W dobie nowoczesnych technologii, gdy coraz więcej osób korzysta na co dzień ze smartfonów i tabletów, rośnie liczba aplikacji, których celem jest ułatwianie nam życia. Od wszelkiej maści aplikacji do robienia notatek, tworzenia przypomnień, po te pomagające w diecie, zachęcające do fitnessu czy promujące zdrowy tryb życia. Aplikacje nie służą tylko do rozrywki i zabijania czasu, ale nierzadko sprawiają, że nasze życie jest łatwiejsze. Nie inaczej jest z aplikacją e-food.
Czym jest e-food?
Aplikacja e-food stworzona została po to, abyśmy mieli świadomość tego, z czego składa się żywność, którą na co dzień kupujemy. Jest ona podręczną encyklopedią wyjaśniającą pochodzenie i znaczenie dodatków do żywności, które zazwyczaj kryją się pod tajemniczymi znakami E-100, E200, itp. Niemal każdy produkt, który kupujemy w sklepie, zawiera te składniki, a e-food pozwala je nam błyskawicznie rozszyfrować.

Robi to za pomocą specjalnej wyszukiwarki, w której można wpisać konkretne oznaczenie. Aplikacja umożliwia również skanowanie kodów kreskowych produktów i na ich podstawie wyświetla dodatki, jakie są w nich zawarte. Choć na razie w bazie aplikacji nie ma ich zbyt dużo, to bez wątpienia pojawiać się będzie ich coraz więcej.
Kontrowersje
Ta łatwa możliwość sprawdzenia, co zawiera wybrany produkt, zaniepokoiła Polską Federację Producentów Żywności, która uznała, że e-food nie tylko wprowadza użytkowników w błąd, ale również godzi w dobre imię producentów żywności. Część uwag, jak przyznają sami twórcy aplikacji, jest zasadna i e-food wprowadzi merytoryczne poprawki do swojej bazy symboli. Oczywiście z drugim zarzutem twórcy się zupełnie nie zgadzają.
Jednak czy e-food naprawdę można uznać za aplikację, której celem jest godzenie w interesy żywności? Zapytaliśmy kulinarną blogerkę, Kamilę Jankowską z serwisu smakowite.com, czy korzysta z tej aplikacji i co o niej sądzi. Okazuje się, że nasza rozmówczyni korzysta z e-food od kilku miesięcy, a robi to po to, by mieć większą świadomość tego, co kupuje i czy jest to zdrowe.

Z czym to się je?
I jest to właśnie główny aspekt charakteryzujący e-food. Aplikacja ta umożliwia nam świadomy wybór. Nawet jeżeli istnieją pewne błędy merytoryczne w spisie składników prezentowanych przez e-food, to trudno odmówić tej aplikacji aspektu edukacyjnego. Chyba większość z nas chce wiedzieć, z czego składa się produkt, który właśnie kupujemy, i czy jego spożycie niesie jakieś zagrożenia dla naszego zdrowia lub samopoczucia. Dzięki e-food możemy szybko sprawdzić, co kryje się pod dodatkami z kategorii E.
Nie zmienienia to jednak faktu, że to przecież wciąż od nas zależy, czy zdecydujemy się na taki czy inny produkt. To co robi e-food, to po prostu w łatwy i szybki sposób dostarcza informacji o składzie pożywienia. I uwaga – nie są to ściśle tajne dane. Każdy sam może sobie „wygooglać” dany składnik. E-food po prostu robi to szybciej.
Jeżeli chcecie sprawdzić, jak działa e-food, to aplikacja dostępna jest na Androida oraz iOS.
Zobacz także:
Jak to działa?
Na każdym z etapów aplikacja oferuje różne metody przyswajania słownictwa. W trybie nauka wyświetlane jest zdjęcie, jego opis po niemiecku oraz po polsku. Niemieckie słowo można również odtworzyć w formie audio.
Kolejny tryb, to pisanie. W pierwszej części należy napisać po polsku tłumaczenie niemieckiego słówka. W drugiej zaś musisz polskie słowo przetłumaczyć na język niemiecki.
W trybie wybierania, należy wybrać jedno z czterech tłumaczeń. I ponownie, raz wybierasz tłumaczenie polskie, raz niemieckie. Kolejną grą, która ma pomóc w lepszym przyswajaniu wiedzy jest odwrócenie. Na ekranie podzielonym na kwadraty, odkrywasz kolejne i zapamiętujesz, co na nich zostało napisane. Następnie dopasowujesz dane słowo i jego tłumaczenie w drugim języku.
Aplikacja Niemiecki na Windows Phone pozwala również na śledzenie postępów w przyswajaniu wiedzy za pomocą statystyk. Można także rozplanować sobie powtórki nauczonych słówek. Co ciekawe, aplikacja posiada mały słownik polsko-niemiecki i niemiecko-polski. Ma on jednak ograniczoną bazę słów.
Nie ma jednak różny bez kolców. Przede wszystkim aplikacja nie działa bez dostępu do internetu. Z tym wiąże się również fakt, że nie wszystkie elementy kursu ładują się poprawnie, jak chociażby zdjęcia. Inną kwestią jest to, że Niemiecki to aplikacja, która przyda się do powtórzenia sobie słownictwa. Jeżeli jednak szukasz pełnego kursu, z zasadami gramatyki, to ta aplikacja Ci w tym nie pomoże.
Jak to działa?
Jej działanie jest bardzo proste. Aplikacja oferuje specjalne skróty do niektórych funkcji systemu, takich jak: lokalizacja, Bluetooth, sieć komórkowa, Wi-Fi, tryb samolotowy czy mapy. Skróty te mają oczywiście wizualną reprezentację w postaci kafelków, których nazwy można dowolnie edytować. Jeżeli chcemy, aby któryś z kafelkowych skrótów pojawił się na naszym ekranie głównym, to wystarczy go do niego przypiąć. Już z poziomu głównego widoku możemy zmniejszyć rozmiar kafelków oraz dowolnie je przemieszczać. To właściwie wszystko, co potrafi ta aplikacja.
Jeżeli miałbym szukać wad tej aplikacji, to jedyna, która mi przychodzi do głowy, to brak innych skrótów, jak chociażby jasność czy dostęp do internetu (udostępnienie go innym urządzeniom). Jednak istniejący zestaw jest całkiem wystarczający, a wzmiankowane braki mało znaczące.