Dziś z Hollywood przyszła cała seria zapowiedzi dotyczących finałów obecnych wersji „Diuny”, „Igrzysk śmierci”, „Szybkich i wściekłych” oraz rebootu „Jumanji”. To wysokobudżetowe franczyzy i zarazem dobry znak tego, że model ciągnięcia hitowych marek praktycznie bez końca wyraźnie traci w Hollywood impet. Studia coraz ostrożniej podchodzą do pomysłu, by przeciągać popularne serie w nieskończoność. Na razie mowa jednak o domknięciu obecnych odsłon tych marek, nie o definitywnym końcu samych franczyz.
Według dzisiejszych zapowiedzi hollywoodzkich studiów: – „Diuna” ma się zamknąć jako trylogia Denisa Villeneuve’a. – Trzecia część ma zaadaptować „Mesjasza Diuny”. – Projekt jest już w przygotowaniu i zarazem ma być ostatnim filmem Denisa Villeneuve’a w tym uniwersum. – Nawet jeśli ta marka kiedyś wróci w innej formie, obecna filmowa saga ma tworzyć domkniętą całość. – Główna historia „Igrzysk śmierci” zakończyła się na „Kosogłosie”. – Dziś rozwijanie serii „Igrzyska śmierci” polega przede wszystkim na robieniu prequeli. – „The Hunger Games: Sunrise on the Reaping” wejdzie do kin 20 listopada 2026 roku. – Finał głównego wątku serii „Szybcy i wściekli” zaplanowano jako film „Fast Forever”, który na tę chwilę przewidywany jest na 2028 rok. – Przez lata „Szybcy i wściekli” byli jedną z najpewniejszych marek box office’u na świecie, z ogromnym międzynarodowym gronem fanów. – Nadchodzący film z serii „Jumanji” ma być ostatnim rozdziałem dla obecnej obsady i tej konkretnej historii. – Odświeżone „Jumanji” od 2017 roku zarobiło na świecie ponad 1,7 mld dolarów. – Mimo takich wyników twórcy nie chcą rozwlekać serii „Jumanji” bez wyraźnego planu.
W przypadku „Igrzysk śmierci” bardzo dużo zależy od tego, co wydarzy się po premierze „The Hunger Games: Sunrise on the Reaping”, zaplanowanej na 20 listopada 2026 roku. Tu kluczowa pozostaje Suzanne Collins i pytanie, czy napisze kolejne książki, bo nowe literackie źródło wciąż jest dla tej marki najbezpieczniejszą drogą rozwoju. Jeśli seria „Igrzyska śmierci” ma być rozwijana dalej w możliwie najbezpieczniejszy sposób, potrzebne są następne książki Collins.
Jeśli czekasz na dalsze odsłony tych marek, na razie zostaje ci jedno: poczekać. Innym widzom zresztą też, bo na kolejne decyzje studiów trzeba jeszcze chwilę poczekać.
Te ruchy wpisują się w szerszą debatę o zmęczeniu sequelami. Ostatnie lata pokazały, że nawet bardzo rozpoznawalna marka nie gwarantuje już automatycznie wielkiego sukcesu. Część nowych odsłon znanych serii miała nierówne wyniki, a widzowie coraz częściej oczekują czegoś więcej niż tylko kolejnego numerka dopisanego do tytułu.
Na strategię studiów wpływa też sam rynek. Streaming zmienił przyzwyczajenia publiczności, a zagraniczne rynki, kiedyś traktowane niemal jak pewne źródło wzrostu, stały się znacznie mniej przewidywalne. Najlepiej widać to w Chinach, gdzie publiczność bywa bardziej selektywna i chętniej stawia na lokalne produkcje.
Franczyzy same w sobie nigdzie więc nie znikają. Zaczyna się raczej nowy etap, w którym nawet największe marki muszą pokazać, że mają sensowny plan, czy to na finał, czy na dalsze życie.