Nowe trendy: twórz kreatywne wiadomości z Ultratext

Wydaje się, że rozpoczęła się era na jak najkrótsze wiadomości. W końcu nie ma sensu pisać długich elaboratów, kiedy można powiedzieć czasami wszystko w jednym słowie, obrazku, zdjęciu czy piosence. Ów trend zapoczątkowany przez Snapchata zrodził takie aplikacje jak Yo, La-La czy Emojli. Czasami jednak można wysłać prostą i krótką wiadomość, a przy okazji kreatywną i nieco szaloną.

Jeżeli szukasz nowego sposobu na ciekawe wiadomości, to mam dla ciebie Ultratext. W dzisiejszej obrazkowej kulturze trudno znaleźć kogoś, kto nie słyszał o gifach. Zapętlone scenki z seriali czy filmów, nierzadko okraszone tekstem, podbiły serca internautów. Czasem aż kusi, aby takiego gifa posłać jako wiadomość. I tutaj wkracza Ultratext, aplikacja na iOS-a, dzięki której stworzysz i wyślesz własnego gifa.

Ultratext to prosty edytor gifów. W specjalnej chmurce wpisujesz swoją wiadomość, którą aplikacja dzieli na kilka animowanych klatek. Możesz zmienić kolor tła oraz liter. Możesz dodać również zdjęcie z pamięci telefonu lub zrobić je samemu. Ultratext wspiera również funkcję zdjęć seryjnych, więc można zrobić kilkanaście fotek własnej twarzy z dziwnymi minami i zapętlić to w jeden gif.

Gdy już przygotujemy naszego gifa, nie pozostaje nic innego, jak go wysłać znajomym. Można to zrobić za pomocą wiadomości SMS. Ale Ultratext wspiera także WhatsAppa, Instagrama, Facebooka, Twittera i wiele innych serwisów. Gifa można także zapisać w pamięci telefonu lub wygenerować do niego link. Niestety, niektóre komunikatory nie wspierają gifów. W przypadku WhatsAppa Ultratext tworzy więc mini filmik, który wyświetla naszą wiadomość – wygląda to całkiem dobrze. Ważną zaletą aplikacji jest to, że stanowi ona generator gifów, a nie komunikator, więc nie musimy zakładać kolejnego konta i zdobywać kolejnych znajomych, by słać do nich wiadomości.

Jeżeli więc chcesz wysłać swoim znajomym gifa, piosenkę, zdjęcie czy proste „yo”, to nie zabraknie ci do tego aplikacji. Czy jednak jednozadaniowe aplikacje naprawdę się przyjmą? Z jednej strony rozwiązują w prosty i szybki sposób konkretny problem, co może być nęcące. Z drugiej strony mogą zaśmiecać ekran i łatwo się będzie pogubić w tych wszystkich programach robiących tylko jedną rzecz. Można to przyrównać do szwajcarskiego scyzoryka. Zamiast nosić ze sobą nóż, nożyczki, korkociąg, otwieracz, itp. masz po prostu jedno narzędzie i sam wybierasz, która funkcja w danym momencie jest ci najbardziej potrzebna.

Zobacz także:

Nowe trendy: La-La, czyli muzyczne wiadomości

Nowe trendy: procenty pod kontrolą z Percentage Calculator

Swarm i Foursquare: dwie strony tego samego medalu

Foursquare to popularna aplikacja, która służy do wyszukiwania ciekawych miejsc, w których można zjeść i się napić. Aplikacja ta zyskała rzeszę fanów, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, ale również w Polsce jest spore grono użytkowników z niej korzystających. W ostatnich miesiącach usługa ta przeszła dużą przemianę, dzieląc się właściwie na dwie osobne aplikacje: Swarm i Foursquare. Ten ostatni dostał właśnie aktualizację, która przypieczętowała przemianę wzbudzającą wśród użytkowników sporo kontrowersji.

Jeszcze kilka miesięcy temu Foursquare był aplikacją, w której można było wyszukać restauracje, a następnie się w nich zameldować (check-in). Moduł ten był połączony ze zdobywaniem punktów oraz specjalnych odznak. Aplikacja cieszyła się sporą popularnością i wciągu kilku lat zdobyła 55 milionów wpisów oraz prawie 5 miliardów zameldowań. Jednak jej twórcy postanowili pójść w nieco innym kierunku i „wypatroszyli” Foursquare z opcji meldowania. Tak narodził się Swarm.

Swarm skupia się na jednym celu – meldowaniu się w danych lokalizacjach. Aplikacja pozwala na pokazanie innym użytkownikom, w którym miejscu się znajdujemy. Umożliwia także prostą komunikację ze znajomymi w postaci wpisów pod danym check-inem. Nie ma jednak możliwość oceniania miejsc, zostawiania rozbudowanych wskazówek i tym podobnych funkcji. Swarm w swojej funkcjonalności został właściwie ograniczony tylko do jednej opcji.

Dopełnieniem tego obrazu stała się niedawna aktualizacja Foursquare, który przemienił się już w typowy przewodnik po knajpkach i restauracjach z możliwością komentowania, dodawania zdjęć, oceniania, itp. Jeżeli jednak chcemy się zameldować w danym miejscu, aplikacja odeśle nas do Swarm.

Skąd ten podział, który z jednej całkiem nieźle działającej aplikacji stworzył dwie?

Jej twórcy twierdzą, że wynika to z samej aktywności użytkowników, którzy z jednej strony szukają miejsca do zjedzenia posiłku, ale niekoniecznie sprawdzają, jacy znajomi akurat się znajdują w pobliżu. Za to kiedy chcą wybrać się na wspólnego drinka, wtedy używają funkcji check-in. Oczywiście w uproszczeniu.

Tłumaczenie dobre, jak każde inne. Nie ulega jednak większym wątpliwościom, że twórcy Foursquare chcą uczynić z niego lepszą wersję Yelp, głównego konkurenta na amerykańskim rynku. Yelp, który właściwie ma prawie te same funkcje, co stary Foursquare, przyciąga 138 milinów użytkowników miesięcznie. A to przecież tylko ułamek ludzi, którzy szukają w sieci miejsca, gdzie mogliby pójść coś zjeść. Jest więc o co walczyć, a nowa wersja Foursquare’a ma właśnie temu służyć.

I rzeczywiście Foursquare skupia się teraz przede wszystkim na poszukiwaniu. Na samym początku definiujemy nasze potrzeby i zwyczaje, dzięki czemu algorytm aplikacji ma jeszcze lepiej dobierać dla nas ofertę. Wykorzystuje do tego również nasze wcześniejsze meldunki oraz nowe check-iny ze Swarm. W ten sposób aplikacja wie, gdzie jemy, co lubimy, jakie mamy zwyczaje i oferuje te restauracje, które mogą nam przypaść do gustu. Usprawniono również funkcję oceniania, dodawania komentarzy oraz ręcznego wyszukiwania, dzięki czemu Foursquare stał się naprawdę użytecznym narzędziem dla wszystkich niezdecydowanych.

Czy wystarczy to do walki z Yelp oraz do przyciągnięcia nowych użytkowników? Trudno powiedzieć, jednak nowa wersja aplikacji sprawuje się całkiem dobrze. Tylko co właściwie z brzydszym bratem, czyli Swarm?

W tym momencie pozbawiony cech grywalizacji Swarm jest właściwie dość mało użytecznym tworem. Widać to szczególnie po naprawdę słabych notach w App Store, gdzie aplikacja ma niecałe 1,5 gwiazdki na 5. Choć twórcy Foursquare zapowiadają skupienie się na tej usłudze i wzbogacenie jej nowymi, społecznościowymi funkcjami, to trudno się oprzeć wrażeniu, że coś poszło nie tak.

Wprawdzie obecne trendy w tworzeniu aplikacji pokazują, że warto skupiać się nie na wielofunkcyjnych produktach, ale na aplikacjach, które rozwiązują jeden konkretny problem (jak chociażby robi to teraz Facebook czy Runtastic), to jest pewien zgrzyt.

Przyglądając się nowej wersji Foursquare, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w aplikacji tej jest jak najbardziej miejsce na funkcję check-in. Generowanie osobnej aplikacji tylko dla tej opcji jest całkowicie zbędne. Wystarczy chociażby spojrzeć na Yelp, który wciąż ma wbudowaną tę funkcję, a która nie przeszkadza zupełnie w niczym. Ten obecny dwugłos sprawia, że z jednej strony po znalezieniu nowej knajpki muszę iść do innej aplikacji, by się zameldować, a z drugiej nie mogę sprawdzić ocen danego miejsca, gdy korzystam tylko ze Swarm. Przez to trzeba skakać między dwoma aplikacjami. Ilu z użytkowników zrezygnuje z check-in, bo nie będzie im się chciało przechodzić do Swarm?

Nie wątpię, że za tym podziałem przemawiają pewne argumenty i model biznesowy, który jeszcze nie do końca został odkryty. Niemniej jednak w przypadku Foursquare podział na dwie aplikacje nie jest, w mojej opinii, ani konieczny, ani pożądany. Generuje tylko więcej problemów niż przynosi pożytku. Przynajmniej z punktu widzenia użytkownika.

Co sądzicie o podziale Foursquare i Swarm?

Zobacz także:

Nowe trendy: procenty pod kontrolą z Percentage Calculator

Kontrowersje wokół aplikacji e-food. O co w tym chodzi?


Nowe trendy: procenty pod kontrolą z Percentage Calculator

Jeżeli po przeczytaniu tytułu pomyślałeś o kolejnej aplikacji do sprawdzania zawartości alkoholu we krwi, to muszę cię rozczarować. Jednak nie oddalaj się jeszcze drogi czytelniku, bo ta aplikacja polskiego programisty Mateusza Muchy warta jest kilku sekund poświęconej jej uwagi, ponieważ nie jest to zwykły kalkulator, jakich tysiące znajdziesz w sklepach z aplikacjami.

Percentage Calculator to aplikacja dostępna zarówno na iOS-a jak i Androida, która została zauważona nie tylko w naszym pięknym kraju, ale również w zachodnich portalach dotyczących nowych technologii. Dlaczego? Gdyż łączy ona w sobie użyteczność i odpowiedź na rzeczywistą potrzebę użytkownika z naprawdę dobrze przygotowanym interfejsem. A więc ma te elementy, które cechują po prostu dobrą aplikację.

Jeżeli szukasz klasycznego kalkulatora numerycznego, to Percentage Calculator na pewno nim nie jest. Jest to właściwie aplikacja, która skupia się na formułach. Czyli podajemy konkretne dane, a aplikacja dokonuje obliczeń. Co można za jej pomocą policzyć, a właściwie przeliczyć?

Poczynając od zwykłego procenta, przez przeliczenie napiwku z podziałem na gości i określenie realnego rabatu w sklepie, po stosunek ceny do ilości czy zamianę ułamków na procenty. Percentage Calculator to jednak nie tylko liczenie procentów w sklepie i restauracji. To również możliwość przeliczenia marży i narzutu, VAT-u, podatku od sprzedaży, lokaty, inflacji, itp.

Oczywiście nie są to bardzo zaawansowane ekonomiczne i matematyczne równania. Jednak na szybko potrafią one sprawić niemały kłopot. Dlatego też aplikacja ma przede wszystkim być wygodna, a korzystanie z niej ma usprawnić codzienne obliczenia. Pomaga w tym interfejs i dobrze zaprojektowana nawigacja, która ułatwia wyszukiwanie konkretnych formuł. Dzięki temu błyskawicznie możemy zacząć przeliczać procenty.

Choć idea aplikacji do przeliczania procentów nie jest szczególnie nowa i zapewne znajdziemy w Google Play czy App Store mnóstwo tego typu aplikacji, to jednak nie można odmówić twórcy Percentage Calculator świetnej roboty. Prosty w obsłudze, użytecznyi szybki program z kategorii narzędzia też może okazać się sukcesem. Niekoniecznie trzeba robić kolejną aplikację do edycji fotek czy komunikator z samoniszczącymi się wiadomościami. Czasami warto sięgnąć po klasykę i zaproponować narzędzie, które rzeczywiście rozwiązuje pewien problem, a następnie je dobrze zaprezentować.

Percentage Calculator na dobre zawitał w moim telefonie, a i wam go gorąco polecam.

Zobacz także: