Firefox 29 w wersji beta przynosi nowy wygląd – interfejs Australis

Dosłownie kilka dni po wydaniu stabilnej wersji Firefox 28, Mozilla udostępniła dziś wersję beta popularnej przeglądarki. Najważniejszą zmianą jest zastosowanie w niej zupełnie nowego wyglądu – interfejsu Australis.

Firefox 29 beta Australis

Firefox 29 beta wprowadza też nowy Firfox Sync, z możliwością tworzenia specjalnych kont. Usługa ta podobna jest do kont Google – dzięki niej możliwe będzie synchronizowanie swoich danych za pomocą jednego konta na wszystkich urządzeniach na których mamy przeglądarkę. Dodatkowo, Mozilla zwiększyła bezpieczeństwo synchronizacji dodając szyfrowanie danych. Dzięki temu nasze informacje dotyczące konta Firefox będą lepiej chronione.

Pojawiły się też narzędzia, które pomogą lepiej dostosować wygląd przeglądarki. Teraz za pomocą metody przeciągnij i upuść, będzie można łatwo przemieszczać narzędzia i dodatki. Cały nowy interfejs to naprawdę duża zmiana, która sprawia, że Firefox przypomina nieco bardziej Chrome.

Większość zastosowanych w becie zmian pojawi się w stabilnej wersji Firefox 29.

Beta wersję przeglądarki będzie można pobrać z naszych stron:

Zobacz także:

Źródło: Firefox

Wtyczki spoza Google Chrome Web Store będą blokowane dopiero po 1 maja

Pamiętacie newsa sprzed dwóch tygodni w którym informowaliśmy, że Google będzie blokował wtyczki dla Google Chrome spoza sklepu Google? Miało to nastąpić w raz z najnowszą, stabilną wersją przeglądarki Chrome 33. Jednak sprawa jest nieco bardziej skomplikowana i Google zdecydował się zmienić termin na 1 maja.

Dlaczego? Chodzi o to, że deweloperzy nie nadążają z przerabianiem swoich wtyczek według standardów wyznaczanych przez Google. To opóźnia wprowadzenie zmian, a Google nie może sobie pozwolić na to, by użytkownicy przeglądarki zostali bez swoich ulubionych dodatków. Stąd decyzja o przedłużeniu czasu, który mają deweloperzy na dostosowanie swoich aplikacji do sklepu Chrome Web Store.

A co stanie się z wtyczkami, które macie zainstalowane w przeglądarce, a nie pochodzą z Chrome Web Store? Zostaną automatycznie zablokowane. Będzie można je uruchomić jednak z powrotem, ale poprzez tryb programisty i użytkownicy będą musieli to robić na własną odpowiedzialność.

Powiązane programy:

Zobacz także:

Źródło

Minuta Softonic: Windows, Twitter, Chrome 33 i Symulator Kozy

Jak co tydzień obejrzyjcie nasz skrót wiadomości z zeszłego tygodnia w formie wideo. Szczególnie polecamy wszystkim, którzy nie słyszeli jeszcze o zmianach na twitterze ani o symulatorze kozy.

<!–
By use of this code snippet, I agree to the Brightcove Publisher T and C
found at https://accounts.brightcove.com/en/terms-and-conditions/.
–>

<!–
This script tag will cause the Brightcove Players defined above it to be created as soon
as the line is read by the browser. If you wish to have the player instantiated only after
the rest of the HTML is processed and the page load is complete, remove the line.
–>
brightcove.createExperiences();

Twitter

Twitter – radykalne zmiany. Twitter eksperymentuje z wyglądem swojego interfejsu, całkowicie przekształcając układ osi czasu. Wiele elementów wydaje się być zaczerpniętych z Facebooka, co ma zapewne przyciągnąć nowych użytkowników.

Android

Windows – kompatybilny z Androidem? Według niepotwierdzonych plotek, Microsoft planuje zintegrować aplikacje z telefonów Android z systemami Windows i Windows Phone. To dość skomplikowany proces, więc musielibyśmy na pewno sporo poczekać, ale na pewno zwiększyłoby to popularność systemów Microsoftu.

Chrome

Chrome 33 – bardziej surowy. Najnowsza wersja przeglądarki Chrome o numerze 33 będzie blokować wszystkie dodatki i aplikacje spoza oficjalnego sklepu Chrome Web Store. Po ostatnich problemach z bezpieczeństwem, twórcy przeglądarki postanowili ograniczyć wolność na rzecz stabilności.

Symulator kozy

Symulator kozy – kompletne szaleństwo? Filmik przedstawiający zmyślony symulator kozy wydawał się być doskonałym żartem. Tymczasem taka gra naprawdę ukaże się na PC. Gra jest całkiem zwariowana i polega na skakaniu kozą po mieście, do czego trzeba mieć sporo zręczności, a przede wszystkim dużo poczucia humoru.

Obejrzyj więcej odcinków Minuty Softonic jeśli interesują Cię wiadomości z poprzednich tygodni.

Zaglądaj też regularnie do naszej sekcji News by być na bieżąco z najnowszymi nowinkami.

Drukowanie z Androida: czy PC są jeszcze potrzebne?

Drukowanie z telefonów komórkowych i tabletów stało się możliwe dzięki Androidowi 4.4 (KitKat). Dlaczego właśnie teraz? Przeanalizujmy przyczynę tego posunięcia. Android 4.4 wprowadził możliwość drukowania z telefonów i tabletów. Dzięki Google Cloud Print użytkownicy mogą drukować dokumenty otwarte w aplikacjach takich, jak Quickoffice czy Dysk Google. Istnieje wiele przypadków, w których drukowanie z telefonu lub tabletu ma sens. Należą do nich drukowanie:

  • dokumentów dla współpracownika, gdy nie ma nas w biurze
  • wiadomości SMS, e-maili lub artykułów z łóżka lub sofy
  • zdjęć z wakacji na drukarce rodziców

Jednak jest też prawdą, że w dzisiejszych czasach drukowanie staje się coraz mniej powszechne. Według ostatnich danych, sprzedaż drukarek spada z roku na rok, co zbiega się ze wzrostem popularności dokumentów elektronicznych i tendencjami pro-ekologicznymi. Innymi słowy, świat drukowania w domu przechodzi głęboki kryzys.

Dlaczego więc firma Google zdecydowała się dodać możliwość drukowanie do Androida właśnie teraz? Aby to zrozumieć, musimy spojrzeć na tę sprawę z szerszej perspektywy.

Drukowanie z Androida pomoże Chrome OS

Chrome OS

Scenariusz B – niezależne drukarki w chmurze – to rozwiązanie, do którego dąży Google

Sprzedaż Chromebooków, czyli laptopów z systemem operacyjnym Chrome OS, zaczyna dynamicznie rosnąć w Stanach Zjednoczonych i innych krajach. Nie możemy jednak zapominać, że urządzenia te mają istotne ograniczenia, które nie pozwoliły im na osiągnięcie dużego udziału w rynku. Jednym z nich jest drukowanie. Chrome OS nie umożliwia drukowania z drukarki podłączonej do komputera kablem USB, jak to jest w przypadku Windows i Linux. Obsługuje on jedynie drukarki podłączone do Internetu. Rozwiązanie to ma ogromną zaletę. Pozwala ono drukować nie martwiąc się instalowaniem i aktualizowaniem sterowników drukarki. Co więcej, dzięki niemu firma Google mogła uniknąć skomplikowanego i kosztownego problemu negocjowania z kilkudziesięcioma producentami sprzętu.

Google Cloud Print

Cloud Print jest jedynym sposobem drukowania dokumentów na urządzeniach z Chrome OS (źródło)

Dodanie możliwości drukowania do Androida jest dowodem konwergencji tego systemu i Chrome OS. Silna pozycja Androida na rynku pomoże Google spopularyzować drukarki podłączone do sieci, na czym niewątpliwie skorzysta Chrome OS.

Drukowanie 2.0: PC staje się zbędnym pośrednikiem

Google Cloud PrintNa razie pecety są niezbędnym pośrednikiem między zwyczajnymi drukarkami a Internetem. Wraz ze wzrostem popularności drukarek internetowych, pępowina ta zostanie przecięta, a wielu użytkowników zacznie postrzegać komputery PC jako zbędne. Na to przynajmniej liczy Google. Dodając możliwość drukowania z Androida, firma ta stawia podwaliny dla rewolucji w świecie drukowania. Już wkrótce możemy znaleźć się w rzeczywistości, w której komputery z Windows, Mac lub Linux wraz z koszmarem instalowania sterowników będą uważane za relikt przeszłości. Odchodząc od tego modelu, robimy miejsce na nowy – czyli chmurę, zarządzaną naturalnie przez Google.

Google Cloud Print

HP sprzedaje już drukarki pozwalające na drukowanie bez użycia komputera (źródło)

Google jest w stanie zrewitalizować rynku drukarek. Po przybyciu drukowania do Androida, jest bardzo prawdopodobne, że zobaczymy wzrost liczby drukarek niewymagających komputerów do połączenia się z Internetem. Wyzwolone z jarzma tego starego modelu, będą miały one dużą szansę przeżyć swą drugą młodość.

A Ty, co sądzisz o tym ruchu Google?

Zobacz także:

Przeglądarka Chrome dla Windows 8: Kompletna porażka firmy Google!

O ile Firefox wciąż majstruje przy rozwoju swojej wersji na urządzenia dotykowe, to firma Google opublikowała już wersję Google Chrome dedykowaną tabletom. Niestety, jest ona całkowicie bezużyteczna!

Część prasy uważa, że pod przykrywką Chrome, Google wprowadziła do Windows 8 konia trojańskiego. Dzięki tej przeglądarce można uruchamiać internetowe aplikacje Chrome OS w Windows 8. Genialne zagranie? Wcale nie!

Bezużyteczny tryb Windows 8

W przeciwieństwie do konia trojańskiego, Google Chrome w trybie Windows 8 z pewnością nie doprowadzi do żadnego zwycięstwa. Ten “tryb” nie jest niczym więcej niż widokiem pełnoekranowym desktopowej przeglądarki z kilkoma dodatkowymi przyciskami dla Chrome OS i… zegarem.

Chrome Apps

Dla użytkowników tabletów i innych urządzeń dotykowych tryb Windows 8 jest całkowicie bezużyteczny. Elementy interfejsu są zbyt małe, by wygodnie obsługiwać je palcami, obsługa gestów nie istnieje, a funkcja kopiuj i wklej doprowadzi użytkowników do wylewu. Możemy też zapomnieć o Snap czyli przydatnej funkcji Windows 8.1, która umożliwia wyświetlenie dwóch stron obok siebie. Ponadto, Chrome nie radzi sobie z dopasowywaniem otwartych stron do wymiarów ekranu. W związku z tym, czasem widoczne są one tylko w połowie!

Chrome

No dobrze, podobnie jak w trybie desktopowym, sami możemy umieścić obok siebie dwa okna Chrome. Jednak jest to niezmiernie uciążliwe. Kto raz spróbował dokonać tej sztuki na tablecie, wie, o czym piszę. Natomiast nic nie usprawiedliwia tak wąskich pasków przewijania stron. Uwierzcie mi, nikt nie ma tak małych palców! O ile ruchy w górę i w dół są, powiedzmy, możliwe, to poruszanie w poziomie jest nierealne.

Chrome OS? Także bezużyteczny!

Więc o co chodzi z tym koniem trojańskim? Google chce nas przekonać do korzystania z Chrome OS. Nie ma w tym nic złego, ponieważ Chrome OS jest całkiem dobry i oferuje wiele przydatnych aplikacji. Ale jako, że Google Chrome w trybie Windows 8 nie nadaje się do użytku, kto będzie zainteresowany korzystaniem z Chrome Apps? Co innego w trybie desktopowym – tutaj Google Chrome i Chrome OS się sprawdzają, ale na tabletach? Na razie podziękujemy…

Jeśli nie Google Chrome, to co? Jeśli naprawdę zależy Wam na alternatywnej przeglądarce dla Windows 8, to proponujemy Mozilla Firefox.

Zobacz także:

Minuta Softonic: Chrome, GTA V, Mac i najmniej bezpieczne hasła

Jak co tydzień, zapraszamy do naszego specjalnego wideo, które prezentuje najważniejsze wydarzenia minionych dni.


brightcove.createExperiences();

Komputery Apple

Mac kończy 30 latKomputery Apple świętują 30 urodziny. Maki a wraz z nimi system operacyjny OS X nie jest już oczkiem w głowie firmy. Cała uwaga skupia się na duecie iPhone/iPad oraz systemie iOS. Maki mają jednak nadal wielu zwolenników. Wszystkiego dobrego!

GTA V

GTA V na PC w przedsprzedaży? Długo wyczekiwana wersja gry GTA V na Windows pojawiła się w przedsprzedaży w sklepie Amazon we Francji i Niemczech. Strona została usunięta i nie ma już do niej dostępu, ale przez chwilę można było zamówić grę. Wszystko więc wskazuje, że GTA V na PC istnieje, choć Rockstar jeszcze tego nie potwierdza.

Najmniej bezpieczne hasła

Splashdata  – najgorsze hasła 2013 roku. Firma Splashdata opublikowała raport na temat najmniej bezpiecznych haseł w internecie. Jak można się domyślać na pierwszych miejscach są wyrażenia typu „password” albo „123456”. Jeśli używasz podobnego hasła do zabezpieczania swoich kont, radzimy zmienić go jak najszybciej!

Google Chrome

Chrome – problemy z bezpieczeństwem. Chrome boryka się w tym tygodniu z poważnymi problemami. Sprzedaż dodatków do przeglądarki nieznanym firmom spowodowała, że około 30.000 użytkowników aplikacji dostało maile ze spamem. Oprócz tego odkryto w Chromie błąd, który pozwala podsłuchiwać rozmowy przez mikrofon komputera.

Obejrzyj więcej odcinków Minuty Softonic jeśli interesują Cię wiadomości z poprzednich tygodni.

Zaglądaj też regularnie do naszej sekcji News by być na bieżąco z najnowszymi nowinkami.

Aktualizacja Skype dla Windows

Wczoraj wydana została aktualizacja dla Skype. Zawiera poprawki dotyczące stabilności oraz wydajności działania programu.

Jednym z problemów z którym zmagali się użytkownicy, było nadmierne wykorzystanie procesora podczas korzystania ze Skype i przeglądarki Chrome jednocześnie, jeśli była ona ustawiona jako domyślny program do przeglądania internetu. Defekt ten został poprawiony w tym wydaniu aktualizacji. Kolejne usprawnienia dotyczą stabilności Skype podczas prowadzenia grupowych wideo rozmów i pracy z wysoką ilością DPI.

Nową wersję programu można pobrać z Softonic:

Zobacz także:

Google Chrome może podsłuchiwać użytkowników?

Deweloper Tal Ater odkrył bardzo ciekawy błąd w przeglądarce Chrome. Umożliwia on potencjalnie złośliwym programom podsłuchiwać to, o czym mówimy w pobliżu komputera. Wszystko przez źle działający element przeglądarki, który odpowiedzialny jest z obsługę stron wymagających wykorzystanie mikrofonu.

Jeśli więc będziecie korzystać z chociażby wtyczki Google Now lub strony wykorzystującej mikrofon komputera (np. Shazam), to nawet po jej wyłączeniu, mikrofon wciąż będzie działał. Odpowiednio stworzony złośliwy program może to wykorzystać do nagrywania rzeczy, które mówimy w pobliżu komputera. Proces przeglądarki odpowiedzialny za nagrywanie można wyłączyć zamykając przeglądarkę. Z pewnością nie jest to wygodne wyjście.

Tal Ater zgłaszał ten błąd twórcom Chrome już we wrześniu ubiegłego roku. Niestety, do dziś problem nie został poprawiony, narażając użytkowników na duże niebezpieczeństwo.

Powiązane programy:

Zobacz także:

Źródło

Nowy Chrome pozwoli wytropić hałasujące zakładki

Dziś wydano kolejną, stabilną wersję przeglądarki internetowej Chrome. 32 już wersja programu od Google wnosi cztery, naprawdę ciekawe nowości. Na pewno docenią je szczególnie Ci, którzy korzystają ze swojego komputera wyjątkowo intensywnie, a także członkowie rodzin z dziećmi.

Oto największe nowości w Chrome 32:

  • Wprowadzono specjalne oznaczenia zakładek, w których odgrywana jest muzyka, które korzystają właśnie z naszej kamery internetowej oraz kiedy prowadzimy podcast za pomocą Chromecast. Dzięki temu łatwo odnajdziemy zakładki, w której gra irytująca muzyka z reklamy i będziemy w stanie szybciej namierzyć tę, w której prowadzimy właśnie wideo czat w Hangouts.
    Google Chrome 32
  • Pojawia się też ostrzeżenie przed pobieraniem zagrażających bezpieczeństwu komputera aplikacji.
    Chrome ostrzega przed pobieraniem
  • Pojawiła się też opcja tworzenia specjalnych profilów dla członków rodziny. Dzięki temu będzie można stworzyć nadrzędny dla innych profil. Za jego pomocą uprawniony użytkownik będzie w stanie kontrolować i ewentualnie blokować nieodpowiednie strony. Zarządzać profilem można tutaj.
  • Z kolejnej nowości ucieszą się użytkownicy Windows 8. Dostaną oni bowiem możliwość uruchamiania Chrome w pełnym oknie i korzystania z aplikacji powiązanych z przeglądarką. To zupełnie tak, jakby pracować na komputerze z systemem Chrome OS.
    Chrome OS w Windows 8

Wprowadzone zmiany wyglądają naprawdę imponująco. A jak się Wam podobają?

Powiązane programy:

Zobacz także:

Źródło

Chrome Apps na pulpicie twojego komputera

Chrome oferuje rewolucyjne rozwiązanie w postaci aplikacji dla pulpitu. Są to programy lekkie i bardzo praktyczne. Sprawdziliśmy je i zdradzamy wam nasze wrażenia z ich użytkowania.

Co to jest Chrome App?

Chrome App, które możemy umieścić na pulpicie, to internetowe (webowe) aplikacje. Działają one jak oddzielny program poza przeglądarką, w osobnym oknie. Często do niektórych funkcji nie wymagają stałego połączenia z internetem.

Aby zainstalować webowe aplikacje należy pobrać najnowszą wersję Chrome i zalogować się do swojego konta Google. Aplikacje instalujemy bezpośrednio z Chrome Web App Store, tak jak robimy to przy zwykłych wtyczkach.

Jeśli wcześniej nie mieliście zainstalowanej żadnej aplikacji, to teraz na pulpicie zobaczycie nową ikonę na pasku zadań systemu Windows. Będzie to launcher Chrome Apps. Wystarczy na niego kliknąć, aby pojawił się panel z ikonami zainstalowanych aplikacji.

Tak wygląda uruchamianie Chrome Apps na Chrome OS, systemie operacyjnym Google

Oczywiście możemy odinstalować Chrome Apps. Wystarczy kliknąć na konkretną ikonę prawym przyciskiem myszy i wybrać polecenie odinstaluj. Po kilku sekundach aplikacja zostanie usunięta z listy.

Moje doświadczenia z Chrome Apps

Chrome Apps, które można zainstalować na naszym komputerze, różnią się od aplikacji w samej przeglądarce tym, że zapewniają nam doświadczenie znane z użytkowania tradycyjnych programów. Nie wymagają one ciągłej pracy w trybie online, są ładowane poza przeglądarką, a jednocześnie zapewniają pełną integrację z Google Drive, czyli dyskiem w chmurze od Google.

Testowałem kilka Chrome App i uczucie z ich użytkowania jest bardzo dziwne. Wydają się być niezwykle proste i ograniczone jeśli chodzi o możliwości. Część winy wynika z faktu, że są to dopiero początki. Twórcy aplikacji dopiero zaczynają swoje przygody z webowymi aplikacjami i potrzebują czasu na przygotowanie zaawansowanych pozycji.

Pixlr Touch up: podstawowy edytor zdjęć, działający bez problemów

O aplikacji Pixlr możecie przeczytać w naszych recenzjach, to prosty edytor zdjęć, ale bardzo dopracowany w szczegółach. Wersja dla Chrome Apps pozwala na kopiowanie, dopasowywanie, poprawianie i przekształcanie zdjęć. To taki kieszonkowy Photoshop, który doskonale uzupełnia się z funkcjami galerii zdjęć Google+.

Kiedy używamy go jako aplikacji, możemy bardziej skoncentrować się na edycji, niż gdy robimy to w wersji otwartej w karcie przeglądarki. Dzięki temu nie jesteśmy rozpraszani przez inne karty, powiadomienia oraz różne elementy przeglądarki, które nam towarzyszą przy korzystaniu ze stron internetowych. Tutaj mamy pojedyncze okno, idealne do pracy.

Co jest najlepszego w tej aplikacji? To oczywiście pełna integracja z Google Drive. Obrazy możemy załadować zarówno z dysku twardego, jak i naszego dysku w chmurze, podobnie działa zapisywanie. W przypadku Google Drive dzielimy przestrzeń z innymi aplikacjami takimi jak Docs, czy Quickoffice.

Google Keep: notatki w chmurze

W połowie drogi między karteczkami samoprzylepnymi a Evernote, znajduje się usługa Google Keep. To fantastyczne narzędzie pozwalające na tworzenie notatek i przypomnień. Wersja dla Chrome Apps działa w niewielkim oknie o proporcjach znanych z ekranu telefonu. Szkoda, że na razie nie możemy notatek pozostawiać na pulpicie.

Google Keep to przykład prostoty. Możemy wygodnie sporządzić proste notatki i podejrzeć je w dowolnej chwili w oddzielnym oknie. Wydaje się, że to idealna alternatywa dla klasycznych kartek papieru.

VNC Viewer: Zdalny dostęp do komputera z każdego miejsca na świecie

Potencjał Chrome Apps ukazuje też VNC. To narzędzie dzięki, któremu mamy zdalny dostęp do drugiego komputera przy wykorzystaniu internetu. Oczywiście na drugim komputerze musimy posiadać zainstalowany serwer. Podobne rozwiązanie osiągniemy także dzięki Chrome Remote Desktop, ale to VNC jest najpopularniejszym protokołem.

Tutaj używanie aplikacji webowej w stylu klasycznego programu ma szczególny sens. Dzięki temu mamy zmaksymalizowany zdalny ekran, co jest podstawą do korzystania z VNC. To jest ten rodzaj pracy, gdzie przeglądarka nie wnosi nic, a jedynie przeszkadza. Więc taka webowa aplikacja w osobnym oknie jest świetnym rozwiązaniem.

Plex, Until.AM i inne aplikacje mutlimedialne

Także popularny serwer multimediów Plex doczekał się swojej oficjalnej aplikacji dla Chrome. Jeśli nie mieliście okazji z niego korzystać, a posiadacie bogatą bibliotekę multimediów, to warto spróbować właśnie tej wersji. Dzięki niej z łatwością zorganizujecie swoją bibliotekę. I będziecie mogli w wygodny sposób uzyskać dostęp do swoich filmów i seriali, także na innym komputerze podłączonym do stworzonego serwera.

Inna aplikacją multimedialną, która wykorzystuje zalety Chrome Apps jest Until.AM. To jedna z pierwszych aplikacji, która pojawiła się w wirtualnym sklepie Google, a umożliwia świetne muzyczne możliwości. Dzięki niej możemy bawić się dźwiękami tworząc własne miksy i dodając efekty. Aplikacja przyćmiewa opcjami swoją internetową alternatywę w postaci Partycloud.

Aplikacje dostosowane do pulpitu (desktopu) mają sens tylko w niektórych przypadkach. Na przykład wtedy, gdy wymagają dużej przestrzeni i można chociaż częściowo korzystać z nich offline. Jeśli aplikacja nie ma sensu bez przeglądarki, to nie ma potrzeby, by ją opuszczała.

Dla użytkowników systemów Windows, Mac OS X, czy Linux korzystanie z aplikacji Chrome w wersji pulpitowej nie jest czymś szczególnie atrakcyjnym. Na razie należy to traktować bardziej jako ciekawostkę, niż rzeczywistą alternatywę dla pełnowartościowych programów i gier. Musimy poczekać na bardziej złożone aplikacje, które będą potrafiły wykorzystać potencjał takiego rozwiązania.

Wydaje się, że korzystnym aspektem takich programów jest porządek. Klikanie na ikony na pulpicie jest wygodniejsze, niż przeszukiwanie naszej przeglądarki, jeśli mamy tam wiele zakładek i kart.

Kto za tym wszystkim stoi? Chrome OS

Desktopowe aplikacje dla Chrome to wciąż nowość, są proste i jest ich niewiele (zaledwie piędziesiąt). To podstawowe aplikacje, które przypominają o początkach systemów Windows lub Mac przed ponad dwudziestu laty. Mamy kalkulaor, notatnik i edytor zdjęć.

Największe korzyści z tych aplikacji czerpią użytkownicy Chrome OS, czyli systemu operacyjnego Google. Dzięki nowym webowym aplikacją system ten zaczyna nabierać kształtu i staje się coraz bardziej atrakcyjny. Na razie jednak to wciąż za mało, by przekonać rzeszę użytkowników. Zwłaszcza, że część programów jest niedopracowanych, nie znajdziemy też wartościowych gier.

Chrome Apps zostały stworzone z myślą o Chrome OS (zdjęcie Robert Cardin)

Tak jednak maluje się przyszłość rozwiązań Google. Widzimy połączenie systemu operacyjnego z aplikacjami Chrome. A to szczególnie ciekawe w połączeniu z informacjami o pojawieniu się aplikacji Chrome dla Androida oraz iOS. Ponadto sprzedaż komputerów z Chrome OS stale rośnie. To wszystko część długofalowej strategii Google.

Dla twórców aplikacji internetowych to świetna okazja do promowania siebie. Wciąż brakuje tutaj głośnych i popularnych aplikacji, jak Spotify, Outlook, Facebook czy Twitter. Jeśli pojawia się zaawansowane programy, to rozwiązania Chrome i Chrome OS nabiorą większego sensu.

A Wy co myślicie o aplikacjach Chrome?

Autorem artykułu jest Fabrizio Ferri-Benedetti