Co z tym GG?

Jeszcze parę lat temu nie było w Polsce osoby, która nie słyszałaby o GG. Ten najpopularniejszy polski komunikator był pierwszym programem, jaki instalowało się na komputerze, a swój numer GG znało się na pamięć. Co się stało, że obecnie wszyscy korzystają z Facebooka, Whatsappa, a na GG pozostali nieliczni?

Denerwujące reklamy

Może się wydawać, że użytkowników zabrała GG konkurencja. Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, gdyż już w momencie powstania komunikatora miał on silną, międzynarodową konkurencję w postaci ICQ i Jabbera. Potem do stawki dołączył lokalny rywal Tlen, który również zdobył sympatię wielu użytkowników. Nie można zatem mówić, że ówczesne Gadu-Gadu nie miało konkurencji.

GG zdobyło popularność, bo było nasze, po polsku, proste w obsłudze i zaspokajało bardzo ważną potrzebę – chęć komunikacji. Dlaczego więc ją straciło? W podręcznikach dla twórców startupów często można znaleźć stwierdzenie, że należy stworzyć dobry produkt, a pieniądze same przyjdą. Z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby twórcy GG zapomnieli o tej zasadzie.

Ówczesne Gadu-Gadu stało się powolne, przeładowane reklamami i dodatkowymi funkcjami, z których nikt nie korzystał. Gdyby użytkownicy byli zadowoleni z produktu, to z mniejszym zainteresowaniem przyglądaliby się ofercie konkurencji. Dopiero GG 12 odchudziło program, wprowadziło nowy, wygodny interfejs i doprowadziło produkt do porządku.

Niestety, jak się teraz okazuje, było już za późno, by zatamować odpływ użytkowników, którzy postanowili odkryć świat poza żółtym słoneczkiem. Facebook zaczął rosnąć z siłą kuli śnieżnej i to on stał się platformą komunikacji pomiędzy młodymi ludźmi. GG w międzyczasie zaczęło odchodzić w zapomnienie. Wiele osób nie pamięta nawet, kiedy ostatni raz korzystało z GG, bo większość znajomych używa już Facebooka. Najpierw masowy napływ znajomych przyczynił się do sukcesu GG, a potem ich równie masowy odpływ doprowadził komunikator  prawie do upadku.

Strategia mobilna?

Trochę ponad dwa lata temu wieściłem możliwy sukces GG na komórkach. Komunikatory w stylu Whatsappa stawały się wtedy coraz bardziej popularne. Żółte słoneczko nadal kojarzyło się wielu ludziom z rozmowami i można było taki potencjał wykorzystać. GG na telefony to dobra aplikacja, pozbawiona błędów swoich desktopowych poprzedników.

GG obecnie jest dostępne na prawie wszystkie dostępne platformy mobilne. Konto w usłudze posiada ogromna rzesza użytkowników. Niektórzy operatorzy nie pobierają opłat za dane wykorzystane podczas używania GG. Niestety te fakty nie przełożyły się na wzrost popularności GG na smartfonach. Żółte słoneczko nie stało się synonimem komunikatora na urządzenia mobilne.

Czy GG się skończyło?

Ja z GG zrezygnowałem kilka lat temu. Nikt z moich bliższych znajomych również nie przyznaje się do korzystania z tego komunikatora. Postanowiłem z ciekawości zalogować się do GG na iPhonie, aby zobaczyć, czy ktoś z moich znajomych jest dostępny. Nie obyło się to bez problemów. Okazało się, że pamiętam swój numer GG, ale nie pamiętam hasła. Ostatecznie odzyskałem je i zalogowałem się do komunikatora (tutaj znajdziesz instrukcję, jak odzyskać hasło GG). Oczywiście nikogo nie zastałem

Wydaje mi się jednak, że z GG jest jak z głosowaniem na pewnego kandydata w wyborach. Ja nie głosowałem, nikt ze znajomych nie głosował, a facet zdobył jednak spore poparcie. Ktoś więc musiał zagłosować.

Według danych ze studium Megapanelu za miesiąc wrzesień 2014, GG na komputerach PC włączało ponad 4,6 miliona Polaków miesięcznie. Z Softonic aplikację GG na Windows pobiera ponad 2 tysiące osób miesięcznie. Ktoś więc nadal używa tego programu…

GG jest nadal używane przez wiele grup znajomych. Również mniejsze firmy wykorzystują ten komunikator do rozmów pomiędzy pracownikami. Najnowsza aplikacja działa bardzo dobrze i zapewnia odpowiedni poziom bezpieczeństwa. Nie ma więc powodów, by z niej rezygnować.

