomplikowane, ale według wspomnianych programistów, nie jest niemożliwe do zrobienia. Na razie nie powinniśmy się tym jednak martwić, ale może to być precedens, który umożliwi przestępcom manipulowanie treścią wiadomości.

Jeśli chcecie poczytać więcej o bezpieczeństwie WhatsAppa i jego konkurentów zajrzyjcie do naszego artykułu: Czy WhatsApp jest bezpieczny? Wygląda na to, że raczej nie.

Zobacz także:


Źródło: Softonic Hiszpania

Jan Koum zaprzecza jakoby zhakowano serwery WhatsAppa

Wczoraj pisaliśmy Wam o tym, że dwójce hiszpańskich programistów udało się wysłać spreparowaną wiadomość WhatsApp w taki sposób, by odbiorca uznał ją za prawdziwą. Można by było dzięki temu wysyłać dowolną treść do dowolnych użytkowników podszywając się pod kogoś. Jan Koum, współtwórca aplikacji, twierdzi, że hiszpańscy programiści po prostu mijają się z prawdą, a informacje jakie podają są nieprawdziwe.

Nasz redakcyjny kolega, Jonathan Riggall, poprosił twórcę WhatsAppa o komentarz w tej sprawie. Twierdzi on, że najprawdopodobniej programiści dokonali operacji hakowania na telefonie, który otrzymał już wiadomość. Oni zaś twierdzą, że zrobili to na serwerach WhatsApp, co może oznaczać poważną lukę bezpieczeństwa. Oto co odpowiedział nam Jan Koum:

Wygląda na to, że zhakowali oni jedynie swój własny telefon i po prostu podmienili wiadomości jakie otrzymali już z serwerów WhatsApp. Nie mamy żadnych dowodów by sądzić, że udało im się wysłać fałszywą wiadomość do innego użytkownika WhatsApp.

To dokładne zaprzeczenie tego co twierdzą Pablo San Emeterio i Jaime Sánchez. Oznacza to, że programiści nie mogli wysłać wiadomości poprzez złamanie zabezpieczeń serwerów firmy, tak jak mówią. Przynajmniej nie przedstawili na to znaczących dowodów, oprócz tego mało wyraźnego wideo.

Jednak, nawet gdyby udało im się oszukać serwery komunikatora, to i tak jest to na tyle skomplikowane, że nie mógłby tego zrobić przeciętny użytkownik aplikacji.Wciąż jesteśmy w kontakcie z obiema stronami i poinformuje Was, gdy dostaniemy więcej informacji.

Zobacz także:

Źródło: własne

MWC 2014 – tegoroczne podsumowanie

Jedne z największych targów mobilnych na świecie, Mobile World Congress, kończą się właśnie dzisiaj. Jak co roku wydarzenie to jest wyznacznik najnowszych trendów i jednocześnie przeglądem tego, co wydarzyło się w ostatnich miesięcy. Co więc możemy powiedzieć o mijającym roku i co będzie się działo w roku 2014 w świecie aplikacji mobilnych?

Możecie to wszystko zobaczyć na naszym wideo podsumowaniu:

Pierwszego dnia Nokia dała nam dużo do myślenia, pokazując swój pierwszy telefon z systemem Android – Nokię X. To naprawdę niecodzienne połączenie zważywszy, że fińska firma została niedawno kupiona przez Microsoft, twórców systemu Windows Phone.

Nokia X Android Stephen Elop

Tego samego dnia targi gościły też Marka Zuckerberga, założyciela Facebooka. Podczas swojego występu opowiadał głównie o swoim zaangażowaniu w projekt Internet.org, którego celem jest popularyzowanie internetu wśród krajów rozwijających się. Oczywiście, nie obyło się też bez pytań związanych z niedawnym kupnem komunikatora WhatsApp.

Mark Zuckerberg na MWC2014

Co ciekawego, drugiego dnia okazję by odpowiadać na pytania dziennikarzy miał drugi bohater tej głośnej transakcji – Jan Koum, czyli współzałożyciel wspomnianego WhatsAppa. Większość czasu spędził próbując uspokoić dotychczasowych użytkowników komunikatora i gwarantował im, że aplikacji nie czekają w przyszłość żadne drastyczne zmiany.

Jan Koum na MWC 2014

Trzeciego dnia odwiedziliśmy Ubuntu, które pracuje nad systemem operacyjnym, który będzie pracował zarówno na komputerach PC jak i smartfonach lub … zegarkach. Dlaczego właśnie na czasomierzach? Otóż to właśnie tzw. wearables, czyli inteligentne urządzenia działające pod kontrola mobilnych systemów operacyjnych były największym hitem tegorocznych targów MWC. Swoje urządzenia pokazały m. in. Samsung oraz Sony.

Dziś już ostatni dzień targów, ale możecie być pewni, że za rok też na nich będziemy!

Zobacz także:

MWC 2014: Twórca WhatsApp odpowiada na pytania o przyszłość aplikacji

Kolejny dzień targów Mobile World Congress w Barcelonie nie był już tak ekscytujący jak ten wczorajszy. Nie mniej jednak, także dzisiaj odbyły się ważne spotkania i konferencje prasowe. Jednym z ciekawszych wydarzeń było wystąpienie Jana Koum, twórcy aplikacji WhatsApp. Byliśmy tam obecni i oto co nam przekazał.

MWC 2014 Jan Koum

Główna inspiracją do powstania WhatsApp była irytacja tradycyjnymi sposobami komunikacji za pomocą telefonu. Rozmowy wymagają czasu i bywają mało efektywne, a wysyłanie esemesów może być kosztowne. Wysłanie wiadomości na WhatsApp faktycznie bywa dużo prostsze i to właśnie było celem przyświecającym stworzeniu takiego komunikatora. Jeśli chodzi o fakt, że WhatsApp został kupiony przez Facebooka, Jana Koum jest całkiem świadomy swojej decyzji. Co więcej, wierzy, że niezbyt wiele zmieni ona w życiu użytkowników aplikacji. Głównym celem tej transakcji, zarówno dla Marka Zuckerberga jak i współtwórcy komunikatora, było zwiększenie zasięgu i dostępności swoich aplikacji.

MWC2014 Jan Koum

Koum odpowiedział również na zarzuty o tym, że po tej transakcji ciężko będzie zaufać aplikacji WhatsApp. Facebook znany jest przecież ze zbierania danych i tym nie budzi zaufania użytkowników. Jednak Jan Koum twierdzi, że:

My (WhatsApp) nie mamy żadnych danych o naszych użytkownikach. Jesteśmy pod tym względem minimalistami. Nie znamy ich wieku, płci, adresu e-mail, ani nawet tego gdzie mieszkają. Staramy się nawet wiedzieć jak najmniej o naszych użytkownikach.

Szef WhatsApp ciekawe też wypowiadał się na temat otwarcia się aplikacja na użytkowników biznesowych:

Jeśli chcesz “wpuścić” klientów biznesowych do swojej sieci, to jest to OK. Współpraca z większością z nich będzie się odbywała naprawdę dobrze. Jednak 5 – 10% z nich będzie się zajmowała wyłącznie wysyłaniem spamu. A my nie chcemy zalewać naszych użytkowników śmieciami.

Co zdarzyło się podczas środowej awarii aplikacji?

Mieliśmy problemy z siecią oraz komunikacją z “zapasowymi” serwerami. Wszystko po prostu padło, więc musieliśmy w pewnym momencie wyłączyć całe nasze zaplecze. To tak jakby wyłączyć silniki samolotu w czasie lotu. By uniknąć takich wydarzeń w przyszłości, zmieniliśmy naszego dostawcę sieci.

Koum wspomniał tez o tym, że obecny system płatności za WhatsApp na pewno się nie zmieni. Odnieśliśmy też wrażenie, że twórca aplikacji jest pewien, że jego komunikator nie zmieni się zbyt dramatycznie w najbliższym czasie. To znaczy, że jeśli wciąż go używacie, to nie macie się czego obawiać. Oby!

Zobacz także: