Czy antywirus może być niebezpieczny? Specjaliści twierdzą, że tak!

Program antywirusowy to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie trzeba zainstalować na swoim komputerze, prawda? Ma nas on chronić przed wirusami i odwiedzaniem niebezpiecznych stron w internecie. Co jednak gdy sam „antywirus” jest podatny na ataki i nie bardziej bezpieczny niż Flash, Java czy Internet Explorer? Okazuje się, że to całkiem prawdopodobny scenariusz.

Joxean Koret, autor badania oprogramowania antywirusowego pod kątem ich odporności na szkodliwe oprogramowania, twierdzi, że wiele obecnych na rynku aplikacji może narazić użytkowników na różnego rodzaju ataki. Wśród nich wymienia Avast, Bitdefender, Avira, AVG, Comodo, ClamAV, DrWeb, ESET, F-Prot, F-Secure, Panda oraz eScan. Jakim cudem programy do ochrony przed wirusami mogą same sprowadzać zagrożenie na użytkowników?

W rzeczywistości każdy nowo zainstalowany program w systemie zwiększa prawdopodobieństwo zainfekowania wirusem lub trojanem. To po prostu kolejne „drzwi”, którymi do systemu wkraść się mogą internetowe zagrożenia. Są też narażone na tzw. zero day attack, czyli wykorzystanie przez hackerów czasu pomiędzy wydaniem programu, a publikacją pierwszej aktualizacji, która usuwa luki w zabezpieczeniach aplikacji. Często cyberprzestępcy wiedzą o taki błędach, zanim sami twórcy danego programu zdadzą sobie sprawę o ich istnieniu.

Zazwyczaj programy antywirusowe instalowane w systemie uzyskują dostęp do uprawnień administratora, mają więc ogromną wolność, jeśli chodzi o manipulowanie i zmianę jego ustawień. Jeśli przestępcom udałoby się zhakować antywirusa, liczba ofiar ataku i spustoszenie w systemach byłoby naprawdę ogromne.

Kolejnym niepewnym punktem w bezpieczeństwie tego typu programów jest fakt, że korzystają one z nieszyfrowanych połączeń za pomocą protokołu HTTP podczas wymiany informacji z serwerem czy aktualizacji programu. Większość z wymienionych na początku narzędzi do walki z wirusami obsługuje też naprawdę ogromną liczbę typów plików, a to także nie wpływa na ograniczenie zagrożeń.

Joxean Koret sprawdził kilkanaście popularnych programów antywirusowych i w 17 z nich odnalazł błędy, które mogą być potencjalnie niebezpieczne dla użytkowników. Do czasu opublikowania wspomnianego raportu, tylko w Avast oraz ESET je wyeliminowano…

Jakie wnioski może z tego wynieść przeciętny użytkownik Windowsa? Po pierwsze i najważniejsze – bez paniki. Antywirusy są wciąż ważnym elementem ochrony przed zagrożeniami i tylko naprawdę wysoko wykwalifikowany hacker mógłby wykorzystać istniejące luki. Po drugie, każdy zainstalowany w systemie program, jeśli nie jest wystarczająco zabezpieczony, może być furtką do ataków. Po trzecie, nie ufajcie ślepo antywirusom, one też zawierają błędy. Po czwarte i najważniejsze, zawsze korzystajcie ze zdrowego rozsądku i najbardziej aktualnej wersji oprogramowania!

Źródła: Tom’s Guide, Syscan36 (pełny raport w pliku PDF)

Zobacz także:

Najlepsze programy antywirusowe 2014 – wielki test Softonic

„Staram się dbać o swoją prywatność” – porady dotyczące bezpieczeństwa od Mikko Hyponena, ekspera od antywirusów

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze



“Staram się dbać o swoją prywatność” – porady dotyczące bezpieczeństwa od Mikko Hyponena, ekspera od antywirusów

Mikko Hyponnen to Chief Research Officer i specjalista od wirusów w firmie antywirusowej F-Secure z Finlandii. Hypponen to jeden z wiodących ekspertów w dziedzinie internetowego bezpieczeństwa, a także mówca sławnych konferencji TED. Udało nam się z nim spotkać podczas Next14-Conference w Berlinie i porozmawiać o prywatności i bezpieczeństwie sieci po aferze z NSA oraz zbieraniu danych przez Google.

Softonic: Na początek proste pytanie – korzysta Pan z usług Google?

Tak korzystam, zapewne tak samo jak Wy. Bardzo ciężko jest ich uniknąć. Chciałbym tego nie robić, ale jak do diabła uniknąć Google? Nawet jeśli znajdziemy alternatywy dla map i Gmaila, to jak zastąpimy wyszukiwarkę? Nie możemy uniknąć też YouTube, ponieważ wszystkie filmiki i tak tam trafiają. Nawet jeśli samemu uda nam się ominąć Google, to i tak jesteśmy skazani na Google Analytics i Google AdBanner, które śledzą nas w internecie.

Zróbmy drobne obliczenia: ile Google zarobiło w zeszłym roku? W 2013 roku było to 17 miliardów dolarów przy miliardzie użytkowników. A to oznacza, że na każdym, kto korzystał z usług Google, firma zarobiła 17 dolarów. Ja, czy Wy, nic nie zapłaciliśmy, ale i tak każdy z nas dał im 17 dolarów zysku. Chociaż ja wolałbym im zapłacić, niestety nie ma takiej możliwości. Dla Google bardziej wartościowe są nasze dane, niż nasze pieniądze.

Tak przy okazji, to wcale nie było takie proste pytanie.

Mówisz, że Google, Yahoo i podobne serwisy wiedzą o nas więcej niż nasze rodziny. Czy jako użytkownicy możemy coś z tym zrobić?

Możemy usunąć pliki Cookie z Google. Możemy korzystać z tych serwisów bez logowania się. Jest wiele sposobów w jaki łączą oni nas z konkretnym komputerem, tabletem i smartfonem i zbierają dane. Tak naprawdę nie ma dobrego rozwiązania, aby tego uniknąć.

A co z serwisami społecznościowymi? Korzystasz aktywnie jedynie z Twittera. Dlaczego właśnie z niego?

Twitter jest całkowicie otwarty, nie ma tam nic prywatnego, nic do ukrycia. Nie jestem przeciwnikiem social mediów. Ludzie pytają mnie dlaczego nie jestem obecny na Linkedin oraz Facebooku. Odpowiedź jest prosta – staram się dbać o własną prywatność. Jeśli korzystasz normalnie z Facebooka nie ma sposobu na ukrycie swojego życia.

Najlepszą drogą do prywatności jest żyć z dala od Facebooka, ale ma to swoje wady. Nie śledząc Facebooka nie wiem, kto z moich znajomych się pobrał, rozwiódł, czy ma dzieci, gdzie jest impreza. Jestem ostatnią osobą, która o tym się dowiaduje. Wszyscy inni wiedzą, a ja nie, ponieważ nie ma mnie na Facebooku.

NSA oraz Bug Heartbleed  to kolejne złe wiadomości. Użytkownicy internetu są przestraszeni, nie mają pojęcia, co naprawdę dzieje się w sieci. Jak zwykły użytkownik może chronić siebie, korzystając z internetu?

Najprostszą rzeczą jest zachowanie tzw. password culture, czyli przestrzegania stosowania bezpiecznych haseł. Złe hasła zachęcają internetowych przestępców i są źródłem problemów. Należy używać menadżerów haseł, dbać o swoje kopie zapasowe. Na wypadki narażony jest każdy.

Do przeglądania internetu zalecam każdemu korzystanie z sieci TOR. Nie tylko wtedy gdy chcemy coś ukryć, ale cały czas. Ponadto zalecam używanie VPN. TOR ukryje to, kim jesteśmy, a VPN zaszyfruje nasze dane. Co ważne: szyfrowanie działa. I to jest cytat Edwarda Snowdena. Szyfrujcie swoje wiadomości e-mail oraz dane przechowywane w chmurze. Szyfrowanie działa.

Mikko Hypponen

Ty i Twoja firma walczycie z twórcami wirusów, a te wydają się coraz potężniejsze. Czy ta wojna nie jest już stracona?

Nie uważam, aby była stracona. Wcale nie jest łatwo być przestępcą w internecie. Wiele osób staje się e-kryminalistami ponieważ to najlepsza z najgorszych opcji. To ludzie, którzy mają umiejętności, ale nie mają takich szans, jak my. Wiele internetowych przestępstw pochodzi z ubogich krajów.

Nadal jednak nie jest łatwo być przestępcą w sieci. Trzeba pozostać incognito, a to jest niezwykle trudne. Jeden popełniony błąd i zostaną złapani. Ta wojna nie jest przegrana. Trudno ukazać widoczne zmiany, ale jesteśmy bliżej łapania cyberprzestępców niż kiedykolwiek wcześniej. My na pewno się nie poddamy.

Szkodliwe oprogramowanie coraz częściej pojawia się na telefonach z Androidem. Jakie mamy możliwości, aby chronić swoje urządzenia z systemem Android?

Użytkownicy Androida nie padają bezpośrednio ofiarami ataków malware, chyba że zainstalują je na swoim urządzeniu sami.

Istnieje ryzyko, że na naszym telefonie, przy użyciu Google Play lub innego sklepu z aplikacjami, zainstalujemy Angry Birds, Boom Beach lub cokolwiek innego, co będzie wyglądało jak prawdziwa gra, a w rzeczywistości będzie szkodliwym oprogramowaniem. Nigdy nie mamy pewności, czy taka aplikacja nie będzie wykonywała kosztownych połączeń. To jest problem Androida. Trzeba być uważnym, co instalujemy.

Edward Snowden  uważa, że największym problemem może być to, że po wycieku NSA nic się nie zmieni. Czy zauważył Pan jakieś zmiany w ostatnich miesiącach?

Tak, widzę zmiany i mam taką nadzieję. To nie są drastyczne zmiany, ale widać, że coś się dzieje. Coraz więcej osób myśli o tym problemie i zaczyna zadawać pytania. Początkowo ludzie wydawali się być bezsilni, nie wiedzieli co mogą zrobić.

Kiedy o tym mówię staram się zwrócić uwagę, że można z tym coś zrobić. Nie należy się zamartwiać, tylko zacząć coś zmieniać. Możesz być wściekły na to co się dzieje, ale możesz działać. Jestem pełen nadziei.

Dziękujemy bardzo za rozmowę.

Zdjęcie: Mikko Hyponnen

Zobacz także:

Facebook zapewni użytkownikom większe bezpieczeństwo?

Facebook chce zapewnić swoim użytkownikom większą ochronę przed szkodliwymi programami. Na tym popularnym portalu społecznościowym, wkrótce ma się pojawić nowa usługa. Jeśli wykryje ona jakieś niebezpieczeństwa na naszym komputerze, zaproponuje … instalację programów antywirusowych F-Secure oraz Trend Micro.

Facebook przy pomocy istniejących już na portalu mechanizmów może wykryć podejrzane zachowanie. Podczas naszego logowania się portal sprawdzi stan naszego komputera i poinformują o ewentualnym zagrożeniu. Co więcej, Facebook zaproponuje pobranie dwóch różnych, ale uzupełniających się produktów. Będą to skanery antywirusowe F-Secure oraz Trend Micro HouseCall.

Oczywiście, jeśli nie chcemy nie musimy niczego instalować. Ryzykujemy wtedy, że na naszym komputerze pozostawimy wirusa, ale możemy też pobrać inne oprogramowanie antywirusowe. Jeśli macie na swoim systemie jakiś program antywirusowy też możecie z niego skorzystać.

Cała ta sytuacja przypomina mi bardziej akcję marketingową, niż ruch który wynika z faktycznej dbałości o bezpieczeństwo użytkownika. Niemniej jednak, ostrożności nigdy za wiele i taka dodatkowa ochrona nie powinna nam specjalnie przeszkadzać.

Zobacz także:

Źródło: Facebook

Obserwuj @PawelKanski na Twitterze

Bezpieczeństwo i ochrona prywatności w 2013 roku – podsumowanie

Bezpieczeństwo i ochrona prywatności były gorącym tematem w 2013 roku. Byliśmy świadkami skandali, wielkich włamań i luk w systemach operacyjnych.  Pojawiły się też nowości jeśli chodzi o oprogramowanie chroniące nas przed tymi zagrożeniami.

MEGA

Na początku stycznia 2013 Kim Dotcom uruchomił swoją usługę hostingu plików w chmurze o nazwie MEGA. Miała to być rewolucja w ochronie prywatności. Szybko jednak pojawiły się informacje o problemach z  hasłami. To rozpoczęło gorącą dyskusję o bezpieczeństwie serwisu Kim Dotcoma. Finalnie proszono użytkowników o mocne hasła w celu lepszej ochrony.

Dwu stopniowa weryfikacja

W roku 2013 byliśmy świadkami przejścia od standardowego hasła do weryfikacji dwu etapowej. Takie firmy jak Facebook, Twitter, Dropbox, Google, czy Microsoft włączyły taki system. Użytkownicy muszą poza logowanie dokonać dodatkowego potwierdzenia swojej tożsamości. Dzięki temu hakerzy mają utrudnione zadanie, choć metoda ta nie działa bezbłędnie. Twórcy F-Secure poinformowali, że stosunkowo łatwo jest włamać się do Twittera mimo dwu stopniowej weryfikacji.

iOS

Także mobilny system Apple borykał się z problemami. Aktualizacja 6.1.2 wydana została po to aby poprawić wydajność baterii, ale wniosła możliwość obejścia blokady ekranu. Także wprowadzony później iOS 7 nie był pozbawiony luk. Programistom udało się zyskać dostęp do zdjęć, poczty i Twittera z poziomu zablokowanego urządzenia. Później odkryto także możliwość łatwego wykorzystania karty kredytowej. Oczywiście aby było to możliwe, ktoś musi dostać w ręce nasz telefon.

Adobe

Spore trudności miało Adobe. W październiku firma poinformowała, że zostały zhakowane konta 2,9 miliona użytkowników. Adobe ogłosiło, że zrobili wszystko by zabezpieczyć konta, a szczegółowe dane o kartach i innych metodach płatności są zaszyfrowane.

Szybko okazało się, że zaatakowanych kont było więcej, dotyczyło to aż 38 milionów użytkowników. Prawda wyszła na jaw gdy AnonNews.org dotarł do oryginalnego pliku z danymi.  Grupa Anonymous poinformowała, że sprawa dotyczyła ponad 150 wykradzionych haseł. Adobe aby ocieplić swój wizerunek postanowił obniżyć ceny programów Lightroom 5 i Photoshop.

NSA i PRISM

Nie można zapominać oczywiście o skandalu jaki wybuch w związku z PRISM i rewelacjami ujawnionymi przez Edwarda Snowdena.

W ciągu jednego dnia wielu z nas musiało zweryfikować swoje zdanie na temat prywatności w sieci. Internet nie jest już miejscem gdzie możemy beztrosko zostawiać nasze dane. W czerwcu 2013 wyszło na jaw, że rząd Stanów Zjednoczonych ma dostęp do naszych danych z Facebooka, Google, Microsoftu, Apple i wielu innych firm. Snowden wyjawił, że nie tylko terroryści są monitorowani, ale też zwykli obywatele. NSA ma dostęp do wielu internetowych baz danych. Dowiedzieliśmy się, że szpiegowani jesteśmy nie tylko w usługach Google, czy Microsoft ale też w wirtualnych grach takich jak World of Warcraft, czy Second Life.

Spółki internetowe postanowiły wspólnie podjąć pracę nad nowym prawem. Żądając od Stanów Zjednoczonych większej transparentności. Same przyznały się do błędów i poinformowały ile informacji wyjawiły NSA. Rodzi się jednak pytanie, czy nie za późno na prywatność w sieci?

Rok 2013 był bardzo burzliwy dla bezpieczeństwa w sieci. Byliśmy świadkami ataków na takie firmy Jak Microsoft, Adobe, czy Twitter. Użytkownicy mogli poczuć się zagrożeni, a rewelacje Snowdena wywołały kolejną falę niepewności. Rozpoczęła się popularyzacja rozwiązań dających większą anonimowość w sieci. DuckDucGo czyli anonimowa wyszukiwarka oraz Dark Mail oferujący szyfrowane e-maile stały się niezwykle ważne.

Zobaczymy co przyniesie rok 2014 w kwestii ochrony prywatności i bezpieczeństwa. Śledźcie Softonic, aby być zawsze na bieżąco.

Autorem artykułu jest Sophie Notten