Być może GG oddało pole Facebookowi, Whatsappowi i innym aplikacjom, ale programu nadal używa mnóstwo ludzi. Autorzy nadal go rozwijają, a model biznesowy zbudowany wokół komunikatora działa. Co prawda żółte słoneczko nie jest już najpopularniejszą ikonką w Polsce, ale nadal można je zobaczyć na wielu komputerach oraz telefonach. Czas świetności i fenomen GG przeminęły, ale komunikator nadal ma silną pozycję na rynku i jeszcze sporo wody w Wiśle upłynie zanim Polacy porzucą całkowicie charakterystyczne żółte słoneczko.

Powiązane programy

Pobierz GG na Windowsa

Pobierz GG na Maca

Pobierz GG na Androida

Pobierz GG na iPhone’a

Zobacz także:

Czy czas GG przeminął?

Jak odzyskać hasło do GG?

Bezpieczeństwo komputerów powinno być prostsze

Większość z nas nie rozumie bezpieczeństwa komputerowego. Wiemy, że jest ono dla nas istotne. Nie mamy jednak pojęcia, jak działa i co tak właściwie powinniśmy robić.

Dla przeciętnego użytkownika bezpieczeństwo komputerowe oznacza korzystanie z tajemniczych aplikacji, które wykonują przeróżne procesy. Skanują pliki, czyszczą ciasteczka, zmieniają hasła, co jednak dokładnie robią i po co? Tego już nie wiemy. A finalnie i tak nie udaje się zapobiec takim katastrofom jak zawirusowanie komputera czy kradzież danych.

Doskonałym przykładem jest antywirus. Wiemy, że jest to program, który zapobiega złym rzeczom, jakie mogą się przydarzyć, korzystając z komputera. Ma nas powiadamiać o niebezpieczeństwach. Większość tych programów wydaje jednak niezrozumiałe komunikaty. Jesteśmy im posłuszni, nie wiedząc, co tak właściwie się dzieje z naszym komputerem. Wirus znika, a my nie wiemy, co się stało.

Aplikacje, które mają nas chronić, nie potrafią się z nami komunikować

Zachowanie bezpieczeństwa komputera czy urządzeń mobilnych nie jest trudne mimo swojej złożoności. Jest przede wszystkim słabo wyjaśnione i zbyt skomplikowanym językiem. Autorzy programów stosują żargon, w którym napotkamy słownictwo, takie jak zapory sieciowe, rootkity czy skanowanie portów. Nie uczą nas tego, co to właściwie oznacza.

Czy jesteś w stanie wyjaśnić, o co chodzi w tym oknie programu?

Programy te zamiast uspokajać użytkowników, sieją panikę, informując o mapie zakażeń na całym świecie, dużej bazie nowych zagrożeń itd. Nawet w komunikacie o znalezieniu wirusa takiego jak W32/Trojan.B nie mamy pojęcia, o co tak właściwie chodzi. Czy to koń trojański w naszym komputerze, czy mamy się martwić?

W skrócie komunikacja programów antywirusowych z użytkownikami jest na bardzo niskim poziomie. Komunikaty nie są dostosowane do osób niemających wiedzy na temat bezpieczeństwa.

Dobry antywirus powinien mówić ludzkim głosem

Antywirus, firewall i menadżer haseł nie powinien być straszakiem, który wywołuje lęki. Programy te powinny być tak skonstruowane, aby były naszymi opiekunami i doradcami w świecie komputerów. W momencie gdy programy te będą podpowiadały nam, jak dbać o bezpieczeństwo, wyjaśniać, po co są, to użytkownicy będą z nich odpowiednio korzystać.

Ten brak komunikacji sprawia, że liczba znalezionych wirusów stale rośnie, a użytkownicy sami narażają się na niebezpieczeństwo. Wszystko przez niewiedzę i zbyt skomplikowane programy lub nazewnictwo.

W Clean Master (Android) udało się uzyskać prostą formę i użyteczność

Jeśli więc chcemy, aby komputery i inne urządzenia były bezpieczne, to niech programy, które będą za to odpowiadać, były prostsze.

Zobacz także:

Jak stworzyć bezpieczne hasło, które łatwo zapamiętać

7 zasad bezpieczeństwa podczas korzystania z konta bankowego w telefonie

Grupy tematyczne to przeszłość? Nie dla Facebooka. Sprawdź aplikację Groups

Trzeba przyznać Zuckerbergowi, że nie boi się kolonizować mobilne platformy swoimi produktami. Poza samą aplikacją Facebooka, Messengerem, Pages Managerem, twórca najpopularniejszego serwisu społecznościowego na świecie stara się oferować użytkownikom smartfonów coraz to nowe usługi.

Niektóre z nich odeszły już w zaświaty, jak chociażby FB Camera. Inne powoli dogorywają, jak Facebook Home. Niektóre dostępne są tylko w USA i stanowią raczej laboratorium dla nowych funkcji (na przykład Paper). Slingshot to z kolei aplikacja, która ma walczyć z niezwykle popularnym Snapchatem.

Generalnie Zuckerberg stara się reagować na pojawiające się nowe mobilne trendy i nie boi się wypuszczać aplikacji, które mają je wykorzystać. Wiele z nich z czasem okazało się niewypałami lub ich funkcjonalności zostały zintegrowane ze sztandarowymi produktami.

Z drugiej strony zauważyć można inny trend – wyciąganie niektórych funkcjonalności serwisu i tworzenie dla nich mobilnych aplikacji. Tak jest chociażby z Facebook Messengerem oraz aplikacją do obsługi fanpage’ów. Ostatnio pojawiła się nowa aplikacja, która wydziera jedną z funkcji Facebooka i daje jej nowe szaty – Groups (Grupy).

Jak sama nazwa wskazuje, aplikacja ma obsługiwać znane z serwisu online grupy. Każdy użytkownik Facebooka może stworzyć własną grupę, publiczną lub prywatną, oraz zaprosić do niej swoich znajomych. Grupy mają najczęściej charakter forów dotyczących jednego tematu.

I do tego właśnie służy aplikacja Groups. Za jej pomocą można przeglądać nowe wpisy w grupach, do których należymy, i dodawać nowe posty. Z poziomu aplikacji można również założyć nową grupę i dodać do niej wybrane osoby. Groups będzie nas informować o nowych wiadomościach w grupie za pomocą powiadomień.

Po co właściwie Facebook stworzył tę aplikację? Powodów może być kilka. Po pierwsze – same grupy w serwisie online giną w natłoku innych wpisów i postów. Wprawdzie można je znaleźć w bocznym menu, a nowe wpisy pokazują nam się na ścianie, ale wszystko to jest dość nieczytelne. Tymczasem ewidentnie Facebook chciałby, byśmy korzystali z tych lokalnych forów tematycznych. Wyciągnięcie ich do osobnej aplikacji może w tym pomóc. Dzięki niej skupiamy się tylko na tym, co dzieje się w grupach, i nie jesteśmy rozpraszani przez inne komunikaty.

Po drugie, treść i zaangażowanie użytkowników. Choć fora dyskusyjne mogą w dzisiejszych czasach wydawać się nader archaiczną formą wymiany opinii czy komunikacji, to jednak mają się one całkiem nieźle. Forum daje możliwość spotkania się osób zainteresowanych konkretnym tematem, a nie zbieraniny przypadkowych ludzi. W forach nie chodzi o umieszczanie „słit” fotek z wycieczek, urodzin, imprez, selfies i tym podobnych. Nikogo nie interesuje, że ktoś właśnie otworzył mleko lub je pizzę. Fora są wirtualną agorą dla wymiany opinii. Oczywiście, nie ma co ich gloryfikować, w końcu nie są wolne od dyskusji miałkich lub wszelakich trollów. Niemniej jednak dobra dyskusja potrafi zaangażować i tego właśnie może chcieć Zuckerberg. By na Facebooku znaleźli miejsce również ludzie, którzy wolą pogadać na konkretny temat, a nie wrzucać tylko zdjęcia i lajkować posty.

Groups to aplikacja, która może stać się również pewnego rodzaju powrotem do początków Facebooka – serwisu, do którego zapraszamy przyjaciół i z nimi rozmawiamy. Tworząc grupę dla wybranych osób, zasadniczo możemy robić to samo, co normalnie: dodawać wpisy, zdjęcia, linki, itp. Jednak dzięki większej kontroli nad prywatnością, możemy kontrolować, kto to zobaczy, i skupić się na konwersacji z wybranymi ludźmi, przyjaciółmi, rodziną. Czyli na tym, dla czego pierwotnie powstał Facebook, nim stał się miejscem do zapraszania każdego, lansowania się i promowania firm.

Czy rewitalizacja grup przez osobną aplikację powiedzie się? Trudno powiedzieć. Coraz mniej czasu mamy na fora dyskusyjne, coraz rzadziej korzystamy z bardziej rozbudowanych form komunikacji innych niż zdjęcie czy memy. W końcu grupy na Facebooku są nie od dziś. Być może wyprowadzenie ich do osobnej aplikacji i w ogóle spozycjonowanie ich pod kątem użytkowników urządzeń mobilnych tchnie w nie nowe życie. Cóż, jest to jakiś pomysł. Zobaczymy, jak będzie z jego realizacją. Oby nie zakończył swojego żywota, jak niektóre inne aplikacje od Facebooka.

Pobierz Facebook Groups: iOSAndroid

Zobacz także:

Facebook – wszystko, co chcielibyście wiedzieć

Co lubimy, a co nas drażni w Facebook Messengerze

Jaka jest przyszłość przeglądarki Opera? „Przede wszystkim użytkownicy”

Dzisiaj swoją premierę miała nowa wersja przeglądarki Opera dla systemów Windows oraz OS X. Opera w wersji 25 wprowadza szereg nowości, które bez wątpienia przypadną do gustu użytkownikom tej przeglądarki. Przy okazji aktualizacji warto jednak zadać pytanie – co dalej i w którą stronę zmierza Opera?

Gdzie jest Opera dzisiaj?

Opera to jedna z popularniejszych przeglądarek zarówno desktopowych, jak i mobilnych na świecie. Posiada ona rzesze sympatyków i użytkowników, jednak nie ma ich tylu co konkurencyjne rozwiązania, jak Chrome, Firefox czy Internet Explorer. Według StatCounter Opera posiada 1,46% udziału w rynku przeglądarek na PC na świecie i zajmuje 5 pozycję w tym zestawieniu. Dla przykładu Chrome posiada 49,18% rynku.

W przypadku smartfonów oraz tabletów Opera ma 8,35%, choć jeszcze rok temu wynik ten wynosił ponad 13%.

A jak trzyma się Opera w Polsce? Przeglądarka Opera na desktop ma 7,68% (pierwszy Chrome może się pochwalić wynikiem 46,16%). Jeżeli chodzi o łączone dane z PC, tabletów i smartfonów, to Opera ma 8,38%.

Jak widać na powyższych wykresach, Opera w ostatnim czasie nie cieszy się szczególnie dużym udziałem w rynku. Nie oznacza to jednak, że Opera stoi w miejscu. Wręcz przeciwnie. Obecnie Opera Software stosuje 6 tygodniowy cykl wydawniczy, oferując co rusz nowe wersje swojej przeglądarki. Właśnie wydana została wersja 25.

Jeszcze przed jej wydaniem Softonic miał okazję porozmawiać z Product Managerem Opery, Zhenisem Beisekovem, o zmianach, jakie wprowadza ta wersja, oraz o przyszłości Opery na PC.

Opera 25 – co nowego?

Zacznijmy jednak od samych zmian, jakie niesie Opera 25. To przede wszystkim zupełnie nowe centrum zakładek zbudowane na zasadzie kolażu wspomnień. Teraz, klikając w ikonę serca, przeglądarka tworzy podgląd linku z grafiką oraz edytowalnym opisem, który można zapisać w wybranym folderze.

W samym centrum zakładek zapisane linki wyświetlają się w formie kafelków, tworząc bazę wspomnień naszej aktywności w sieci.

Zapytałem o pomysł na to rozwiązanie Zhenisa, według którego kluczowym powodem powstania tej funkcji okazał się aspekt psychologiczny. Użytkownicy nie tylko zapisują coś na później, ale zakładki stanowią również pewną historię ich aktywności w sieci.

„Coraz więcej naszych wspomnień to wspomnienia online. Zakładki stają się więc pewnego rodzaju galerią wspomnień. Dlatego ważna jest również ich wizualna prezentacja”

Choć w formie kafelkowej, zakładki nie będą się jednak łączyć w wirtualne foldery, jak to ma miejsce z kafelkami ze strony szybkiego wybierania.

„Testowaliśmy taką opcję, ale kafelki stawały się wizualnie nieczytelne. Co więcej, większość użytkowników chce i wie, jak korzystać z folderów, więc nie ma sensu na siłę tego udziwniać.”

Nowy system zakładek to jednak nie wszystko, co wprowadza Opera. Poprawiono także podgląd otwartych kart, tak aby były bardziej czytelne i lepiej się skalowały. Przy okazji tego systemu wyświetlania kart pojawiła się bardzo ciekawa kwestia przyzwyczajeń użytkowników. Okazuje się, że według danych Opera Software 95% użytkowników ma otwarte nie więcej niż 5 kart na raz.


Zmieniono również pasek nawigacji ze strony głównej, umieszczając go po lewej stronie widoku. Jest to zmiana, którą zasugerowali sami użytkownicy, dla poprawy widoczności. Dodatkowo w Opera 25 odświeżono algorytm tworzenia ikonek w ulubionych, wprowadzono wsparcie dla MP3 oraz H.264,  poprawiono wsparcie HTML 5 oraz web notifications. Nowa Opera umożliwia również otwieranie PDF-ów w oknie przeglądarki. W tym celu wykorzystano projekt Google „pdfium.

Co dalej z Operą?

To nie wszystkie, ale najbardziej widoczne zmiany w Opera 25. Korzystając jednak z okazji spotkania, postanowiłem również zapytać Zhenisa Beisekova o przyszłość Opery na PC, szczególnie w kontekście Windowsa 8 i 10.

Zhenis: Jeżeli mówimy o interfejsie pod dotyk, to przede wszystkim rozdzielmy dwie kategorie: Opera dla PC oraz dla urządzeń mobilnych. W przypadku Opera dla PC to oczywiście obserwujemy trend urządzeń hybrydowych, a więc na przykład pecetów czy laptopów mających dotykowy ekran. Otóż dotykowe ekrany świetnie nadają się do konsumpcji treści, ale dopiero z klawiaturą zaczyna się prawdziwa praca. Opera w obecnym kształcie spełnia potrzeby użytkowników z obydwu kategorii. Niemniej jednak staramy się korzystać z dobrodziejstw wszystkich dostępnych platform, czy to OS X, czy Windowsa z Modern UI.

Softonic: Czy zatem powstanie Opera w wersji aplikacji pod Modern UI dla systemów Windows 8 i 10?

Zhenis: Przy tworzeniu nowych rozwiązań korzystamy z prostej zasady: przede wszystkim wychodzimy od użytkowników, a nie od systemu. W tym momencie użytkownicy raczej bronią się przed Modern UI w Windowsie. My oczywiście idziemy na przód, ale chcemy robić to, czego oczekują sami użytkownicy. Jeżeli nasi użytkownicy będą tego chcieli, to zaczniemy to rozważać. Nie będziemy jednak ślepo szli za nowinkami tylko dlatego, że pojawia się jakaś platforma. Mamy własną ścieżkę, a są nią użytkownicy.

Softonic: Czego zatem możemy spodziewać się w Opera 26?

Zhenis: Tego jeszcze nie możemy powiedzieć, ale jeśli ktoś lubi nowinki, może sprawdzić świeżo wydaną Operę 26 we wczesnej wersji deweloperskiej z opcją udostępniania zakładek.

Krok po kroku

Opera 25 jest już dostępna dla wszystkich użytkowników. Choć norweska przeglądarka nie może poszczycić się taką liczbą użytkowników, którą mają konkurencyjne firmy, to jednak widać, że w ostatnim czasie jej twórcy mocno rozwijają ten produkt. Zmiana silnika na Chromium, wykorzystanie pdfium pokazuje, że Opera nie zamierza odpuszczać rynku i nie boi się zmieniać strategii. Z drugiej strony przeglądarka ta zachowuje swój specyficzny charakter i dobrze znane funkcje, jak opcja kompresji danych Turbo, przy okazji oferując nowe rozwiązania, jak chociażby ściana z newsami czy nowe centrum zakładek. Nie wspominając już nawet o ciekawych projektach na platformy mobilne, jak chociażby przeglądarka Opera Coast. Czy to wystarczy, by móc konkurować z Chrome’em lub Firefoxem? Czas pokaże, choć warto wspomnieć, że w naszym rankingu przeglądarek Opera zajęła 2 miejsce, prześcigając produkt Google.

Zobacz także:

Czym Opera różni się od Chrome’a i dlaczego warto ją wypróbować?

Analiza Softonic: Ranking przeglądarek internetowych Chrome, Firefox, Internet Explorer i Opera (lipiec 2014)

Nowe trendy: La-La, czyli muzyczne wiadomości

Wygląda na to, że historia ponownie zatacza krąg. No, może nie zupełnie. Niemniej jednak, co starsi z was zapewne pamiętają czasy, gdy wiadomości SMS wchodziły na rynek. Jaki to był szał! Można było wysyłać tekst do innej osoby i prowadzić z nią rozmowę bez potrzeby dzwonienia. Początkowo SMS-y były niezwykle ograniczone zarówno w liczbie znaków, jak i funkcjach. Ale to z czasem zaczęło się zmieniać.

Bo wraz z rozwojem technologii za pomocą SMS-ów można było wysyłać już zdjęcia, filmiki, a liczba znaków się zwiększyła. Życie nie lubi stać w miejscu, więc wraz z upowszechnianiem się smartfonów na rynku pojawiły się komunikatory nowego typu. WhatsApp, Facebook Messenger, LINE i wiele innych. Od tej pory można wysyłać nie tylko tekst czy zdjęcia, ale również lokalizację, wirtualne naklejki, tworzyć grupowe czaty, itp. I wszystko to z wykorzystaniem internetu.

WhatsApp widgetyJednak obecnie obserwujemy zupełnie nowy trend. Trend odchodzenia od rozbudowanych komunikatorów na rzecz prostych i szybkich wiadomości. Jednym z prekursorów była aplikacja Snapchat pozwalająca na wysyłanie samoniszczących się zdjęć (obecnie udostępnia również wideo-czatownie). Niedawno małe zamieszanie wprowadziła aplikacja Yo, która wysyła tylko jeden komunikat: „yo” właśnie. I zdaje się, że na tym nie koniec.

Otóż niedawno do App Store (a już wkrótce do Google Play) trafiła aplikacja La-La. Czym jest? Otóż to kolejny prosty komunikator. W tym jednak przypadku nie wysyłamy tekstu czy zdjęcia, ale kawałek utworu muzycznego. W bazie aplikacji znajdziemy sporą ich listę. Piosenki nawiązują do pewnych treści, jak chociażby utwór „Answer Me” (odpowiedz mi). Idea jest prosta – możemy za pomocą La-La przesłać i odebrać od znajomych fragmenty utworów muzycznych. Co ciekawe, dany kawałek można przesłać również za pomocą SMS-a.

Oczywiście nie znajdziemy każdego utworu w tej aplikacji. Jednak twórcy La-La pracują już nad tym, aby można było samemu wzbogacać ich katalog i personalizować piosenki. Na razie to nie jedyna rzecz, nad którą jeszcze trzeba popracować. La-La ma problemy chociażby z dodawaniem znajomych. Aplikacja ma jednak dopiero 5 dni i wiele jeszcze może się zmienić.

La-La to kolejny przykład na nietuzinkowy komunikator, który skupia się tylko na jednej formie wiadomości. W tym przypadku na wiadomości muzycznej. To zabawny i ciekawie zaimplementowany pomysł. Po co pisać, jak można coś wyśpiewać – oczywiście słowami istniejących piosenek.

W sklepach z aplikacjami pojawia się coraz więcej tego typu komunikatorów. W niemal tym samym czasie wydano aplikację Awkward, za pomocą której można przesyłać krótkie nagrania wideo. Osoba nagrywająca samą siebie może rozmyć obraz, tak aby uniemożliwić identyfikację.

Ten trend na szybkie, anonimowe i krótkie wiadomości coraz szybciej się rozwija. Jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne komunikatory oferujące tego typu funkcjonalności. I zapewne znajdą się chętni do skorzystania z takiej formy komunikacji. Pytanie tylko, czy ten chwilowy wysyp mini-komunikatorów może przerodzić się w długoterminowy trend i zmienić oblicze już istniejących rozwiązań? Trudno powiedzieć. Zapewne twórcy takich aplikacji jak na przykład WhatsApp wezmą pod uwagę nierzadko nowatorskie podejście do wysyłania wiadomości i zaimplementują je w swoich produktach. Nie spodziewałbym się jednak masowego powrotu do mikro-wiadomości. W końcu komunikator jest narzędziem, za pomocą którego się porozumiewamy. Trudno to robić w pełni tylko za pośrednictwem piosenek czy jednowyrazowych komunikatów.

Zobacz także:

Kontrowersje wokół aplikacji e-food. O co w tym chodzi?

W dobie nowoczesnych technologii, gdy coraz więcej osób korzysta na co dzień ze smartfonów i tabletów, rośnie liczba aplikacji, których celem jest ułatwianie nam życia. Od wszelkiej maści aplikacji do robienia notatek, tworzenia przypomnień, po te pomagające w diecie, zachęcające do fitnessu czy promujące zdrowy tryb życia. Aplikacje nie służą tylko do rozrywki i zabijania czasu, ale nierzadko sprawiają, że nasze życie jest łatwiejsze. Nie inaczej jest z aplikacją e-food.

Czym jest e-food?

Aplikacja e-food stworzona została po to, abyśmy mieli świadomość tego, z czego składa się żywność, którą na co dzień kupujemy. Jest ona podręczną encyklopedią wyjaśniającą pochodzenie i znaczenie dodatków do żywności, które zazwyczaj kryją się pod tajemniczymi znakami E-100, E200, itp. Niemal każdy produkt, który kupujemy w sklepie, zawiera te składniki, a e-food pozwala je nam błyskawicznie rozszyfrować.

Robi to za pomocą specjalnej wyszukiwarki, w której można wpisać konkretne oznaczenie. Aplikacja umożliwia również skanowanie kodów kreskowych produktów i na ich podstawie wyświetla dodatki, jakie są w nich zawarte. Choć na razie w bazie aplikacji nie ma ich zbyt dużo, to bez wątpienia pojawiać się będzie ich coraz więcej.

Kontrowersje

Ta łatwa możliwość sprawdzenia, co zawiera wybrany produkt, zaniepokoiła Polską Federację Producentów Żywności, która uznała, że e-food nie tylko wprowadza użytkowników w błąd, ale również godzi w dobre imię producentów żywności. Część uwag, jak przyznają sami twórcy aplikacji, jest zasadna i e-food wprowadzi merytoryczne poprawki do swojej bazy symboli. Oczywiście z drugim zarzutem twórcy się zupełnie nie zgadzają.

Jednak czy e-food naprawdę można uznać za aplikację, której celem jest godzenie w interesy żywności? Zapytaliśmy kulinarną blogerkę, Kamilę Jankowską z serwisu smakowite.com, czy korzysta z tej aplikacji i co o niej sądzi. Okazuje się, że nasza rozmówczyni korzysta z e-food od kilku miesięcy, a robi to po to, by mieć większą świadomość tego, co kupuje i czy jest to zdrowe.

Z czym to się je?

I jest to właśnie główny aspekt charakteryzujący e-food. Aplikacja ta umożliwia nam świadomy wybór. Nawet jeżeli istnieją pewne błędy merytoryczne w spisie składników prezentowanych przez e-food, to trudno odmówić tej aplikacji aspektu edukacyjnego. Chyba większość z nas chce wiedzieć, z czego składa się produkt, który właśnie kupujemy, i czy jego spożycie niesie jakieś zagrożenia dla naszego zdrowia lub samopoczucia. Dzięki e-food możemy szybko sprawdzić, co kryje się pod dodatkami z kategorii E.

Nie zmienienia to jednak faktu, że to przecież wciąż od nas zależy, czy zdecydujemy się na taki czy inny produkt. To co robi e-food, to po prostu w łatwy i szybki sposób dostarcza informacji o składzie pożywienia. I uwaga – nie są to ściśle tajne dane. Każdy sam może sobie „wygooglać” dany składnik. E-food po prostu robi to szybciej.

Jeżeli chcecie sprawdzić, jak działa e-food, to aplikacja dostępna jest na Androida oraz iOS.

Zobacz także: