TikTok pokazał dziś narzędzia do oznaczania treści z udziałem wirtualnych influencerów, czyli postaci stworzonych w całości cyfrowo. Wyglądają jak zwykli użytkownicy mediów społecznościowych, zachowują się podobnie i właśnie dlatego łatwo wziąć je za realne osoby.
To to dość specyficzne połączenie reklamy i profilu w social mediach. Taka wykreowana postać wygląda jak zwykły użytkownik i publikuje w podobnym stylu. W praktyce działa więc bardzo podobnie do klasycznego influencera, z tą różnicą, że nie stoi za nią człowiek, tylko w pełni cyfrowy projekt.
- Coraz więcej kampanii w mediach społecznościowych nie opiera się już na rozpoznawalnych twarzach, tylko na cyfrowo wykreowanych postaciach.
- Część takich materiałów promocyjnych była pokazywana tak, jakby pochodziła od prawdziwych klientów, bez jasnej informacji, że za publikacją stoi sztucznie stworzona persona.
- Najwięcej pytań dotyczy dziś przejrzystości reklam. Kiedy taka postać naśladuje styl zwykłego konsumenta, naprawdę trudno odróżnić autentyczną rekomendację od starannie ułożonej kampanii.
- Na celowniku są już nie tylko same marki. Coraz częściej mówi się też o odpowiedzialności platform i agencji marketingowych.
- Według szacunków rynek wirtualnych influencerów był wart w 2024 roku 6,06 mld dolarów. Do 2030 roku ma urosnąć do 45,88 mld dolarów, a bardziej agresywne prognozy mówią nawet o 154,6 mld dolarów do 2032 roku.
- To nie jest już ciekawostka z pogranicza internetu i popkultury. Rynek wirtualnych influencerów stał się pełnoprawnym segmentem branży reklamowej.
- Badania pokazują też skalę zjawiska: 58 proc. konsumentów w USA obserwuje przynajmniej jednego wirtualnego influencera.
- Wśród przedstawicieli pokolenia Gen Z 35 proc. według badań przyznało, że kupiło produkt promowany przez taką cyfrową personę.
- Dla marek to bardzo konkretne korzyści: pełna kontrola nad przekazem, niższe koszty, spójny wizerunek i mniejsze ryzyko obyczajowego skandalu niż przy współpracy z człowiekiem.
- Niektóre analizy idą jeszcze dalej i wskazują nawet na trzykrotnie wyższe zaangażowanie odbiorców niż w przypadku tradycyjnych twórców.
- Dobrym przykładem są Lil Miquela i Lu do Magalu. Obie współpracują już z globalnymi markami, takimi jak Prada, Calvin Klein, Samsung czy McDonald’s.
- Największy problem wciąż dotyczy jednak zaufania, szczególnie wtedy, gdy reklamowa postać udaje zwykłego klienta.
- Jeśli oglądasz pozornie spontaniczną opinię o kosmetyku, ubraniu albo gadżecie, a tak naprawdę masz przed sobą zaprojektowaną promocję, trudno nie uznać tego za manipulację.
- Dodatkowy niepokój budzą doniesienia o twórcach, których proszono o podpisywanie umów o poufności przy podobnych projektach. To tylko wzmacnia obawy, że część komercyjnych zastosowań cyfrowych person ma pozostać niewidoczna dla odbiorców.
- Zgodnie z unijnymi wymogami od sierpnia w Unii Europejskiej mają obowiązywać zasady wyraźnego oznaczania treści wygenerowanych lub istotnie zmodyfikowanych cyfrowo.
- W USA już teraz działają przepisy zakazujące wprowadzających w błąd rekomendacji reklamowych.
- Doprecyzowano też, że stan Nowy Jork od czerwca 2026 roku ma wymagać ujawniania użycia syntetycznych wykonawców w reklamach.
- TikTok wdrożył już narzędzia do oznaczania tego typu materiałów, ale to, czy te rozwiązania faktycznie zadziałają, zależy od jednego: czy marki i agencje naprawdę zdecydują się na pełną jawność.
Na razie pełne i wyraźne oznaczenia treści z udziałem wirtualnych influencerów są dostępne tylko tam, gdzie platforma wdrożyła odpowiednie narzędzia albo gdzie zaczęły już obowiązywać konkretne przepisy.
Żeby skorzystać z tej opcji, trzeba publikować na platformie, która udostępniła mechanizmy oznaczania, albo działać na rynku objętym takimi wymogami.
Jeśli takich narzędzi lub wymogów nie ma, wciąż możesz natknąć się na materiał stylizowany na zwykłą opinię klienta, bez jasnej informacji, że ma sztuczne pochodzenie. Reszta użytkowników musi jeszcze poczekać.