Czy Polska podgląda swoich obywateli na Facebooku?

Facebook znany jest z tego, że jest raczej na bakier z użytkownikami, jeśli chodzi o ochronę danych osobowych. Wiemy, że jeszcze przez długi czas po usunięciu konta, nasze dane wciąż pozostają na serwerach tej sieci społecznościowej. Jak się okazuje, to nie wszystko. Facebook może bowiem udostępnić informacje na nasz temat rządowi polskiemu, jeśli ten wystąpi z taką prośbą. Facebook opublikował nawet raport przedstawiający jak często rządy różnych krajów świata prosiły o dane i jak często uzyskiwały do nich dostęp.

Przygotowane zestawienie pokrywa pierwsze półrocze 2013 roku, więc jego dane dotyczą okresu do końca czerwca. Znajdziemy w nim kolejno:

  • kraj, który wystąpił z prośbą o wydanie informacji na temat użytkownika,
  • liczbę zapytań o wydanie danych jakie dane państwo wystosowało do Facebooka,
  • suma liczby profili o które dane państwo pytało we wszystkich zapytaniach,
  • procent danych, które zostały, zgodnie z prawem, udostępnione danemu rządowi.

Przedstawione dane są naprawdę interesująco. Oto jak wyglądają one dla Polski:

Facebook - polskie dane
Jeśli przyjrzycie się danym, zauważycie, że Polska wystosowała 233 zapytania o dane 158 osób lub profili. Zazwyczaj liczba wystosowanych zapytań jest mniejsza od liczby osób, które one dotyczą, także nasz kraj to dosyć rzadki przypadek w raporcie, niestety nie podano wytłumaczenia takiego stanu rzeczy. Jedna prośba może dotyczyć np. 5, 10 osób. Skąd ta rozbieżność dla Polski? Nie wiadomo… Ważne jednak, że Facebook udostępnił jedynie 9% danych ze wszystkich zapytań.

Na tle innych krajów wyróżniają się Stany Zjednoczone, które w pół roku zapytały o dane 21 tysięcy osób i dostały informacje o 79% z nich. Facebook jest bardzo łaskawy dla obecnej administracji…

Pełny raport możecie zobaczyć tutaj: raport Facebooka.

Powiązane aplikacje:

Powiązane artykuły:

Jak zwiększyć poufność swoich e-maili?

Według doniesień o PRISM, wiadomości wysyłane za pośrednictwem największych dostawców usług pocztowych (Gmail, Yahoo) są automatycznie sprawdzane przez służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych. Dziś pokażemy jak zadbać o poufność naszej korespondencji.

W tradycyjnych wiadomościach e-mail istnieją trzy poważne luki. Pozwalają one na bezproblemowe monitorowanie ich treści przez wywiad, czy hakerów:

  • Wysyłane przez nas nieszyfrowane pakiety pocztowe, podobnie jak wszystkie inne nieszyfrowane dane przesyłane przez internet mogą zostać z łatwością przechwycone. Doświadczony cyberprzestępca może je bez trudu odczytać i poddać automatycznej analizie.
  • Każdy kto ma bezpośredni dostęp do serwera e-mail ma szansę zobaczyć nasze wiadomości. Według informacji upublicznionych przez Edwarda Snowdena, agencja NSA ma dostęp nawet do zaszyfrowanych wiadomości przechowywanych w serwisie Outlook.com.
  • Korzystając z fałszywych danych uwierzytelniających, niepożądane osoby mogą w dość łatwy sposób zyskać dostęp do skrzynek pocztowych innych użytkowników.

Zarówno adresy e-mail jak i adresy IP nie są anonimowe ani bezpieczne. Nadawca każdego e-maila jest z reguły łatwy do zidentyfikowania. Nawet wymyślony login można szybko przyporządkować do konkretnej osoby, jeśli posiada się potrzebną wiedzę i narzędzia. Są jednak sposoby na rozwiązanie tych problemów i zachowanie większej anonimowości w sieci.

1. Szyfruj wiadomości e-mail

W wiadomościach e-mail korzystamy zazwyczaj ze zwykłego tekstu. Możemy jednak wysyłać zaszyfrowane wiadomości. Naszym odbiorcom będziemy musieli jedynie dostarczyć klucz do deszyfrowania e-maili. Jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Dzięki niemu chronimy się przed wszelkimi lukami w zabezpieczeniach. Do szyfrowania należy skorzystać z takich programów jak Claws Mail zawartym w Gpg4win czy Symantec Desktop Email Encryptiondo. Większość z tych programów opiera się o Pretty Good Privacy (PGP). To oprogramowanie opracowane w 1990 roku.

Pakiet zabezpieczeń Gpg4Win z pocztą Claws mail i Menadżerem certyfikatów Kleopatra

Możemy też skorzystać z usług opartych na internetowych rozwiązaniach. Serwisy takie jak Sendinc, czy Lockbin są nieco mniej bezpieczne, ale znacznie bardziej komfortowe. Do wysłania zaszyfrowanych wiadomości w tym przypadku wystarczy jedynie formularz internetowy. Słabą stroną tego rozwiązania jest fakt, ze dane powierzamy dostawcom tych usług.

Sendinc

Użytkownicy Google Chrome i Gmaila mogą skorzystać ze zintegrowanego rozszerzenia SecureGmail.

SecureGmail

2. Wybierz bezpiecznego dostawcę

Nie ufaj wyłącznie takim serwisom jak Gmail, Yahoo! Mail czy Outlook.com. Skorzystaj z alternatywnych i bezpiecznych rozwiązań. Do niedawna świetną alternatywą był serwis Lavabit. To z niego korzystał Edward Snowden, który ujawnił praktyki NSA. Niestety usługa została zamknięta. Nad podobnym rozwiązaniem pracuje teraz Kim Dotcom.

Jeśli znasz niemiecki to polecamy serwis Posteo. Ta usługa obiecuje zapewnić nam najwyższą ochronę prywatności oraz naszych danych osobowych. Do Posteo możemy zarejestrować się anonimowo. Anonimowo także możemy dokonać płatności. Wiadomości na serwerze są szyfrowane tak samo jak nasze kontakty czy kalendarze. Serwis nie gromadzi żadnych danych o nas.

3. Używaj tymczasowego adresu e-mail

Wybrane e-maile wysyłaj nie ze swojego adresu, ale z jednorazowych skrzynek e-mail. Adresy te najczęściej dostępne są jedynie przez kilka minut. Zazwyczaj nie wymagają żadnego logowania. Dzięki nim możemy pozostać anonimowi. Jednocześnie na co dzień możemy dalej korzystać z naszej skrzynki. Bazę tymczasowych skrzynek znajdziesz w serwisie Mogelmail.

4.Wysyłaj wiadomości e-mail z terminem ważności

Zamiast szyfrować wiadomości możesz określić termin ważności niektórych e-maili. Dzięki temu, ty kontrolujesz jak długo nadawca może mieć dostęp do treści wiadomości. Pomysł ten został zaprezentowany w ramach projektu Vanish.

Nie istnieje jeszcze wersja dla systemu Windows. Jednak niektórzy dostawcy poczty jak np. Sendic, czy Burn Note już teraz oferują podobne funkcje.

A Jak Ty chronisz swoją pocztę?