PRIMA trafił dziś do sprzedaży w Europie: pierwsze implantacje ruszą w Niemczech

Science Corp. ogłosiło dziś wejście systemu PRIMA na rynek europejski. To zestaw łączący implant siatkówki z okularami wyposażonymi w kamerę, przeznaczony dla pacjentów z geograficznym zanikiem siatkówki, czyli najcięższą postacią suchego zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem (AMD). Jak podaje spółka, schorzenie to dotyka ponad 5 mln osób na świecie i prowadzi do utraty widzenia centralnego, a do tej pory nie było skutecznej metody jego przywracania.

  • System PRIMA otrzymał znak CE od jednostki DEKRA, co według Science Corp. otwiera drogę do sprzedaży w 30 krajach Europy.
  • Science Corp. zapowiedziało pierwsze komercyjne implantacje w Niemczech w sierpniu 2026 roku.
  • Firma szacuje, że jeszcze w tym roku urządzenie trafi do kilkudziesięciu pacjentów, a w przyszłym do około 200.
  • System ma być stosowany u pacjentów z zaawansowanym suchym AMD, którzy utracili widzenie centralne, ale zachowali widzenie obwodowe.
  • Według firmy implant ma pomóc odzyskać część funkcjonalnego widzenia potrzebnego do rozpoznawania liter, cyfr i krótkich słów.
  • W systemie wykorzystano bardzo mały, bezprzewodowy chip fotowoltaiczny wszczepiany pod siatkówkę.
  • Do zestawu dołączono okulary z kamerą i projektorem, które przetwarzają obraz i przesyłają do implantu światło bliskiej podczerwieni.
  • Science Corp. dodało też w okularach funkcję powiększania, która może ułatwiać czytanie tekstu.
  • Z danych przedstawionych przez Science Corp. wynika, że w badaniu z udziałem 38 pacjentów, prowadzonym w 17 ośrodkach i 5 krajach, odnotowano średnią poprawę o 25,5 litery, czyli odpowiednik ponad pięciu linii na standardowej tablicy okulistycznej.
  • Według Science Corp. 84 proc. pacjentów odzyskało zdolność czytania liter, liczb i słów.

Sam pomysł nie odbiega bardzo od tego, co znamy z innych implantów siatkówki. Chip zamienia światło na impulsy elektryczne, pobudza zachowane komórki siatkówki, omija uszkodzone fotoreceptory i opiera się na tym, co w oku wciąż działa.

Na tym etapie PRIMA jest przeznaczona wyłącznie dla pacjentów z zaawansowanym suchym AMD, którzy stracili widzenie centralne, ale nadal mają widzenie obwodowe. Pierwsze komercyjne implantacje ruszą w Niemczech. Żeby w ogóle kwalifikować się do takiej procedury, trzeba właśnie zachować widzenie obwodowe.

Trzeba też jasno powiedzieć, czego ten system nie daje. PRIMA nie przywraca pełnej ostrości wzroku i nie „leczy ślepoty” w potocznym rozumieniu tego słowa. Z parametrów podawanych przez Science Corp. wynika, że obecna wersja ma zapewniać ograniczone, funkcjonalne widzenie kształtów na poziomie około 20/400. Do tego sam zabieg implantacji jest złożony i wiąże się z ryzykiem chirurgicznym. Wszyscy pozostali pacjenci na razie muszą czekać.

Dla Science Corp. to bardzo ważny moment biznesowy. Spółkę założył były prezes Neuralink Max Hodak. W 2024 roku firma przejęła tę technologię od Pixium Vision i, jak sama podaje, pozyskała od inwestorów około 489 mln dolarów przy wycenie sięgającej 1,5 mld dolarów.

Firma równolegle pracuje nad wejściem na rynek amerykański i współpracuje z amerykańską Agencją Żywności i Leków (FDA). Według Science Corp. debiut w USA może nastąpić w 2027 roku, a sam system PRIMA ma już tam statusy Breakthrough Device oraz Humanitarian Use Device. Nadal nie wiadomo jednak, ile dokładnie będzie kosztować terapia. Jak przyznaje spółka, może chodzić o setki tysięcy dolarów. Niejasne pozostają też zasady refundacji, które są teraz negocjowane z europejskimi systemami ochrony zdrowia. Do tego dochodzi rosnąca konkurencja na świecie, bo, jak twierdzi Science Corp., technologie implantów i interfejsów nerwowych dostają coraz wyraźniejsze wsparcie również w Chinach, które niedawno zatwierdziły swoje pierwsze własne rozwiązanie tego typu.

Francja przyjęła zakaz mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 15 lat

Dziś francuski parlament uchwalił ustawę zakazującą korzystania z mediów społecznościowych dzieciom poniżej 15. roku życia. Zgodnie z tymi przepisami od 1 września 2026 r. ma zacząć obowiązywać blokada zakładania nowych kont, a od 1 stycznia 2027 r. także zamykanie profili, które już istnieją.

  • Francja zostałaby tym samym pierwszym państwem Unii Europejskiej, które zdecydowało się na aż tak daleko idący zakaz.
  • Od 1 września 2026 r. osoby poniżej 15 lat nie będą mogły zakładać nowych kont.
  • Kolejny termin wyznaczono na 1 stycznia 2027 r.; wtedy zamykane mają być również konta już należące do tej grupy wiekowej.
  • Platformy internetowe zobowiązano do faktycznej, a nie tylko deklaratywnej, weryfikacji wieku użytkowników.
  • Pojawił się też wymóg korzystania z narzędzi do sprawdzania wieku zatwierdzonych przez francuski organ ochrony prywatności.
  • Nowe obowiązki obejmą między innymi Instagram, TikTok, Snapchat i X.
  • Spod zakazu wyłączono między innymi encyklopedie internetowe oraz katalogi edukacyjne i naukowe.
  • Do ustawy dopisano również zakaz korzystania z telefonów komórkowych w szkołach średnich.
  • Uzasadnienie oparto na zdrowiu publicznym. Według krajowych danych około 90 proc. dzieci w wieku 12–17 lat codziennie używa smartfona, żeby łączyć się z internetem, a ponad połowa spędza przy swoich urządzeniach od 2 do 5 godzin dziennie.
  • W publicznej debacie wracały te same obawy: wpływ mediów społecznościowych na samoocenę młodych ludzi, uzależniające mechanizmy wpisane w projektowanie aplikacji i ryzyko kontaktu ze szkodliwymi treściami.

Na razie nie ma jeszcze stuprocentowej pewności, kiedy ustawa faktycznie wejdzie w życie, bo jej przepisy sprawdzi francuska Rada Konstytucyjna. Jeśli uzna, że część zapisów narusza prawa obywatelskie albo trudno je pogodzić z innymi normami, wdrożenie może się opóźnić.

Żeby taki system w ogóle ruszył, potrzebne będą narzędzia do weryfikacji wieku zatwierdzone przez francuski organ ochrony prywatności. Same platformy, w tym Instagram, TikTok, Snapchat i X, będą musiały przebudować swoje systemy tak, by najmłodsi użytkownicy nie mogli się rejestrować. W praktyce oznacza to tyle, że jeśli nie masz jeszcze 15 lat, od września 2026 r. nie założysz nowego konta, a od stycznia 2027 r. zamknięte mają zostać także profile, które już są aktywne.

Krytycy zwracają jednak uwagę na kilka problemów. Mówią o możliwych zastrzeżeniach konstytucyjnych, o ryzyku naruszenia prywatności przy weryfikacji wieku, o ograniczaniu anonimowości w sieci, ale też o zwykłej praktyce: nastolatki mogą próbować obchodzić blokady choćby za pomocą VPN-ów.

Ten francuski model nie bierze się znikąd. Przypomina rozwiązania, które są dziś dyskutowane albo już wdrażane w Australii, Hiszpanii, Danii, Grecji, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Brazylii. Dla branży technologicznej to kolejny sygnał, że czas swobodnego wpisywania dowolnego wieku przy zakładaniu kont może się kończyć. Reszta użytkowników na razie musi poczekać.

Google Maps na Android Auto mają już prędkościomierz: ruszyło wdrożenie

Dziś w Google Maps na Android Auto pojawił się nowy wskaźnik prędkości, choć na razie widzi go tylko część osób korzystających z wersji beta. To drobiazg, ale taki z tych, które przy codziennej jeździe naprawdę się przydają, bo pozwala sprawdzić aktualną prędkość bez wychodzenia z mapy.

  • W becie Google Maps 26.29.02.946673643 zauważono wbudowany prędkościomierz.
  • W Google Maps na Android Auto doszła obsługa trybu pełnoekranowego oraz wielookienkowego Coolwalk.
  • Przy włączonej nawigacji Google Maps pokazuje zarówno bieżącą prędkość, jak i obowiązujące ograniczenie.
  • Gdy trasa nie jest wyznaczona, na ekranie zostaje tylko aktualna prędkość.

Na ten moment nowy wskaźnik prędkości trafia wyłącznie do części testerów wersji beta, głównie w Kanadzie i Indiach. Żeby w ogóle mieć szansę z niego skorzystać, trzeba mieć Google Maps w wersji beta 26.29.02.946673643, ale samo zainstalowanie tej kompilacji niczego jeszcze nie przesądza. Wszystko wskazuje na to, że Google włącza tę nowość także po swojej stronie, więc nawet na właściwej wersji aplikacji funkcja może się po prostu nie pojawić.

Reszta użytkowników musi jeszcze poczekać. Jeśli nie uruchomisz prowadzenia do celu, Google Maps na Android Auto nie będzie cały czas pokazywać limitu prędkości, i właśnie to część osób uznaje za główne ograniczenie tej nowości.

Trudno nie zauważyć, że rozwiązanie w Google Maps na Android Auto bardzo przypomina to, co Waze, też należący do Google, oferuje od lat. Podobną opcję znajdziesz zresztą w wielu konkurencyjnych systemach nawigacji, a nawet w starszych, samodzielnych nawigacjach GPS sprzed dwóch dekad.

Samo Google Maps już od jakiegoś czasu potrafi pokazywać prędkość w mobilnej aplikacji na Androidzie oraz w wersji dla Apple CarPlay. Nowy prędkościomierz korzysta z danych GPS, czyli z lokalizacji satelitarnej, dlatego taki odczyt bywa bliższy realnej prędkości niż wskazania niektórych fabrycznych liczników, które często pokazują trochę za dużo.

To jednak nie znaczy, że wynik zawsze będzie idealny. Dokładność zależy od jakości sygnału i od tego, jak dobrze „widać” satelity, więc w tunelach, między gęstą zabudową albo przy gorszych warunkach odczyt może być słabszy. Jeśli chcesz mieć na jednym ekranie mapę, własną prędkość, a przy aktywnej trasie także obowiązujący limit, ta funkcja faktycznie może się przydać. Z drugiej strony część kierowców zwraca uwagę, że wdrożenie przyszło późno i na razie objęło bardzo wąską grupę użytkowników.

Google nie opublikowało jeszcze oficjalnej zapowiedzi ani harmonogramu szerszego udostępnienia tej funkcji.

Spotify uruchomił dziś Talk to Spotify: nowa beta rozumie głos i tekst

Od dziś, 14 lipca 2026 roku Spotify uruchamia wersję beta funkcji Talk to Spotify. To nowe narzędzie ma pozwalać subskrybentom Premium pisać albo mówić do aplikacji i w ten sposób prosić o konkretny utwór, nastrój, gatunek czy rodzaj playlisty. Przynajmniej na ten moment Talk to Spotify działa wyłącznie dla użytkowników Premium w USA, Irlandii i Szwecji.

Sama funkcja została pomyślana tak, żeby kontakt z aplikacją bardziej przypominał rozmowę niż zwykłe wpisywanie kilku suchych haseł w wyszukiwarkę. Zamiast klepać pojedyncze słowa, można po prostu napisać albo powiedzieć, czego się szuka: konkretnego numeru, klimatu, gatunku albo playlisty pod daną okazję.

W praktyce oznacza to kilka rzeczy:

  • doszła obsługa poleceń głosowych i tekstowych,
  • można poprosić choćby o spokojną elektronikę do pracy,
  • da się włączyć bardziej energetyczną wersję tej samej playlisty,
  • można wyszukać nowsze utwory podobne do tego, który właśnie leci,
  • wcześniejszą prośbę da się doprecyzować kolejną wiadomością,
  • odkrywanie muzyki i sterowanie playlistami ma być prostsze,
  • droga między pomysłem a gotowym zestawem utworów robi się krótsza, zwłaszcza wtedy, gdy nastrój albo okazję trudno ubrać w kilka sztywnych słów kluczowych.

Spotify pokazuje tę nowość głównie jako sposób na łatwiejsze odkrywanie muzyki i wygodniejsze sterowanie odtwarzaniem. To nie jest jednak odklejony od reszty eksperyment. Raczej następny etap w planie, który firma realizuje już od pewnego czasu. Wcześniej pojawił się przecież wirtualny DJ, były też playlisty tworzone automatycznie. Z podawanych wcześniej przez Spotify danych wynikało, że z narzędzia DJ skorzystało około 90 mln subskrybentów. To sporo mówi o tym, jak chętnie użytkownicy oddają część muzycznych wyborów bardziej konwersacyjnym i spersonalizowanym systemom.

Jest jeszcze druga warstwa całej sprawy. Spotify rozwija też, jak sama firma to opisuje, własny zbiór danych typu „język–muzyka”, czyli zestaw powiązań między tym, jak ludzie mówią o muzyce, a konkretnymi nagraniami. Na takim fundamencie mają działać funkcje, które rozpoznają nie tylko tytuły i nazwiska wykonawców, ale też swobodne, codzienne prośby. I trudno nie zauważyć, że Talk to Spotify mocno przypomina konwersacyjne rozwiązania rozwijane już przez inne platformy streamingowe.

Na ten moment dostęp jest ograniczony. Z funkcji mogą korzystać tylko subskrybenci Premium w USA, Irlandii i Szwecji, przynajmniej według informacji przekazanych przez Spotify. Żeby ją uruchomić, trzeba więc mieć aktywne Premium i znajdować się w jednym z tych trzech krajów. Reszta użytkowników musi po prostu poczekać.

Zresztą Spotify wcale nie idzie tu samotnie. Amazon Music rozwija Alexa+, a YouTube Music, według Google, daje użytkownikom Premium generator playlist oparty na Gemini. Coraz więcej platform wychodzi więc z założenia, że streaming będzie zmierzał raczej w stronę zwykłej rozmowy o tym, czego ktoś chce posłuchać, niż w stronę klasycznego wpisywania fraz do wyszukiwarki.

To nie zamyka tematu.

Twórcy i osoby śledzące rynek wciąż podnoszą te same kwestie: prawa autorskie, wpływ automatycznie tworzonych utworów na podział tantiem, a także to, jak mocno systemy rekomendacji urabiają codzienne nawyki i samopoczucie słuchaczy. Te pytania nie znikają tylko dlatego, że obsługa aplikacji robi się wygodniejsza.

Na razie widać jedno: Spotify chce, żeby korzystanie z aplikacji było prostsze i bardziej przypominało naturalną rozmowę. Jeśli beta się przyjmie, wyszukiwarka i klasyczne playlisty mogą przestać być głównym sposobem poruszania się po serwisie. I to byłaby już całkiem duża zmiana, nie tylko kosmetyczna.

Trump Mobile uruchomił dziś sprzedaż T1: kosztuje 499 dolarów

Trump Mobile ruszył dziś ze sprzedażą smartfona Trump Mobile T1. To średniopółkowy telefon opakowany w polityczny branding, wyceniony na 499 dolarów po serii przesunięć premiery. Z pierwszych informacji wynika też, że część klientów i recenzentów zdążyła już dostać swoje egzemplarze.

  • Dostępne informacje potwierdzają cenę na poziomie 499 dolarów, choć wcześniej harmonogram premiery zmieniano kilka razy.
  • Pojawiły się też pierwsze relacje o dostawach do części klientów i do recenzentów.
  • Nadal nie wiadomo jednak, jak duża część zamówień została faktycznie zrealizowana. To dalej pozostaje mgliste, mimo wcześniejszych zarzutów, że cały projekt może skończyć jako vaporware.
  • Wcześniejsze szacunki mówiły o około 590 tys. osób, które wpłaciły po 100 dolarów zaliczki. Dawałoby to mniej więcej 59 mln dolarów zebranych w przedsprzedaży.
  • W analizach i rozbiórkach powtarzał się ten sam wniosek: Trump Mobile T1 bardzo przypomina HTC U24 Pro z 2024 roku i ma niemal taki sam zestaw podzespołów w środku.
  • Pierwsze recenzje były opisywane źle. Przewijały się te same uwagi: cienka złota plastikowa obudowa, przestarzały zakrzywiony ekran typu waterfall, niespójny branding i słabe wykończenie.
  • W jednej z pierwszych recenzji pojawiła się nawet informacja o rysie widocznej od razu po wyjęciu telefonu z pudełka.
  • W recenzjach i komentarzach regularnie wracał też temat słabego stosunku ceny do jakości. Za 499 dolarów da się dziś kupić lepiej wykonane średniaki z nowszymi podzespołami, lepszymi aparatami i dłuższym wsparciem, a Trump Mobile T1 wypada przy nich jak podstawowy model sprzedawany z wysoką marżą głównie za markę.
  • Specyfikacja dorzuca kilka rzeczy, które część osób nadal lubi: gniazdo słuchawkowe 3,5 mm, slot microSD, diodę powiadomień, a do tego akcesoria w pudełku, czyli etui, ładowarkę i pleciony kabel USB.
  • W materiałach marketingowych Trump Mobile zmieniło też sposób mówienia o produkcie. Zniknęło „made in the USA”, a w jego miejsce pojawiły się formuły w rodzaju „zaprojektowany z amerykańskimi wartościami”.
  • Z kolei według oferty Trump Mobile miesięczny abonament kosztuje 47,45 dolara, co wprost nawiązuje do numerów prezydentury Donalda Trumpa. Na telefonie ma być też preinstalowana aplikacja Truth Social.

Trump Mobile T1 naprawdę wygląda na urządzenie bardzo bliskie HTC U24 Pro z 2024 roku. Jeśli analizy i rozbiórki trafnie to wychwyciły, kupujący dostaje nie autorski smartfon, tylko przemianowaną konstrukcję, która już wcześniej była na rynku.

Samo w sobie nie jest to jeszcze problemem. Przy cenie 499 dolarów i tak mocno pompowanym marketingu wiele osób liczyło jednak na coś więcej niż nową obudowę i polityczne logo. Dodatki w rodzaju gniazda 3,5 mm, microSD wypadają raczej jako miły bonus, nie jako coś, co naprawdę uzasadnia tę cenę.

W praktyce T1 wygląda bardziej jak produkt wizerunkowy niż telefon, który miałby bronić się samą ofertą. Na ten moment potwierdzona dostępność dotyczy tylko części klientów i recenzentów, a rzeczywista skala dostaw wciąż nie została jasno pokazana. Przy tak głośnej premierze oczekiwania wobec logistyki i komunikacji były po prostu większe.

Najważniejsze pytanie dotyczy teraz tego, co ten telefon daje poza brandingiem. Reszta klientów nadal czeka na realizację zamówień.

X odświeżył edytor wideo na iPhone’ach: napisy i green screen

Platforma społecznościowa X poinformowała dziś, że w aplikacji na iOS rusza odświeżone narzędzie Video Editor and Recorder. To wbudowany zestaw do nagrywania i obróbki krótkich materiałów, dzięki któremu można zarejestrować wideo, przyciąć je i dopracować bez wychodzenia z aplikacji.

Według opisu opublikowanego przez X:

  • dodano nagrywanie, przycinanie i dopracowywanie materiałów bez opuszczania aplikacji;
  • pojawiły się wbudowane napisy z opcją zmiany ich wyglądu;
  • doszła obsługa wielu języków, co może ułatwić publikowanie z myślą o odbiorcach z różnych krajów;
  • dodano narzędzie green screen, które pozwala podmienić tło na zdjęcie albo wybrany post;
  • zmniejszono potrzebę sięgania po osobne aplikacje zewnętrzne przed publikacją.

W praktyce oznacza to mniej skakania między apkami i krótszą drogę od nagrania do wrzucenia posta.

Ten ruch ma znaczenie zarówno dla twórców, którzy publikują regularnie, jak i dla mniej zaawansowanych użytkowników. Do tej pory część z nich po prostu odpuszczała wrzucanie wideo, jeśli materiał wymagał choćby podstawowej obróbki. Green screen ma tu przede wszystkim skrócić drogę do zrobienia prostszego, a przy tym bardziej efektownego klipu bez sięgania po zewnętrzne oprogramowanie.

Trudno nie zauważyć podobieństw: odświeżony edytor X przypomina narzędzia znane z TikToka, Instagrama i Reelsów Mety. Sama aktualizacja też nie wzięła się znikąd. Od miesięcy firma rozbudowuje ofertę wideo, rozwija hub Live Studio, testuje osobną zakładkę wideo i wchodzi we współpracę przy oryginalnych produkcjach. Coraz wyraźniej pokazuje też, że chce, by twórcy przygotowywali i publikowali autorskie materiały bezpośrednio na platformie.

Równolegle serwis X promował pulę wypłat o wartości 1 mln dolarów powiązaną ze streamingiem w Live Studio. Zmienia też zasady monetyzacji tak, by mocniej premiować treści autorskie, a nie tylko repostowane filmy, które już wcześniej krążyły po sieci.

Według Nikity Biera kolejne ulepszenia edytora mają pojawić się w najbliższych tygodniach. Na ten moment odświeżony Video Editor and Recorder jest dostępny wyłącznie dla użytkowników iOS na iPhone’ach i iPadach. X nie podał jeszcze, jakie funkcje trafią do aplikacji w następnej kolejności, kiedy nowości pojawią się na kolejnych rynkach ani kiedy podobny pakiet dostanie Android.

Żeby skorzystać z tej opcji, trzeba mieć aplikację X na iOS na iPhonie albo iPadzie. Konkurenci też wzmacniają własne, natywne narzędzia do montażu, a Meta promuje swoje rozwiązania dla Reelsów.

Wideo wciąż nie zajmuje jednak w X tak centralnego miejsca jak na TikToku, Instagramie czy YouTubie. Dlatego każdy krok, który upraszcza tworzenie i publikację, może się dla tej platformy okazać naprawdę istotny.

Pozostali użytkownicy muszą jeszcze poczekać.

Reddit ogranicza old.reddit.com: zaczyna wymagać logowania

Dziś Reddit zaczął wdrażać zmianę w old.reddit.com. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią firma zaczęła wymagać logowania od osób, które chcą przeglądać klasyczną wersję serwisu. Old Reddit to starsza, lżejsza i prostsza odsłona platformy, nadal wybierana przez część użytkowników zamiast obecnego interfejsu. Osoby niezalogowane mają być stopniowo przekierowywane z old.reddit.com do standardowej wersji Reddita, która wciąż pozostaje dostępna bez konta.

  • Do przeglądania old.reddit.com Reddit wprowadził wymóg logowania.
  • Firma zapowiada, że zmiana będzie wdrażana stopniowo przez najbliższy miesiąc.
  • Niezalogowani użytkownicy są przekierowywani z old.reddit.com do zwykłej wersji Reddita.
  • Główna wersja serwisu nadal ma być dostępna dla gości.
  • Klasyczny interfejs pozostaje w pełni dostępny dla osób, które mają konto i są zalogowane.

Na ten moment klasyczny interfejs działa już tylko dla zalogowanych i ograniczenie dotyczy wyłącznie old.reddit.com. Żeby z niego korzystać, trzeba mieć konto na Reddicie i być zalogowanym. Jeśli wejdziesz na old.reddit.com bez logowania, serwis przerzuci cię do standardowej wersji Reddita, która nadal ma działać bez konta.

Reddit uzasadnia tę decyzję bezpieczeństwem. Według firmy ruch bez logowania w old Reddicie stał się istotnym źródłem „abusive scraping”, czyli nadużyć związanych z automatycznym pobieraniem treści oraz ruchem generowanym przez boty. Reddit twierdzi też, że problem jest większy dlatego, że stara wersja serwisu nie korzysta z nowszych zabezpieczeń dostępnych już na reddit.com.

Nie wszyscy kupili to wyjaśnienie.

W komentarzach regularnie wraca zarzut, że nie chodzi wyłącznie o boty, ale też o dalsze przepychanie użytkowników w stronę nowszej strony i aplikacji Reddita, gdzie firma ma większą kontrolę nad reklamami, analityką i całym doświadczeniem korzystania z serwisu. Krytycy zwracają też uwagę na coś jeszcze: znika szybki, anonimowy podgląd wątków bez zakładania konta. Dla wielu osób old Reddit był właśnie takim wygodnym, lekkim wejściem do serwisu, bez nadmiaru elementów interfejsu i bez konieczności logowania.

To następny ruch w szerszej strategii firmy, która od dłuższego czasu mocniej domyka kontrolę nad platformą i jej danymi. Reddit już wcześniej zakończył otwarty dostęp do API i zaczął wymagać zatwierdzenia od deweloperów, badaczy oraz moderatorów, którzy chcieli korzystać z interfejsu programistycznego. W ostatnich miesiącach serwis dość wyraźnie promował też nowsze produkty.

W kwietniu 2026 roku Reddit usunął r/all z głównego interfejsu, zostawiając go na old Reddicie dla zalogowanych użytkowników. Nowe funkcje, takie jak automatyczne tłumaczenie, także trafiają przede wszystkim do współczesnej wersji platformy.

Reddit podkreśla przy tym, że nie zamyka old.reddit.com z dnia na dzień, ale nie chce też obiecywać, że klasyczny interfejs zostanie na zawsze. To wystarczyło, żeby znów ruszyły spekulacje o jego powolnym wygaszaniu.

Na razie trudno powiedzieć, jak ta zmiana odbije się na moderatorach, osobach wybierających old Reddit ze względów dostępności i użytkownikach spoza głównych rynków anglojęzycznych. Jeśli obowiązkowe logowanie okaże się pierwszym krokiem do pełnego wycofania starej wersji, sprawa przestaje dotyczyć tylko wygody. Chodzi też o sposób dostępu do ogromnego archiwum treści, na którym Reddit zbudował swoją pozycję. Reszcie użytkowników pozostaje na razie czekać na kolejne decyzje Reddita dotyczące old.reddit.com.

watchOS 27 już oficjalnie bez wsparcia dla pięciu Apple Watchy

Apple pokazało dziś listę zegarków, które dostaną watchOS 27. Przy okazji potwierdziło też, że pięć modeli wypada z gry. Nowa wersja systemu dla Apple Watcha ma przynieść zmiany w Siri, wyglądzie interfejsu i funkcjach zdrowotnych.

  • Pojawi się bardziej zaawansowana Siri.
  • Dojdzie nowy gest pojedynczego stuknięcia.
  • Apple wprowadzi dynamiczny układ siatki aplikacji.
  • Interfejs zostanie odświeżony w stylistyce „liquid glass”.
  • Smart Stack dostanie inteligentniejsze podpowiedzi.
  • Ulepszono funkcję Workout Buddy.
  • Aplikacja Cykl zyska śledzenie menopauzy i perimenopauzy.
  • Poprawi się dokładność pomiarów podczas treningu na bieżni.

Na razie, przynajmniej według listy opublikowanej przez Apple, watchOS 27 trafi tylko na Apple Watch Series 9 i nowsze, Apple Watch Ultra 2 i nowsze oraz Apple Watch SE 3.

Jeśli używasz czegoś starszego niż Apple Watch Series 9, sprawa wygląda dziś dość jasno: na aktualizację praktycznie nie ma co liczyć. Z listy zgodnych urządzeń znikają Apple Watch Series 6, Apple Watch Series 7, Apple Watch Series 8, Apple Watch SE 2. generacji i pierwszy Apple Watch Ultra. Apple przez lata raczej długo wspierało swoje zegarki, więc tym razem cięcie jest wyraźnie większe niż zwykle. I już zdążyło zebrać sporo krytycznych komentarzy.

Żeby zainstalować nowy system, trzeba mieć jeden z obsługiwanych modeli i iPhone’a z najnowszą wersją iOS. Reszta użytkowników na razie tych funkcji po prostu nie zobaczy.

Apple tłumaczy tę decyzję wymaganiami sprzętowymi nowych rozwiązań. Bardziej zaawansowana Siri i nowy gest pojedynczego stuknięcia mają, według firmy, potrzebować mocy obliczeniowej dostępnej dopiero w Apple Watch Series 9, Apple Watch Ultra 2 i Apple Watch SE 3.

W tle widać też szerszy kierunek rozwoju całej platformy. Apple chce, by część nowych funkcji działała szybciej i lepiej dogadywała się z innymi urządzeniami. Analitycy zwracają uwagę, że starsze zegarki zwyczajnie nie mają takiego zaplecza sprzętowego jak najnowsze modele, także jeśli chodzi o nowsze rozwiązania związane z przetwarzaniem zadań bezpośrednio na urządzeniu.

To nie znaczy, że odcięte modele nagle staną się bezużyteczne. Apple zapewnia, że nadal będą dostawać aktualizacje zabezpieczeń i dalej zachowają możliwość parowania z iPhone’ami działającymi na najnowszym iOS.

Jeśli masz Apple Watch Series 6, Apple Watch Series 7, Apple Watch Series 8, Apple Watch SE 2 albo pierwszego Apple Watcha Ultra, nie musisz więc od razu wymieniać zegarka. Stracisz jednak dostęp do najnowszych funkcji systemu. Najmocniej uderza to chyba w pierwszy Apple Watch Ultra, czyli model z wyższej półki, który wiele osób kupowało właśnie z myślą o długim wsparciu.