World of Tanks Blitz wydany na iOS!

World of Tanks Blitz to mobilna wersja bardzo popularnej gry MMO (Massively Multiplayer Online) World of Tanks. Została wydana na razie tylko na urządzenia działające z systemem iOS i można ją pobrać ze sklepu App Store za darmo.

World of Tanks w wersji na pecety jest niezwykle popularna grą. Jej twórcy chwalą się, że gra w nią ponad 80 milionów osób na całym świecie. Czy jej wersja na iOS też odniesie taki sukces? Być może. Oto, co znajdzie się w World Of Tanks Blitz:

  • ponad 90 modeli czołgów z Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego,
  • opcje rozwoju naszego pojazdu i dodawania nowych komponentów,
  • zarządzanie załogą czołgu,
  • 4 rożne klasy czołgów,
  • opcja rozegrania bitwy 7vs7 (siedmiu na siedmiu graczy),
  • 8 rożnego rodzaju scenerii bitewnych – m. in. pustynie i miasta,
  • czat wewnątrz gry,
  • rozbudowane tutoriale,
  • gra wydana jest tez w języku polskim.

Jeśli chcecie sprawdzić, jak gra sprawuje się na iPadzie lub iPhone’ie, zajrzyjcie tutaj.

Zobacz także:

Źródło: informacja prasowa

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze

Windows Phone Threshold – znamy kryptonim kolejnej wersji Windows Phone

Kolejna duża aktualizacja systemu Windows Phone nazywać się będzie Treshold, czyli “próg”. To kolejna już, po Cortanie, nazwa zaczerpnięta ze świata w grze Halo. Wcześniej nazwa Treshold pojawiała się w kontekście Windows 9.

Informację tą można było znaleźć na… profilu LinkedIn jednego z pracowników Microsoftu. Dosyć niefortunnie opisał on zakres swoich obowiązków, ujawniając tym samym, jaką nazwę kodową będzie nosić kolejna wersja Windows Phone.

Windows Phone Treshold

Nowa wersja Windows Phone ma przynieść dużo zmian, szczególnie jeśli chodzi o unifikację Windows Phone, Windows oraz Xbox. Jedną z oznak ma być wspólny sklep z aplikacjami na wszystkie platformy, co ma ułatwić użytkownikom wybór produktów Microsoftu. Takie połączenie ma sens, ale pod warunkiem, że użytkownicy będą korzystać jednocześnie ze smartfona, komputera i konsoli korporacji z Redmond. Treshold, czyli prawdopodobnie Windows Phone 9, może być wydany na wiosnę 2015 roku.

Tymczasem użytkownicy Windows Phone wciąż czekają na aktualizację do 8.1. Według oficjalnej strony Microsoftu nowa wersja miała być wydana w ubiegły wtorek. Niestety, do tej pory nie została ona udostępniona.

Zobacz także:

Źródło: WMPoweruser

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze

Złośliwe oprogramowanie na Androida prosi o uprawnienia – nie wpuszczaj go!

Za każdym razem, gdy instalujesz aplikację, musisz się zgodzić na nadanie jej odpowiednich uprawnień. Ale na co właściwie się zgadzasz? Czy stanowią one zagrożenie dla Twojej prywatności i bezpieczeństwa?

Aby wykorzystać kamerę, internet lub inne zasoby Twojego telefonu, aplikacje w systemie Android muszą prosić o akceptację uprawnień. Aplikacje zostaną zainstalowane tylko, jeżeli się na to zgodzisz, albo zostaną odrzucone – jest to system działający na zasadzie „wszystko, albo nic”. Problem pojawia się jednak, gdy uprawnienia są łączone: przejście przez wszystkie jest bardzo męczące, dlatego zwykle akceptujemy je, nawet nie patrząc.

Bezmyślne akceptowanie uprawnień może niestety nieść ze sobą nieprzyjemne konsekwencje, taki jak przysyłanie SMS-ów lub kradzież danych osobowych, jak ma to miejsce w przedstawionym wirusie. Sprawdzenie uprawnień zajmuje mniej niż minutę, a poświęcona teraz chwila może naprawdę oszczędzić sporo problemów w przyszłości – takich, jak na przykład konieczność zmiany wszystkich swoich haseł.

Poniżej przedstawiam listę uprawnień, o które pytają obecnie aplikacje, oraz wyjaśniam, jakie niebezpieczeństwa mogą się z nimi wiązać i w jaki sposób możesz zapobiegać kłopotom.

Zintegrowane zakupy: uważaj na oszustwa i wymuszenia

Nagłówek ten wydaje się chyba być jasny: Android umożliwia robienie zakupów bez konieczności przejścia przez Google Play. W grach takich, jak na przykład Candy Crush, możesz nabyć przedmioty, które pomagają Ci pokonać kolejne poziomy. Istnieją jednak aplikacje, które wykorzystują ten system aby wyłudzić pieniądze w oparciu o najróżniejsze obietnice.

Na przykład: wirus zwany Fakedefender prezentował użytkownikom fałszywego antywirusa, który alarmował o zagrożeniu, i obiecywał zlikwidować problem po dokonaniu zakupu wewnątrz aplikacji. Inny dość złośliwy przypadek to sytuacja, gdy pełny wygląd gry staje się widoczny dopiero po wykonaniu płatności in-app. Jeśli taką grą bawi się Twoje dziecko, ciężko jest mu odmówić i nie zapłacić.

Android Defender, fałszywy antywirus, który wymusza dokonanie zakupu

Aby uniknąć problemów związanych ze zintegrowanymi zakupami, włącz ochronę hasłem w Google Play. Unikaj również impulsywnych zakupów. A przede wszystkim, nie dawaj się oszukać fałszywym obietnicom.

Dane mobilne / WiFi: kradzież danych tylnym wejściem

Dzięki zarządzaniu połączeniem z Internetem dla aplikacji, obie te strefy są raczej niegroźne. Każda aplikacja która chce połączyć się z Internetem musi wyświetlić powiadomienie. Te uprawnienia mogą stanowić zagrożenie, jeżeli są połączone z innymi, ponieważ dają one zielone światło aplikacji do wysyłania Twoich danych na zewnątrz.

Szczególnie dostęp do listy kontaktów oraz danych mobilnych powinny martwić. Na przykład, po co aplikacji – kalendarzowi miałby być potrzebny dostęp do listy kontaktów? Być może w celach reklamowych, ale nie możesz być tego pewien. Jeśli masz wątpliwości, możesz zablokować połączenie firewallem (co również w niektórych grach pomaga wyłączyć reklamy).

Historia aplikacji i urządzeń: historia i zakładki

Ta grupa uprawnień pozwala na dostęp do danych telefonu, takich jak strony, które odwiedzasz, czy ulubione aplikacje, które najczęściej uruchamiasz. Wyszukiwarka, menedżer aplikacji czy sieć społecznościowa potrzebują dostępu do listy Twoich aplikacji i zakładek, aby wprowadzać modyfikacje, ale na przykład gra – już nie.

Dostęp przez przeglądarkę Chrome do Historii i Ulubionych jest czymś normalnym

Zagrożenia dla Twojej prywatności są oczywiste: tego rodzaju dane ucieszyłyby zarówno NSA jak i każdy inny podmiot zainteresowany Twoimi zwyczajami w sieci. Z drugiej jednak strony, jeżeli aplikacja nie przechowuje Twojej pamięci, nie ma sensu udzielać dostępu do listy uruchomionych aplikacji. Musisz więc po prostu zadać sobie pytanie, czy żądania jakie stawia aplikacja są sensowne.

Tożsamość i konta: Twoje konta dostępne dla każdej aplikacji

Uprawnienia tożsamości pozwalają aplikacji na dostęp do prywatnych danych, które znajdują się na Twoim telefonie. Oczywiście ma to sens w przypadku aplikacji sieci społecznościowych, takich jak Facebook czy Twitter, ale na pewno nie, gdy Twoje dane nie mają nic wspólnego z celem aplikacji. Wówczas wirus wykorzystujący te uprawnienie może – teoretycznie – usunąć wszystkie Twoje konta.

Kontakty/ Kalendarz: uważaj, z kim dzielisz się swoimi planami

Największe zagrożenie wiąże się z zezwoleniem na dostęp do książki adresowej i kalendarza. Złośliwa aplikacja może, na przykład usunąć numery telefonów i maile lub skasować wydarzenia w kalendarzu bez pozwolenia, a nawet zaprosić jakichś ludzi na dane wydarzenia – również bez Twojej zgody.

Na przykład wirus FireLeaker kradnie numery telefonów i maile oraz wysyła je wszystkie na serwer kontrolowany przez cyber-kryminalistów, którzy następnie sprzedają te dane firmom zajmującym się rozsyłaniem spamów w formie maili i SMS-ów.

Lokalizacja: potrzebujesz tej gry, aby wiedzieć, gdzie się obecnie znajdujesz?

Ten zestaw uprawnień daje dostęp do czujników lokalizacji, takich jak GPS. Są przydatne w przypadku map, przewodników i aplikacji, które dołączają lokację do Twoich zdjęć i publikacji. Jeśli jednak podejrzewasz, że te uprawnienia nie mają sensu dla danej aplikacji, należy być bardzo czujnym.

Pomijając już fakt drenowania baterii, zbieranie danych o lokalizacji mocno zagraża Twojej prywatności. Odkryty w 2012 roku malware zwany TigerBot, rozsyła lokalizację Twojego telefonu wraz z Twoimi prywatnymi danymi, takimi jak nagrania rozmów czy obrazy.

SMS: uważaj, wysyłanie krótkich wiadomości może być bardzo drogie

Jeśli widzisz prośbę o takie uprawnienia, odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego chciałbyś, aby aplikacja mogła otrzymywać, czytać czy wysyłać wiadomości tekstowe. Niektóre wymagają odebrania SMS-ów w celu potwierdzenia rejestracji, ale czasami będą podstępnie wysyłać drogie SMS-y.

W 2014 r Panda Labs odkryło, że aplikacja do układania diety, która była subskrybowana przez 300.000 użytkowników, oparta była na planie bardzo drogich płatności w formie SMS, będąc tym samym bardzo prostym i skutecznym oszustwem.

Telefon: kiedy aplikacja może do Ciebie dzwonić

Te uprawnienia są stworzone po to, aby umożliwić aplikacjom wykonywanie połączeń. Korzystają z nich komunikatory takie, jak LINE czy WhatsApp, a także automatyczne sekretarki oraz funkcja blokowania połączeń.

Jednak w przypadku aplikacji, gdzie użycie telefonu jest bezcelowe, te uprawnienia mogą wskazywać na ukryte opłaty za połączenia. Wirus MouaBad, odkryty w 2013 roku przez Lookout, umożliwiał hakerom wykonywanie bardzo drogich połączeń na koszt właściciela telefonu, który nie miał o niczym pojęcia.

MouaBad., złośliwe oprogramowanie, które może zdalnie wykonywać połączenia z Twojego telefonu na drogie numery

Zdjęcia, dane i pliki: a jeśli ktoś ma dostęp do Twoich prywatnych materiałów?

Jeśli aplikacja musi przechowywać pliki, musi prosić o uprawnienia, aby zmodyfikować lub usunąć zawartość. Bardzo trudno jest wówczas określić, czy te uprawnienia zostaną wykorzystane w złym celu, na przykład do kradzieży lub usunięcia danych.

Niektóre wirusy mogą przejąć kontrolę nad Twoim telefonem i rozesłać po sieci Twoje zdjęcia lub pliki. Aplikacja Pixer, którą można pobrać z Google Play, podstępem skłania użytkowników do zaakceptowania uprawnień, a następnie kradnie zdjęcia z telefonów i wysyła je na swoje serwery.

Kamera / Mikrofon: uprawnienia, które przypadłyby do gustu Agentowi 007

Kiedy zezwalasz aplikacji na dostęp do Twojej kamery lub mikrofonu, może ona swobodnie robić zdjęcia lub kręcić filmy, a także nagrywać dźwięk. Oczywiście ma to sens dla aplikacji takich, jak Instagram, Skype czy Facebook. W innych wypadkach, trzeba się mieć na baczności.

Aplikacja PlaceRaider może wykonywać losowe zdjęcia i całkowicie odtworzyć wygląd pomieszczenia, w którym się znajdujesz

Aplikacja PlaceRaider to przykład niebezpieczeństwa wynikającego z akceptowania uprawnień lekką ręką. Została stworzona przez zespół amerykańskich naukowców i może robić zdjęcia bez twojej wiedzy, aby odtworzyć wygląd pomieszczenia w którym się znajdujesz. Szpiegostwo, które samemu akceptujesz.

Numer ID urządzenia i dane o połączeniach: identyfikator twojego telefonu

To tajemnicze określenie oznacza udzielenie przez Androida zezwoleń na odczytywanie przez aplikacje takich danych, jak numer IMEI, który jest jak dowód osobisty twojego telefonu. Uzyskanie go jest całkiem proste.

Przykład danych, które mogą być pobrane za pomocą uprawnień ID urządzenia

Mając prawidłowy numer telefonu, ktoś mógłby “sklonować” Twój telefon i sprawić, że jego rachunki przychodziłyby do Ciebie. Twój telefon może również zostać zablokowany przez operatora, jeśli zostanie on poinformowany o tym, że został on skradziony. Wirus BadNews jest przykładem tego rodzaju złośliwego oprogramowania.

Inne: mieszanka największych zagrożeń

Oprócz typowych dla Androida uprawnień, aplikacja może również zapytać o bardziej oryginalne uprawnienia. To bardzo ważne, aby zawsze, gdy masz podaną listę – przeczytać ją dokładnie. Pomiędzy wieloma znanymi mogą się pojawić też dużo bardziej podejrzane, takie jak na przykład czytanie wiadomości na Twoich portalach społecznościowych, dawanie pełnego dostępu do sieci czy sprawowanie kontroli nad urządzeniem. Nie ma granic: wszystko to mogą skrywać uprawnienia, które potężnie nadwerężą bezpieczeństwo Twoich danych.

Złota rada: zdobywaj informacje i dokładnie sprawdź uprawnienia

Jeśli jesteś zdania, że dane uprawnienia po prostu nie mają sensu, zapytaj deweloperów: możesz wysłać im e-maila z Google Play lub zostawić komentarz. Recenzje innych użytkowników oraz rating aplikacji to następne informacje, które pomagają udzielić odpowiedzi na pytanie, czy aplikacja jest bezpieczna. Na pewno nie instaluj niczego podejrzanego bez uprzedniego zdobycia informacji.

A co w przypadku aplikacji, które już są zainstalowane? Istnieją narzędzia pozwalające zmieniać uprawnienia już zainstalowanych aplikacji. Dobrym przykładem jest tutaj F-Secure App Permissions, która skanuje wszystkie uprawnienia wykorzystywane przez Twoje aplikacje i raportuje te najbardziej podejrzane, aby móc zdecydować, co z nimi dalej robić.

F-Secure App Permissions przyznaje ocenę każdej aplikacji, która prosiła o uprawnienia

Po przeczytaniu tego artykułu można by dojść do wniosku, że uprawnienia to Twój wróg, ale wcale tak nie jest: są one podstawą prawidłowego funkcjonowania wielu świetnych aplikacji. Jednak sposób, w jaki Android zajmuje się uprawnieniami nie jest zbyt chwalebny, ponieważ często prowadzi do niebezpiecznych przeoczeń i bardzo łatwo pozwala dopuścić naprawdę niebezpieczne uprawnienia.

Źródło wykorzystanych grafik: Google Play, Tudocelular, MIT, CodePainters, TheDroidGuy

Zobacz także:

Zobaczcie pierwsze zrzuty ekranów z PES 2015

Wczoraj późnym wieczorem do sieci trafił długo oczekiwany trailer do PES 2015. Kilka godzin wcześniej w internecie znalazły się też zrzuty ekranowe prezentujące grafikę z najnowszej cześć Pro Evolution Soccer. Znajdziecie na nich nie tylko piłkarzy i widoki stadionów.

PES 2015Pro Evolution Soccer 2015ProEvolutionSoccer 2015Pro Evolution Soccer 2015

Na zrzutach ekranowych widzimy piłkarzy Juventusu Turyn oraz … kamerzystę. Może nie jest to tak ważny element gry, ale takie szczegóły też wpływają na to, jak odbieramy realizm gry.

PES 2015 będzie miał premierę na jesieni tego roku (prawdopodobnie 26 września), co zbiegnie się być może z premierą odwiecznego rywala – gry FIFA 15. Jak co roku czekać nas będą więc ciekawe porównania i burzliwe dyskusje na temat wyższości jednej gry nad drugą. Będzie gorąco!

Zobacz także:

Źródło: informacja prasowa

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze

Tinder – hit wśród aplikacji randkowych!

Tinder to ułatwiająca spotkania, darmowa aplikacja dostępna na Androida i iPhone’a. W tym artykule dowiesz się wszystkiego na temat jej fenomenu.

Zapomnij o tradycyjnych portalach randkowych. Z Tinder czeka Cię speed-dating!

Jak działa? Dzięki geolokalizacji aplikacja prezentuje profile użytkowników. Przeglądasz kilka zdjęć, na podstawie których decydujesz, czy dana osoba Cię interesuje, czy nie. Jeśli tak, muśnij ekran w prawo i rozpocznie się rozmowa (gdy dana osoba również wyraziła zainteresowanie).

Jak zarejestrować się w Tinder? Czy usługa ta pozwala na anonimowość?

Tinder automatycznie łączy się z twoim kontem na Facebooku dostępnym na smartfonie. Ale nie martw się, znajomi na Facebooku nie dowiedzą się, że korzystasz z tej aplikacji. Jedyne informacje, jakie trafiają do innych użytkowników Tinder, to liczba i imiona wspólnych przyjaciół na Facebooku oraz fakt, że masz podobne zainteresowania jak dana osoba.

TinderAby założyć konto w Tinder, zarejestruj się przez Facebooka

Oczywiście ludzie, którzy nie posiadają Facebooka, nie mogą założyć konta w Tinder. Ale jest na to sposób – w takiej sytuacji można zawsze założyć fikcyjne konto na Facebooku, aby móc po prostu korzystać z aplikacji. Geotagging umożliwia Ci poznawanie nowych ludzi, nawet jeśli nie masz znajomych na Facebooku. Poza tym, jeżeli naprawdę chcesz pozostać anonimowy/anonimowa, takie właśnie rozwiązanie polecam. Nikt nie może wejść na Twoją stronę na Facebooku, gdy nie masz tam znajomych. Jeśli będą na niej jedynie Twoje zdjęcia z Tinder, które są widoczne tylko dla Ciebie, to może być jedyny dowód, że korzystasz z tej randkowej aplikacji.

Zaimportuj zdjęcia i zedytuj profil

Kiedy już się zarejestrujesz, poświęć chwilę na modyfikację profilu. Aby to zrobić, przejdź do Ustawień. Zaznacz, czy jesteś kobietą czy mężczyzną (co jest ważne podczas wyszukiwania pasujących do Ciebie osób), preferowany wiek oraz orientację seksualną. Znajdziesz tu również pole, w którym możesz umieścić kilka zdań na swój temat. Ta krótka notka biograficzna nie powinna przekraczać więcej niż 500 znaków.

Opcje Tinder

Zedytuj opcje na swoim profilu i dodaj mini biografię

Chcesz zmienić swoje zdjęcie profilowe? Tinder automatycznie wyszukuje i ładuje zdjęcie z twojego profilu na Facebooku, ale możesz je zmienić za pomocą opcji Edytuj Profil, gdzie wybierzesz ulubione zdjęcie ze swojej galerii na Facebooku lub dodasz całkiem nowe.

TinderZmień swoje zdjęcie profilowe, korzystając z galerii zdjęć na Twoim Facebooku

Możesz również zaimportować zdjęcie profilowe do Tinder tak, aby nie pokazało się ono na Facebookowym profilu. W tym wypadku musisz importować je na profil, zaznaczając w opcjach, aby było ono widoczne tylko dla Ciebie. Następnie przejdź do Tinder i wybierz w ustawieniach właśnie to zdjęcie.

Jak rozpocząć z kimś czat?

Zanim przystąpisz do rozmowy z wybraną osobą, musi zostać wyrażone obustronne zainteresowanie. W Tinder kryje się to pod opcją zawartą w słowach I love.

Jeśli po obejrzeniu zdjęć danej osoby nie czujesz zainteresowania, przeciągnij zdjęcie na lewą stronę ekranu lub naciśnij czerwony krzyżyk, aby przejrzeć następny profil. Jeśli natomiast chcesz poznać daną osobę, przesuń palcem w prawo lub naciśnij zieloną ikonkę w kształcie serca.

Podczas przeglądania profili należy pamiętać, że po ich odrzuceniu szanse, że ponownie się pojawią, są bardzo niskie, a wręcz równe zeru. Dlatego najlepiej jest polubić więcej profili i następnie w trakcie rozmowy ostatecznie zdecydować, czy chcesz się z daną osobą spotkać.

Tinder

Przesuń palcem w lewo, jeśli chcesz zrezygnować z danego profilu, lub w prawo, jeśli ci się podoba

Jeśli ktoś polubił twój profil, otrzymasz notyfikację. Gdy ty również polubisz profil tej osoby, to możecie rozpocząć rozmowę w zakładce czatu znajdującej się w prawej części ekranu.

Chat Tinder MomentsJeśli podzielacie zainteresowanie, możesz rozpocząć konwersację

Możliwe jest również dzielenie się zdjęciami ze wszystkimi osobami, z którymi czatujesz. Funkcja ta, zainspirowana aplikacją Snapchat, nazywa się Tinder Moments i umożliwia wysłanie zdjęć ulegających samozniszczeniu w ciągu 24 godzin.

Tinder: czy wskrzesi speed-dating?

Ostateczną ocenę pozostawiamy użytkownikom. Zaletą aplikacji jest łatwy proces rejestracji – każdy może założyć sobie profil i w przeciwieństwie do wielu innych serwisów randkowych mężczyźni nie muszą uiszczać opłaty.

Oto kilka statystyk dotyczących Tinder. Jak dotąd aplikacja wygenerowała dwa miliardy wirtualnych spotkań – w języku Tinder zwanych matches. Aplikacja rejestruje dziennie około 850 milionów zarówno pozytywnych, jak i negatywnych odpowiedzi – czyli przesunięć sugerowanych profili w prawo bądź lewo. Takie statystki z pewnością przyprawią o zawrót głowy wiele innych start-upów…

Przemawia do Ciebie taka koncepcja? Pobierz Tinder na swojego iPhone’a lub Androida.

Slingshot trafił już do Europy!

Slingshot, czyli nowa aplikacja od Facebooka, zadebiutował wczoraj w polskiej wersji sklepów Google Play Store i App Store. Można ją pobrać i na własnej skórze przekonać się, jak działa facebookowa kopia Snapchata.

Zasada działania Slingshot jest bardzo prosta. Wystarczy zrobić zdjęcie i wysłać je do znajomego. Jednak żeby odbiorca mógł je zobaczyć, musi w zamian odwdzięczyć się tym samym, czyli wysłać nam swoje zdjęcie. Ten mechanizm wymusza interakcję i zaangażowanie użytkownika. Takie stare „coś za coś”. Oprócz zdjęć możemy nagrywać krótkie wideo, a same fotografie ozdobić prostymi rysunkami.

Co ciekawe, żeby korzystać ze Slingshot, wcale nie potrzebujemy konta na Facebooku. Jednak do jego założenia niezbędne jest podanie własnego numeru telefonu i otrzymanie kodu wysłanego nam przez wiadomość tekstową. Jeśli chcecie dodać więcej znajomych do aplikacji, możecie połączyć ją ze swoim kontem na Facebooku.

Sama aplikacja wygląda skromnie, ale jej interfejs jest prosty i przejrzysty.

Zobacz także:

Źródło: The Guardian

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze


PES 2015: zobacz pierwszy trailer!

W sieci pojawił się oficjalny trailer PES 2015. To pierwszy tak treściwy materiał dotyczący nowej odsłony Pro Evolution Soccer, jaki został pokazany przez twórców gry z Konami. 10 czerwca do sieci trafił krótki, bardzo enigmatyczny teaser trailer, który możecie zobaczyć tutaj. A poniżej znajdziecie wideo promujące PES 2015.

Premiera PES 2015 zapowiadana jest na wrzesień. W tym samym miesiącu do sklepów trafi odwieczny rywal Pro Evolution Soccer – FIFA 15. Polska premiera symulatora piłki nożnej od Electronic Arts planowana jest na 26 września. 3 dni wcześniej zawita do Stanów Zjednoczonych.

PES 2015 zostanie wydany na komputery z systemem Windows oraz konsole Playstation i Xbox.

Zobacz także:

Źródło: YouTube

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze

Imperium Google kontratakuje

Właśnie zakończyła się coroczna konferencja Google I/O dla deweloperów. Firma odpowiedzialna za najpopularniejszą wyszukiwarkę na świecie i tym razem nie zawiodła. Więcej! Wręcz zalała nas nowościami, które można podsumować jednym zdaniem: Google, wszędzie widzę Google. Jedno można powiedzieć na pewno, firma nie zamierza dać nam odetchnąć w tym roku.

Motywem przewodnim dzisiejszej konferencji był system mobilny Android odmieniany przez wszystkie przypadki oraz rodzaje. Google, z tak charakterystycznym dla siebie rozmachem, roztoczyło przed nami wizję krainy, w której Zielony Robot jest praktycznie wszędzie. Znajdziesz go w swoim telefonie, tablecie, zegarku, telewizorze i samochodzie. Ale po kolei.

Imperium kontratakuje

Google przedstawiło nowe odsłony swojej sztandarowej mobilnej platformy. Przede wszystkim nie omieszkało pokazać nowej wersji Androida L, który został niemal całkowicie przeprojektowany zgodnie z nowym standardem Material Design. Będzie więc bardziej płasko, kolorowo i z większą ilością animacji. Podobno nie ucierpi na tym wydajność procesora czy żywotność baterii. Nie wdając się w szczegóły – Android L zapowiada się naprawdę interesująco (zajrzyjcie do naszego newsa o najnowszej wersji systemu od Google).

Ale dla Google świat możliwości na Android L się nie kończy. Zatem przygotujcie się na prawdziwy wysyp Androidów. Zaczynając od Android Wear, przeznaczonego dla wearables (głównie inteligentnych zegarków), który będzie naszym nadgarstkowym centrum dowodzenia, przez Android Auto – systemu przeznaczonego dla samochodów (nawigacja, muzyka, rozmowy, itp), kończąc na naszym telewizorze z Android TV, dzięki któremu nie tylko będziemy oglądać filmy czy programy telewizyjne, ale również będziemy mogli grać w gry niemal jak na konsolach.

Wszystko to spojone jest kilkoma kluczowymi funkcjami. Przede wszystkim Google Now jako centrum informacji i powiadomień bazujące na naszej aktywności i lokalizacji. Po drugie – Voice Search, za pomocą którego będziemy mogli kontrolować liczne aspekty każdego ze wspomnianych Androidów. A wisienką na torcie jest oczywiście synchronizacja. Wszystko ma być ze sobą powiązane. Z poziomu Androida na telefon czy Android Wear będziemy mogli kontrolować, np. Android TV.

Google roztoczyło dziś przed nami wizję jednego, wielkiego i powiązanego ekosystemu aplikacji i platform mobilnych, którego spoiwem jest oczywiście samo Google. Android trafi więc wszędzie, gdzie tylko może, a to przecież tylko początek. Pamiętajmy, że Google ma jeszcze w zanadrzu Chrome OS, na którym eksperymentuje z przenoszeniem androidowych aplikacji. O tym, że z poziomu wyników wyszukiwania będzie można przechodzić bezpośrednio do aplikacji, która ów wynik zapewnia, nawet nie wspomnę.

Po Androidzie dla każdego

Ta oczywista i wszechstronna ofensywa Google może być rozpatrywana pod różnymi kątami. Przede wszystkim ma być to wygoda dla użytkownika. Dzięki wszechstronnej synchronizacji użytkownik będzie mógł korzystać z różnych urządzeń za pośrednictwem zasadniczo jednej platformy. Trasę, którą wyznaczymy w Android Auto, znajdziemy również w zwykłym Androidzie. Z kolei Android Wear poinformuje nas o przychodzącym połączeniu telefonicznym.

Wszechobecność Google może jednak nie każdemu przypaść do gustu. Już teraz firma wie, czego szukamy w sieci, jakie dokumenty tworzymy, w jakie gry gramy. Zaraz będzie wiedziała również, co oglądamy i gdzie jedziemy. Z jednej strony usprawnia to działanie Androida i czyni go wygodniejszym w użyciu. Z drugiej dzielimy się z Google ogromną ilością danych. Być może dla niektórych zbyt ogromną.

Dla samego Google wieloplatformowość to również okazja do tego, co firma robi najlepiej –do sprzedawania reklamy. Czy Google będzie wykorzystywać na przykład Android TV do tego celu, przyjdzie nam się jeszcze przekonać. Ale możliwość taka jak najbardziej istnieje.

Raj czy Gwiazda Śmierci

Dziś Google pokazało, że myśli oraz działa kompleksowo i chce być wszędzie. Co najważniejsze – tak będzie. Dla fanów firmy i jej produktów to był na pewno ciekawy dzień. Nowe rozwiązania zapowiadają się niezwykle interesująco i tworzą, przynajmniej na slajdach, jedną całość. Dla oponentów Google to dzień, w którym będzie można przytoczyć dawne hasło firmy – Don’t be evil” – i dodać przy nim znak zapytania. Jedno jest pewne – dzisiejsza konferencja to kolejny duży krok w rozwoju Google, które powoli przenosi się z przeglądarek na nasze urządzenia mobilne. Ponownie firma pokazała, że ma pomysł na siebie i na usługi dla swoich klientów. Na realizację tej wizji musimy jednak jeszcze chwilę poczekać.

Zobacz także:

Google I/O 2014 – co wiemy o Google Fit?

Podczas dzisiejszej konferencji dla deweloperów – Google I/O – zaprezentowano Google Fit. To nowa platforma, która zbiera i łączy w sobie informacje na temat kondycji i zdrowia użytkownika. Dane może zbierać zarówno z zewnętrznych urządzeń, takich jak smartwatch, jak i aplikacji w stylu RunKeeper czy Runtastic.

Google Fit będzie gromadził dane o np. wadze, tętnie i naszych nawykach sportowych. Dzięki udostępnieniu API dla deweloperów, dane będzie zbierać głównie z zewnętrznych aplikacji. To samo dotyczy tzw. wearables, czyli urządzeń przenośnych – zegarków, pulsometrów czy opasek na rękę.

Wszystkie dane z nich pochodzące będą przekazywane do Google Fit. Dzięki nowej platformie z łatwością zobaczymy różnego rodzaju statystyki, porównamy dane i dowiemy się, ile kalorii spaliliśmy w danym tygodniu.

Google wyda SDK dla Google Fit w przeciągu kilku tygodni.

Zobacz także:

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze


Google I/O 2014: Android w samochodzie i telewizorze

Oprócz nowej wersji systemu operacyjnego Android oraz prezentacji możliwości Android Wear, podczas Google I/O zaprezentowano też kilka innych, równie ciekawych produktów. Wśród nich należy wymienić Android Auto oraz Android TV.

Android Auto to produkt, o którym już Wam pisaliśmy. To w praktyce komputer pokładowy obsługiwany przez Androida. Pozwala na obsługę kilku aplikacji za pomocą głosu. Dzięki Android Auto można więc uruchamiać i wydawać polecenia nawigacji samochodowej, odbierać połączenia telefoniczne czy dyktować SMS-y. Oczywiście, dzięki Android Auto dostaniemy też możliwość sterowania odtwarzaczami muzyki w stylu Spotify. Wśród firm, które współpracują z Google, są m. in. Audi, Bentley, Mitsubishi czy Nissan.

Android TV to w zasadzie połączenie Androida z telewizorem. Dzięki usłudze będzie można wyświetlać filmy, muzykę oraz gry ze sklepu Google Play Store. Oczywiście, Android TV może być obsługiwane także przy pomocy Android Wear.

To interesujące produkty, ale niestety nie pojawią się w Polsce zbyt prędko. Skierowane są na rynek w Stanach Zjednoczonych, a w późniejszej kolejności na kraje Europy Zachodniej. Na pewno jednak warto śledzić ich rozwój – być może Google jeszcze nas zaskoczy.

Zobacz także:

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze